sobota, 11 czerwca 2016

'Hurt'

A/N: Uwaga, uwaga! Wracam do was z horrorem! O, tak. Pierwszym tutaj. Ogromnie dziękuję za komentarze, które tak bardzo nas autorki, zmobolizowały. Luv, dedykacja dla wielbicieli takich gatunków~


Kailu, LuhanSoo, horror, angst, tragedia, smut 


Przeraźliwe krzyki. Rozdzierający ludzkie serca płacz. To jedyne, co w tamtej chwili wyryło się gdzieś głęboko w umyśle Kim Jongin'a, kiedy biegł ile sił w osłabionych, trzęsących się nogach, przedzierając tym samym przez niezliczone gąszcze i haszcze raniące jego półnagie ciało, kaleczące stopy. Ból, nieznośny ból obezwładniał go, ale nie mógł się poddać, nie teraz, kiedy już udało mu się uciec. Przynajmniej tak siebie przekonywał, tak wprowadzał swój umysł w błąd powodując papkę i nic więcej, rozmyte wspomnienia. Cierpiał, niewiarygodnie cierpiał zarówno fizycznie jak i psychicznie, bo w końcu.. nie tak miało być, zapowiadało się tak pięknie a teraz? Ledwie uchodził z życiem z horroru, który prawdopodobnie będzie teraz gnębił młodego chłopaka do końca życia pozostawiając po sobie trwały ślad, mnóstwo blizn, sól na niezagojone rany.
Biegł, biegł ile sił w nogach a gardło było tak potwornie wysuszone, jak gdyby połykał żyletki, twarz miał brudną, gdzieniegdzie usmarowaną błotem, jak i ciało, które zasłania jedynie potargany, niemal wiszący na jego chudym ciele materiał. Szlochał. W tamtej ulotnej chwili pozwala sobie na płacz wiedząc, że to i tak nic nie zmieni, że wciąż będzie błądził aż umrze z głodu i pragnienia. Ból w kostce, piekące wyschnięte usta, czy krew sącząca się gdzieś z uda, ślad po cięciu, mnóstwo odrażającego nasienia spływającego między nogami - ten chłopak jest wykończony. Ale biegnie, przedziera się przez pnącza z zamazanym od łez obrazem z garstką nadziei na ratunek. Nie może się teraz poddać, nie kiedy teraz nie było przy nim tego starego szaleńca. Osiemnastolatek zaciska usta w wąską kreskę, opierając się o drzewo a oddech ma nierówny, jak po maratonie, gardło przeraźliwie go piekło. Niemalże czuje jego łapska na sobie, to jak z niewiarygodną siłą zdziera z niego odzienie, czas staje w miejscu a to co przeżywał nastolatek jak gdyby trwa o wiele dłużej niż w rzeczywistości, męka, jakiej doświadczył odbija się w jego głowie niczym echo, po czymś takim nie da się spać spokojnie ani nawet funkcjonować. Jongin wie, że jeśli zaraz czegoś nie wymyśli to się wykrwawi. Zwyczajnie przepadnie w gęstym lesie nie mającym końca.
Szelest, jaki dało się słyszeć za nim, skutecznie odrywa jego myśli od świadomości beznadziejności jego losu, w popłochu biegnie z powrotem nie mogąc wyzbyć się z głowy dźwięku łamanych gałęzi czy szelestów w krzakach, gdzieś w pobliżu. I zdawać by się mogło, że daleko przed nim odbija się światło, że może to słońce, które już dawno zaszło za burzowymi chmurami, chłopak nie wiedział, musiał polegać na swoim instynkcie. 
Dopiero jego własny krzyk i uczucie spadania w przepaść uświadomiła mu, że jego szanse na przetrwanie okazują się być naprawdę znikome.

Noc stała się dla Kim Jongin'a torturą, kiedy niemal przyklejony do ściany przepaści, cicho łkał w akompaniamencie deszczu, którego dopływ niczym rzeka do miejsca, w którym się znajdował był istnym wybawieniem. Skulony pod ścianą młody chłopak nabiera na delikatne dłonie wodę, by z lekkim ukojeniem siorbnąć kilka łyków. Usiłował ignorować to, że gdzieś w głębi ciemności słyszał oddech kogoś jeszcze, być może równie rannego chłopaka, Jongin nie był pewien, jednak za bardzo bał się odezwać. Noc, jaka spowiła wszystko wokół, cały las jak i przepaść nie ułatwiała mu w skoncentrowaniu się na czymkolwiek, rozproszony mrokiem trząsł się w strachu, strachu, który go pochłaniał.
Mężczyzna nie wyglądał ani trochę, jakby miał mieć ponad trzydzieści lat, mimo, że na jego twarzy widniał lekki kilkudniowy zarost. Nie był odpychający, czy też brzydki, choć może właśnie jego uroda była jakimś niemym złudzeniem, pułapką dla niewinnych ludzi. Młode rysy twarzy stwarzały głupie poczucie bezpieczeństwa, gdy minęło się go na ulicy. Okropna pomyłka.
Przedstawiał się jako Luhan, nigdy nie mówił o sobie nic więcej, tak też wraz z tym faktem nie można było stwierdzić, jaka historia kryła się za tym imieniem.
Była też jego druga strona, która ukazywała, że narodowy Chińczyk był tajemniczą osobą, coś za sobą krył. Każdy jego ruch był inny, jakby przemyślany i uważny. Nawet w zwyczajnym chodzeniu można było to dostrzec. Dostrzec,  że wyróżniał się z tłumu, jednocześnie nie zwracając na siebie niepotrzebnej uwagi. To profesjonalista, rozkładający karty. Gra na własnych zasadach, intrygując innych, zwabiając ich do siebie ciekawością. Całokształt jego postaci pomagał mu w tym, jak i w ukrywaniu tajemnicy przed całym światem.



Promienie słoneczne przebijały się przez las nadając miejscu odrobinę światła i przestrzeni, lecz to tylko pozory. Dla Kim Jongin'a siedzenie w tej norze było katorgą. Oczywiście zaraz po przebudzeniu o ile tak to można było nazwać, jego zmęczone oczy z uwagą i przestrachem skanowały sylwetkę chłopaka, skulonego w rogu. Nie mylił się, jego omamy okazały się potwierdzeniem, że faktycznie czyiś oddech był prawdziwy. Oddech niewiele starszego Koreańczyka od którego czuć było smród zgniłej ziemi, odór brudu a świadomość jak on wyglądał nie należała do przyjemnych, Jongin uznał, że ten mógł tam już leżeć od dobrych dwóch dni, jednak najbardziej przerażającym faktem było, że ów mężczyzna się wykrwawiał, funkcjonował w tym jednym kącie niemal nie poruszając się nawet o milimetr. Mimo to Koreańczyk był czujny, jego wzrok był nieufny, pozostawał ostrożny, tak naprawdę okropnie się bojąc. 
Dygotał, z zimna i wilgoci po nocnej ulewie, jego poranione stopy były przysłonięte błotem, brunet usiłował odpychać z głowy świadomość pełzających gdzieś wokół glizd. Pozornie karmił się spokojem mimo lęku, który paraliżował jego ciało. A kiedy głucha cisza, mieszająca się co parę chwil jedynie z trzaskiem gałęzi czy też odgłosem żyjących w lesie zwierząt Jongin nie potrafił racjonalnie myśleć, obserwując niemal leżącego w błocie mężczyznę. Nie widział dokładnie jego twarzy, bowiem miał ją przysłoniętą własnym ramieniem i skrawkiem jakiegoś kolorowego materiału.
- Czy wszystko.. w porządku? - jego głos załamywał się w pół zdania, niemal sprowadzony do szeptu, mocno zachrypnięty, prawdopodobnie spowodowany odwodnieniem. Jongin powstrzymywał się przed kolejną dawką śmiertelnych dla jego serca łez. - O-odezwij się, ja..
- Kyungsoo. - Koreańczyk niemal dostał zawału, czując jak jego serce przyśpiesza do szaleńczego tempa a oczy, szeroko otwarte śledziły każdy najdrobniejszy ruch ze strony towarzysza. Poruszył się, bardzo powoli odsłonił twarz i Jongin z przerażeniem dostrzegł te wszystkie siniaki o żółtej barwie, odbicie czyichś zębów na szczęce oraz ślad na szyi, jak gdyby po grubym sznurze. Drobne ciało bruneta również było niemal nagie a widoczne krwawienia w okolicach ud, pachwiny, czy nawet ramienia utwierdziły Kim w przekonaniu, że on również przeżył coś okrutnego, coś, co z trudem przeżył ledwo uchodząc z życiem tak jak on sam. On nie przestał mówić, a barwa jego głosu sprawiała wrażenie przyjaznego dla ucha. - Nazywam się Kyungsoo.
Jongin wstrzymał oddech pozwalając, by polepione od błota kosmyki przylepiły się do jego twarzy a nabieranie powietrza, jakby stało się dla niego znacznie cięższe. - Możesz się ruszyć? - pyta cicho, niemo przysuwając się bliżej młodego mężczyzny, z sykiem bólu, jego ciało było przemęczone i brudne.Tak, czuł się brudny w każdym tego słowa znaczeniu.
Drugi Koreańczyk zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią, nim powoli przeniósł wzrok na sparaliżowanego cierpieniem, Jongin'a. - Chyba mam złamaną nogę. Poza tym nie czuję nic innego. Nie ruszam się dobre kilkanaście godzin, może dwie doby z tego co wyłapałem. - Jongin nie wiedział, że było to spowodowane urazem kręgosłupa jak i dość głębokim, przeciągłym cięciu po ostrym nożu biegnącego wzdłuż kręgów aż po dół pleców. Nie był świadomy również, że ten się wykrwawiał a blade, zmizerniałe ciało zarówno u niego jak i u Kim było oznaką osłabienia, w każdej chwili mogli zamknąć oczy i już się nie obudzić, młodszy nie przyjmował tego wszystkiego do świadomości, nie potrafił.
Kim zwyczajnie oparł głowę  o ścianę przepaści, przymykając oczy w momencie, kiedy promienie popołudniowego słońca padały wprost na ich ciała. Z każdą godziną zdawał sobie sprawę, że nie ma motywacji do walki, że zostało im niewiele czasu, że mogą po prostu tu umrzeć, tak o, i nikt by ich nie znalazł. Gnębiące, wyniszczające organizm jak i mózg myśli. Tak samo jak obrażenia, które nie mogły zagoić się ani trochę. I pewnie trapił by się tym wszystkim nadal, gdyby nie głos niejakiego Kyungsoo sprowadzającego go na ziemię, brutalnej rzeczywistości.
- Twoje udo. Nie wygląda najlepiej. Cięcie nie jest głębokie, ale musisz odciąć upływ krwi, bo inaczej się wykrwawisz. Obwiąż materiałem i mocno uciśnij, rozumiesz? 
Uczucie zagubienia wymieszały się na twarzy Kim, lecz zrobił tak, jak instruował mu Kyungsoo. Podczas stosowania się do jego wskazówek, obwiązał udo skrawkiem ubrania, jego jedynego okrycia, by nie tracił więcej krwi. Gdzieś pomiędzy ciche łkanie chłopaka odbijało się niczym echo po ścianach obślizgłej nory a kojący głos towarzysza z początku nie pomagał mu dojść do siebie. Po tym jak zdążyło się już naprawdę ściemnić, umysł Kim na nowo rozproszył się, jednak fakt, że Kyung nie przestawał mówić w jakiś sposób podnosiło go na duchu, może czuł ulgę, że nie jest sam w tej beznadziejnej sytuacji, nie był pewien, lecz przynajmniej nie skupiał myśli tylko i wyłącznie na łzach, które przez długi czas nie chciały opuścić Koreańczyka.
Kyungsoo opowiedział mu między innymi o tym, że był początkującym lekarzem wiodącym życie w spokojnych rejonach Seulu, że na przedmieściach stała mała klinika a jego ambicją i wielkim marzeniem było zostanie zawodowym lekarzem, tak dobrym, żeby mógł wyleczyć niemal każde schorzenie. Jongin z na wpół przytomnym umysłem słuchał o jego perspektywach na życie, planach przeplatających się na lata, że był realistą szukającym gdzieś pomiędzy natchnienia. Kyungsoo uwielbiał nocne niebo, przypominały mu o rodzinnym domu, kiedy to wraz z młodszym bratem wychodzili na dach wpatrując się w gwiazdy. Opowiadał to wszystko z taką pasją jak i tęsknotą w sobie, że Kim Jongin'a ścisnął wielki żal w sercu, żal i silna potrzeba przeżycia tego piekła. Kim Jongin się rozpadał a Kyungsoo nie przestawał mówić.

Nikt nie pomyślałby by zaglądać do starego drewnianego budynku, umiejscowionego gdzieś w środku lasu. Nie wiadomo, czy miejsce to służyło niegdyś jako szopa, a teraz? Teraz stało się to odrzucające, wręcz budzące pewien lęk. Smród długoletniej starości i przemoczonego drewna potęguje te uczucia. Każdy woli już dawno odwrócić się i odejść stąd, jak najdalej. A przynajmniej każdy by tak zrobił. Z całą pewnością tak jest, lecz jednemu pewnemu młodemu chłopakowi odebrano taką możliwość. Jest uwięziony, a żadne wezwania o pomoc nie sprowadzają tu żywej duszy. 
Ponad trzydziestoletni mężczyzna zatrzaskuje drzwi szopy, zamykając je na kłódkę. Jongin z zabandażowanymi oczami nie może tego dostrzec, lecz od razu czuje strach. Nie wie, że zbliżają się najgorsze chwile jego życia. Trzęsie się, czując nagle jego obecność. Boi się go. - Czekałeś na mnie? 
Napastnik wręcz szepcze, będąc nachylony nad drobnym ciałem o wiele młodszego Koreańczyka. Uśmiecha się, kiedy widzi zachowanie młodszego. 
Łapie stanowczo jego jedną rękę, by przesunąć palcem po przedramieniu Jongin'a. Ten nadal nie widzi, jak Chińczyk wyciąga z starej szuflady chirurgiczną strzykawkę. Czy młodszy wyobrażał sobie, co w środku się znajdywało? Nagle chłopak czuje ukłucie dokładnie w zgięciu jego ręki. Jest delikatne, a ból następuje dopiero wtedy, gdy substancja dopiero została wpuszczona do jego żył. Koreańczyk czuje, jak robi mu się niedobrze, jakby zaraz miał zemdleć. To uczucie jest silniejsze od niego. 

Tym razem napastnik patrzy, jak jego ofiara otwiera oczy. Odwinął jego bandaż, by ten cały czas mógł go obserwować. Jongin jest przymocowany do nie znanej przez niego, lecz twardej powierzchni linami. Sznur obciera mocno jego skórę w nadgarstkach i w kostkach, lecz nad bólem fizycznym przeważa strach. 
- Luhan. - Mężczyzna odzywa się przyjemnym dla ucha głosem, lecz ten kto wpadł w jego sidła brzydzi się tym, nie chce słyszeć, ani widzieć jego twarzy na oczy. - Zapamiętaj moje imię na ten wieczór, dzieciaku. Zapewniam, że nie zapomnisz go do końca swojego krótkiego życia. 
Chińczyk już wcześniej pozbył się wszystkich ubrań młodszego chłopaka, gdy tylko podał mu dawkę narkotyków. Teraz na jego biodrach widniała jedynie bielizna, a niejaki Luhan zajmował miejsce między udami Jongin'a. Nie czeka na nic, od razu przystępując do działania. Zszarpuje brutalnie ciemne bokserki z jego ud, od razu wędrując wzrokiem do jego dolnych partii ciała. Koreańczyk w bezsilności zaciska powieki i stara się nie myśleć o tym wszystkim. Jeśli uda mu się rozluźnić będzie mniej bolało, tylko o tym potrafi w tym momencie myśleć, ponieważ używka mąci mu w głowie. Nie musi patrzeć, by wiedzieć, że ten facet właśnie rozpina swoje spodnie i osuwa je w dół wraz z bielizną. Mężczyzna zaciska mocno palce na biodrach swojej ofiary, wręcz wbija je wraz z paznokciami w jego skórę. To wszystko dzieje się tak szybko, bo zaraz po tym z ust Jongin'a wyrwał się niekontrolowany krzyk. Luhan wszedł w niego, bez żadnej zapowiedzi, kompletnie na sucho, co nie sprzyjało dobrze przy stosunku analnym. Jednak go to nie obchodzi, bo czuje satysfakcję z tego, że zadał ból młodszemu już jedynie swoją rozpychającą go męskością. Nastolatek mógłby twierdzić, że w okół jego wejścia zbiera się krew, lecz nie potrafi tego wyłapać. To odczucie jest zbyt mocne, zbyt rozrywające. To nie koniec, oboje o tym wiedzą. 
Powieki Kim mocniej się zaciskają, gdy Chińczyk wykonuje pierwsze pchnięcie. Zaraz po tym następuje następne i następne. Chłopaka brzydzi fakt, że Luhan odczuwa przy tym przyjemność, że zaspokaja go gwałt. 
Mężczyzna wymierza uderzenie z otwartej dłoni w jego policzek wraz z pewną irytacją. Impuls przechodzi przez nerwy młodszego, a zaraz po tym czuje metaliczny posmak krwi w swoich ustach. Jego skóra została przebita, a jej zalążek został w kąciku ust chłopaka, który jęknął żałośnie. - Patrz na mnie cholerny gówniarzu. Nie zamykaj oczu, bo nie ujdziesz z życiem. 
I Jongin w tej chwili naprawdę tego chce. Naprawdę chce umrzeć, aby nie czuć już tego paskudnego uczucia. Chce by ten koszmar się skończył. Choć druga strona każe mu walczyć. Przecież to wytrzyma, potrafi. Przekonywał siebie w głowie, że jest na tyle silny. 
Luhan zadaje mu kolejne mocne i nie ustające ruchy w jego wnętrzu, a ten zaś odczuwa jedynie paraliż na całym ciele. Zdobywa się na to, by uchylić powieki, ponieważ nie chce odczuć kolejnego pulsującego uczucia w swoim policzku. Jego zamazany wzrok wyłapuje sylwetkę tego przestępcy i widzi, jak ten następnie przybiera na usta swój pełen arogancji uśmiech.  Kiedy młodszy wręcz usilnie stara się wyszarpać z tej pułapki, mężczyzna na siłę wpycha mu swojego penisa w zaciskające się z bólu wejście. On napawa się jego krzykami, tym, jak bez żadnej ulgi przyjmuje każde uderzenie.  Luhan podporządkowuje sobie każdy swój ruch biodrami pod swoje potrzeby, w niektórych momentach wręcz z impetem uderzając nimi w pośladki Jongin'a.  Szarpnięcia drobniejszym ciałem osiemnastolatka nie ustępują, a on już nie może zamknąć oczu. Walczy z tym.
- Krzycz dalej, dzieciaku. Podoba mi się to. - Mężczyzna obdarowuje skórę chłopaka podłużnymi śladami po jego paznokciach, jak i śladami zębów na jego ramionach.  W niektórych miejscach szyja nastolatka była przegryziona do krwi, jednak on nie mógł skupić się na żadnym źródle bólu w swoim ciele. Było ich zbyt dużo. - Krzycz, Jongin.
Napastnik kolejny raz z niewiarygodną siłą wbija się w niego swoją stwardniałą erekcją. Wymierza mu cios swoją ręką w twarz, brzuch, biodro, pośladki z każdym razem, kiedy ten stara się wyszarpać z mocnych supłów lin, zaciska powieki lub milczy. Wie, że jego ciało jest poturbowane, więc ostatecznie posyła Luhan'owi odważne spojrzenie, jednak jego oczy zachodzą łzami.  W kąciku zbierają mu się drobne krople, na jego widok. Nie potrafi zobaczyć w tym mężczyźnie człowieka. Może właściwie nim nie był, kiedy w końcu jego pchnięcia przyśpieszyły do maksymalnych. Chińczyk sapnął z przyjemnością w głosie, niedługo to się skończy. Z obrzydliwym warknięciem imienia nastolatka, trzydziestolatek w końcu osiąga szczyt. Jongin z niechęcią również musiał dojść, kiedy męskość tego faceta kilkakrotnie trafiła w jego prostatę. Czuł się okropnie robiąc to, ponieważ jego orgazm musiał właśnie spowodować gwałciciel. Gwałciciel, do którego pałał pewną nienawiścią. Obwiniał go słusznie o swoje cierpienie. Dlaczego właśnie on?
Mężczyzna spuszcza się w wnętrzu młodszego z pewną ulgą. W końcu chłopak myśli, że to już koniec, że przeżył to wszystko. Spina swoje wszystkie mięśnie, gdy penis Chińczyka wysuwa się z niego. Wydaje mu się, jakby uodpornił się na cały ten ból, że póki się nie ruszy jego ciało nie będzie odczuwało zupełnie nic. Poruszają się jedynie jego tęczówki, które śledziły postępowania Luhan'a. Widzi, jak on wyciera swoje przyrodzenie z nasienia, jak i czegoś jeszcze. Jego krwi? Nie myśli o tym świadomie.
Mężczyzna sięga po niewielki, lecz ostry nóż. Przykłada mu go do gardła, a nastolatek czuje zimną stal, jak i ostrą krawędź przy swojej skórze.
- Sprawię, że nie będziesz mógł uciec daleko, jak i nie umrzesz od razu. - Napastnik kolejny raz zwraca się do niego szeptem. Skanuje twarz osiemnastolatka wzrokiem z chorą fascynacją, by zaraz po tym odsunąć ostrze od jego krtani. - Po za tym po krwi da się wyczuć ofiarę. Jedynie nie zawsze się po nią wraca.
Chińczyk unosi nogę młodszego nieco do góry, by zaraz po tym przesunąć niemocno czubkiem noża po jego udzie. Tworzy się niewielka rana, precyzyjna. Krew delikatnie zaczęła się przez nią sączyć. To pcha mężczyznę, by kolejny raz rozciąć jego skórę. Tym razem robi to o wiele mocniej, a głęboki otwór zaczyna obficie krwawić. Za tym reszta zadanych mu ran była płytsza. Lekkie rozcięcia, krzyżujące się ze sobą na nogach i biodrach młodszego.  Chłopak syczał z bólu, choć nie wiedział, czy może nie dzieje się to odruchowo, ponieważ już spotkało go gorsze uczucie. Dosłownie jeszcze kilka minut temu, a to jest jedynie przedłużeniem jego koszmaru.
Trzydziestolatek odrzuca zakrwawione narzędzie na bok, kończąc swoje dzieło. Przygląda się temu wszystkiemu z satysfakcją. Chłopak jest jego, jak dotychczas najlepszą ofiarą. Tak uważa, jak i wraz z tym stwierdza, że nie da mu tak szybko uciec. Dlatego się ubezpiecza, tworząc na nim liczne ślady. Będzie mu łatwiej go odnaleźć, jeśli jakimś pierdolonym cudem uda się Koreańczykowi zwiać spod jego silnego uścisku.
Tym razem łapie Jongin'a za włosy, odchylając jego głowę do tyłu. Dłoń mężczyzny z zachwytem błądziła po młodym ciele. Był idealny razem z każdym nadanym mu śladem na skórze. Badał go nawet opuszkami palców, nigdzie mu się nie śpieszyło. W końcu miał dla tego dzieciaka wiele czasu.
Luhan wyplątuje młodszego z sznurów. Wie, że jest zbyt obezwładniony w tej chwili narkotykiem, by mu się przeciwstawiać. Niedługo po tym mężczyzna wstaje o własnych nogach, podnosząc chłopaka. Ciągnie go za włosy, by układać go tak jak właśnie chciał. Nogi nastolatka drżały, gdy próbował na ich ustać, lecz Chińczyk od razu popycha go na kolana przed sobą. Posyła klęczącemu długie spojrzenie. - Sprawdzimy sobie twoje umiejętności. Nie możesz zaciskać zębów. Jeśli spróbujesz to zrobić, uderzę cię. A gdy to nie poskutkuje? Będę cię pieprzył po raz kolejny i kolejny dzisiejszej nocy, niewdzięczny dzieciaku. Więc polecam ci się słuchać poleceń.
Jongin z przestrachem zaciska swoje usta. Nie chce tego, uważa, że nie jest w stanie wziąć do ust tej obrzydliwej męskości. Jego długość również go przerażała, to nie było normalne. Błagalnie patrzy na mężczyznę, słysząc w głowie jedynie swoje przyśpieszone z przestrachu tętno. - B-błagam...
Nastolatek nie potrafi skończyć, ponieważ mężczyznę to nie obchodzi. Nie obchodzi go to, więc na siłę wpycha główkę swojego penisa do jego ust. Zaraz po tym w gardle młodego Koreańczyka znajduje się on cały, kiedy w końcu odpuścił. Z jego oczu, kolejny raz wypływają pojedyncze łzy, gdy czuje okropny odruch wymiotny, jak i ból na ścianach gardła.
Dłoń mężczyzny mocno zaciska się na włosach nastolatka, sam poruszając jego głową na swojej erekcji. Do uszu gwałciciela dochodzą stłumione płaczliwe jęki bólu, kiedy z każdym razem uderza przyrodzeniem w jego gardło. Mimo to nie przestaje, zadowalając się przesuwającymi się ustami po jego penisie. Chłopak z trudem, chcąc skończyć to szybciej, zasysa się na nim. Używka co jakiś czas mąci mu w głowie. Widzi mroczki przed oczami, jak i nie kontroluje swoich ruchów. Luhan mruczy z zadowoleniem, nakazując osiemnastolatkowi robić to mocniej.  Chwali go, gdy ten stosuje się do jego poleceń, karci, kiedy ten nagle rezygnuje. Jongin ma nieopisaną ochotę z całych sił odgryźć mu tego obrzydliwego kutasa, lecz chwilami lęk przejmuje nad nim górę. Mocny ścisk na jego kosmykach włosów, jak i prowokacyjne spojrzenie, nie pozwala mu na żaden niepowołany ruch.
Chińczykowi podoba się to uczucie, zapewne zwlekałby z tym tak długo, jak tylko się da. Wargi młodszego idealnie obejmują jego przyrodzenie, a on nie szczędzi sobie wydawać z ust pomruków zadowolenia.
Nie wie, czy trwa to kilkanaście sekund, minut, czy może nawet godzin. Nastolatek zamyka oczy, a wraz z tym przychodzi głośniejsze westchnienie mężczyzny. Co za tym szło? Luhan czuje mocniejsze ukłucie w swoim podbrzuszu, w końcu nadszedł jego szczyt. Z ulgą wypuszcza powietrze, to sprawia mu ogromną przyjemność.
Pociągnął głowę Koreańczyka, tak by odsunęła się całkowicie od jego penisa, a tym samym on przestał znajdować się w jego ustach. Chińczyk spuszcza się na twarz osiemnastolatka z brutalnością brudząc go swoją spermą. Chłopak nie widzi tego, lecz czuje, jak ta wydzielina ścieka po jego policzkach i ustach. Ma ochotę krzyczeć, lecz tego nie robi. W ustach pozostał mu smak tego faceta. Chciał, jak najbardziej pozbyć się go z swojej pamięci, ale umysł mu na to nie pozwala.
Luhan patrzy na to, co zrobił. Ten widok sprawia, że po jego ciele przechodzi przyjemny dreszcz. Doprowadził swoją ofiarę do takiego stanu. On jest kimś, kto czerpie z tego satysfakcję.  Uśmiecha się, widząc swoje nasienie na twarzy chłopaka. - Dobry z ciebie chłopak, Jongin.



Gdzieś podświadomie Kim Jongin słyszy głos, gdzieś pomiędzy czuje szarpnięcie, jednak z umiarem biorąc pod uwagę obrażenia jak i mnóstwo sińców. Kim Jongin wierci się niespokojnie, jego głowa obraca się w prawo i w lewo, nie potrafi wybudzić się z koszmaru, który go nęka i nęka, nierówny oddech był skutkiem strachu, który go obezwładniał. Czuł, że nie może poradzić sobie z uczuciami, z lękiem i koszmarami, wspomnieniem tamtej nocy, kiedy to mężczyzna czerpał satysfakcję z jego krzyków, błagania o litość. Obrzydliwe, ale Jongin musiał znieść wystarczająco.
- Obudź się.
Brunet przysięgał, że tego właśnie chciał, lecz trans w jaki zapadł był jak uciążliwa śpiączka, chęć ucieczki ze świata koszmaru, dobijającej świadomości, że to nie jest zwykły sens, że to się naprawdę wydarzyło a scena, która rozgrywa się przed jego oczami to nic innego jak retrospekcja, to co wydarzyło się właśnie Kim Jongin'owi.
Drży znacząco, pośpiesznie otwierając oczy, koraliki potu zdobią jego szyję jak i skronie, czuje się wyczerpany. A drugi Koreańczyk przygląda się mu w skupieniu nadal pozostając w tej samej pozycji w której Jongin go znalazł, w końcu nie mógł nawet gdyby chciał. Osiemnastolatek przeciera twarz bardziej rozmazując tym błoto na skórze, lecz nie przejmuje się tym. Tak jak resztką nasienia, które pozostało na jego brodzie z tamtego wydarzenia. Jedyne co pozostało przy nim do końca były łzy, odwieczny wróg i cierpienie odbijające się w tęczówkach Kim.
- Krzyczałeś przez sen. - odzywa się ponownie starszy, niwelując tym nieprzyjemną głuchą ciszę. Jongin odwraca głowę w jego stronę, uchyla spierzchnięte wargi. Kyungsoo kontynuuje. - Mówiłeś te wszystkie straszne rzeczy jakie zrobił ci ten mężczyzna. 
- Znasz go? - głupie pytanie, całkiem niekontrolowane, może desperacka prośba o pomoc.
Kyung westchnął, pierwszy raz ukazując własną słabość. Jego wyraz twarzy pokazał Jongin'owi, że on również sporo przeszedł. Przeszedł długą drogę, by w końcu znaleźć się w tej norze w ciężkim stanie, zagrażającym jego życiu. Ale Jongin nie chciał słuchać jak ten opowiada o tym potworze. Pragnął jedynie się stąd wydostać oczywiście zabierając ze sobą drugiego Koreańczyka. Jednak to, co usłyszał zmroziło wszystkie komórki w jego ciele a szok wywołany słowami był wręcz namacalny.
- Zgwałcił mnie dokładnie trzy razy. Za każdym razem wpajał mi do głowy, że nazywa się Luhan, że zapamiętam jego imię do końca swojego krótkiego życia. Ja.. nie powiedziałem ci czegoś, uważałem, że to mało istotne, ale.. kiedy udało mi się uciec on gonił mnie i.. pociął. Pociął tak bardzo, że potknąłem się i wpadłem tutaj. On.. wie, że tu jestem tak samo może domyślić się, że i ty tu utknąłeś.
- Wie, że tu jestem? - niemal jęknął przerażony świadomością. On wie. On może tu wrócić. Może nawet i niedługo.
- Nie twierdzę, że tak jest może jedynie podejrzewać. Kimkolwiek jesteś i jakkolwiek udało ci się zbiec, uciekaj. Mi i tak zostało niewiele czasu. - zmęczony uśmiech pojawił się na ustach Soo. Jongin energicznie pokręcił głową, wciąż otumaniony szokiem.
- Nie.. nie zostawię cię tutaj. Jeśli mam uciekać, to tylko z tobą. Nie mogę.. nie chcę.. nie pozwolę ci umrzeć. - słone krople spływały po policzkach Kim, kiedy zaszklone tęczówki śledziły twarz towarzysza. Zdawał się być bledszy niż dzień temu. Jongin dojrzał nawet jego skaleczone nadgarstki, gdzieniegdzie obdarte nawet ze skórą. Zapewne był mocno wiązany, tak jak on sam. Kyungsoo zdawał się być głuchy na jego cichy płacz bezsilności.
- Zrób to dla mnie. Uratuj się. 
- Nie zostawię cię tutaj! - krzyknął Kim a jego głos zaczął rozchodzić się po ścianach nieprzyjemnie, niczym echo. Koreańczyk drgnął, natomiast ból rozszedł się po jego ciele poprzez gwałtowniejszy ruch. Chrapliwy kaszel obijał się o uszy Kim. Nie powinien podnosić głosu, to wina bezsilności. Tego, że do tej pory zmarnował ten czas i nie starał się ich uwolnić. Czuł się beznadziejnie. A czas nieubłaganie płynął.

Po tym, jak noc z trudem przeminęła obu młodym mężczyznom, o świcie Jongin uparcie próbował wydostać się z przepaści, żeby znaleźć jakiś strumień i dostarczyć im wodę, szczególnie Kyungsoo, który z godziny na godzinę coraz bardziej słabł a stan znacznie się pogarszał. W nocy miał wysoką gorączkę i dreszcze, Jongin usiłował okryć go czym się dało, cicho szeptał, że obaj wyjdą z tego cało. Realia jednak skutecznie zabijały zalążek nadziei na to, że będzie lepiej, że raz na zawsze unikną tego horroru.
Młodszy Koreańczyk starał się walczyć, lecz z mijającymi godzinami uświadamiał sobie w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł.



Luhan przedziera się między drzewami sfrustrowany. Czuje zapach chłopaka, słyszy jego kroki na szeleszczącym podłożu. Wie, że tamten uciekł, jak i miał również świadomość, że młodszy nie wydostanie się szybko z tego lasu, który mężczyzna zna, jak własną kieszeń. Sprowokował młodszego zostawiając otwarte drzwi na całą noc, zaraz po tym kiedy go zgwałcił. To jest test. Może ocenić dzięki temu, jak bardzo jest przerażony, czy nie boi się konsekwencji, no i najważniejsze - jak wiele przetrwa. Może twierdzić, że wszystko szło po jego myśli. Naprawdę może tak uważać, jednak coś nie dawało mu spokoju.
Tropi go teraz, z sprawnością przedzierając się pośród konarów drzew. Czuje zapach jego krwi, a ten smak w niektórych chwilach wraca na jego usta. Praktycznie odczuwa jego obecność, jak nic nie spodziewającej się zwierzyny. Strach, drżenie ciała Jongin'a. Mężczyzna już dobrze to znał, tak jak i mógł ocenić jego położenie na podstawie śladów.
Luhan oblizuje spierzchnięte usta. Nie udaje mu się pierwszej nocy odnaleźć choćby martwego ciała nastoletniego Koreańczyka. Przecież doskonale orientuje się w tym terenie, nie ma możliwości, by cokolwiek przeoczył. Jest na siebie wściekły, to nie jest dobre. Jego złość wcale nie niesie dla młodszego świetlnej przyszłości, o nie. I mimo jakiegokolwiek braku śladu dalej po jego zdobyczy, Chińczyk wie, że on uszedł z życiem. Był obecny w tym lesie, w jego pułapce. Starszy niemal zaciska dłoń na krtani Jongin'a. Uświadamia sobie, gdzie jest. Słyszy nocne szepty, on nie rozmawia sam ze sobą. Głosy niemiłosiernie głośnym echem rozchodziły się po całym lesie. To go zdradza, a mężczyzna nie może dłużej czekać. Luhan miał nadzwyczaj wyczulony słuch na takie rzeczy. W końcu musiał polować. Polować ale na żywych ludzi.
Oczywiście rankiem nasuwa mu się wersja wydarzeń. Jongin wpadł w jeden wielki rów. Rów, do którego jeszcze tydzień temu wrzucił chłopaka znanego jako KyungSoo. Myślał, że ten gnój już dawno tam zdechł. Powinien się wykrwawić. Tracić życie w bólu i cierpieniu, a Chińczyk tego chciał. Nie był mu już potrzebny, ponieważ zaintrygował go młodszy. Wcześniejsza ofiara była dla niego tylko zabawką. Zniszczył jego ułożone życie, pasję, wtrącił go w najgorsze piekło. To przynosiło satysfakcję, ponieważ upatrzył go już bardzo dawno. Z łatwością przyszło mu złapanie tak ufnej osoby. Pamiętał, że gwałcił go wiele razy. Okaleczał go i trzymał kilka długich dni. Później nastało coś jeszcze innego - może ulga, a może skazanie na gorsze. Musiał pozbyć się obolałego ciała, zostawiając go na pastwę losu. A teraz? Teraz ten mężczyzna wie, że on przeżył. Przeżył, dotrzymując teraz towarzystwa jego ostatniej zdobyczy. Nie może na to pozwolić. Musi go, jak najszybciej złapać, znów sprawić, że to ciało będzie jego.
Luhan zbyt często działa instynktownie, zbyt nachalnie. To wybija go z rytmu, lecz nie tym razem. Tym razem miał również inny plan. Plan, który mimo to kazał mu pójść po tego Koreańczyka. Musi przedrzeć się tam przez przecinające jego skórę gałęzie, jak najszybciej. Tempo mówi mu, że Jongin nie może za bardzo się oddalić.



- Dziękuję.
Pierwsze słowo wypowiedziane przez Kim Jongin'a stało się niemal wybawieniem, lecz nie dla jego towarzysza a samego Jongin'a, bo szczerze mówiąc cisza, poprzedzająca jedynie szelestem czy pohukiwaniem była dla niego zbyt przytłaczająca, nie mógł racjonalnie myśleć ; nawet głos załamał mu się a drżenie ciała zdradzało jak bardzo było mu w tamtej chwili zimno. Chłód nocy przysporzył obu Koreańczyków o skuteczne zamarznięcie, co zresztą nie wychodziło na dobre Kyungsoo, któremu za dnia pogorszył się stan zdrowia. Kim łudził się, że dzięki ucieczce uratuje zarówno siebie jak i Soo mimo, że prawda otwierała przed nim inne, mniej ciekawe możliwości, może i pozbawione czegokolwiek pozytywnego.
Kyungsoo milczał, tak jak tamtego dnia nie przestawał mówić tak teraz stał się przerażająco cichy, wyglądał cholernie mizernie a pusty wzrok utkwił gdzieś w jednej ze ścian obślizgłej nory. Jongin starał się nie zniechęcać a jedynie okazać wdzięczność, mimo niesprzyjającym im warunków czy też beznadziejnej sytuacji w jakiej się znaleźli, ledwie uchodząc z życiem.
- Dziękuję, że jesteś dla mnie tak kurewsko dobry, że zważywszy na swój stan i tak pomogłeś mi. Mam wyrzuty sumienia. - westchnął cicho obejmując kolana ramionami, już nawet nie zwracając uwagi na smród drażniący niesamowicie ich nozdrza. Biorąc pod uwagę to, że Jongin naprawdę starał się przekazać towarzyszowi to, co go trapiło Kyungsoo ani drgnął. Nie spuszczał wzroku z jednego punktu przed sobą a oddech jak gdyby stawał się płytszy. Stał się cieniem, nieobecnym.
Jongin uśmiecha się słabo usiłując nieco przysunąć do Kyung'a, coś nawet strzykło mu w kości poprzez wielogodzinne siedzenie w tej samej skulonej pozycji.
I nagle uśmiech schodzi z jego twarzy, zastępuje go coś innego, ciało nieruchomieje a Kim uświadamia sobie, że jest za cicho.
- Soo..? - zbolały szept na popękanych wargach Koreańczyka nic nie wskórał, chłopak wstrzymuje oddech, kiedy orientuje się, że Kyungsoo się nie rusza. Łzy skutecznie zamazują wzrok młodszego, choć i tak niewiele widział przez mrok panujący wokół. Kładzie dłoń na jego ramieniu, delikatnie potrząsa, zaraz po tym sprawdza czy oddycha. Kyungsoo nie żył.
Przerażenie zmroziło komórki w ciele Kim, przez długi moment nie wie co począć, a nim świadomość dociera do jego umysłu, świadomość zwłok tuż obok skutecznie pcha go ku odsunięciu się. Jongin kuli się pod ścianą po drugiej stronie, głośno łka, gdzieś pomiędzy nawet kołysze jak małe dziecko, jest obezwładniony strachem.
- N-nie zostawiaj mnie Kyungsoo, błagam.. - pociąga niemal spazmatycznie nosem starając się uspokoić, lecz przez dłuższą chwilę jego starania szły na marne, zastępując je szokiem, niepokojem i obawą. Bo jeśli on nie żyje, to on sam nie dotrzymał złożonej obietnicy, nie uratował go, czy uda mu się wydostać i uciec tak jak nakazał mu Soo przed śmiercią?
Nagła determinacja powoduje, że Kim Jongin chwiejnie podnosi się z błota, stara utrzymać równowagę, lecz to nie było proste, kiedy z uda wciąż sączyła się krew, niewielka, ale mimo to chłopak czuł się bardziej osłabiony. Po upływie ciążących mu w głowie długich minut brunet wdrapuje się do góry tak, jak to robił, kiedy przynosił im obu wodę, jednak ból w nodze rozpraszał go gdzieś pomiędzy.
- Soo.. Soo.. - Koreańczyk dławi się nocnym powietrzem, czuje ścisk w żołądku, jest zagubiony, nie wie co robić. Rozgląda się panicznie postanawiając w popłochu uciec jak najdalej. Obrócenie się przez ramię poskutkowało tym, że Kim nie zauważył pnia i przewrócił się z hukiem krztusząc własną śliną. Gardłowy jęk bólu i dłuższe wstrzymanie oddechu ; on zdaje sobie sprawę, że musi uciekać, że nie może się zatrzymać w końcu ten psychopata już zapewne wiedział o jego ucieczce lub w najgorszym wypadku sam otworzył mu te cholerne drzwi. Jongin płakał nawet jeśli łzy nie sprawiły, że jego koszmar się skończył a dalej toczył w przerażającej grze. 
Biegł, nie wiedział ile, jednak usiłując zignorować ból jak i narastającą panikę, że ten facet może go znów złapać, myśli nie do zniesienia.
I może młody chłopak zaczął mieć omamy a może naprawdę dostrzegł przed sobą wyjście z lasu jak i śnieżnobiały domek stojący na uboczu, tuż przy wyjściu na asfalt. Jongin zapłakał, miał wrażenie, że serce wyskoczy mu z piersi, ulga jaką odczuł była silniejsza niż obawa. Boże, on naprawdę widzi ten dom! Istniała szansa, że zamieszkujący tam ludzie mogą pomóc mu się stąd wydostać, miał szansę na ratunek. Chłopak nie zamierzał tak stać, nie, ruszył pędem do utraty tchu chcąc wreszcie zapomnieć o gnębiącym go koszmarze, przeżyciach, które z całą pewnością utkwią w jego pamięci na długo.
Nagle Jongin wpada na coś. Coś, a raczej kogoś. Silniejsze ramiona zaciskają się na wątłym i zmęczonym ciele chłopaka. Ten charakterystyczny uścisk. Mężczyzna przenosi wzrok w tęczówki młodszego, widzi w nich satysfakcjonujące przerażenie. Jego koszmar się jeszcze nie skończył. - W końcu do mnie wróciłeś. Dużo czasu ci to zajęło, ile miałem czekać?



Samoobrona, ani nic z tych rzeczy nie pomogło osiemnastolatkowi, bo jego porywacz był zbyt skuteczny i silny. Chłopak nie wiedział, kiedy Luhan usilnie zaciągnął go do swojego domu. Nie skupiał uwagi na wnętrzu, ani na żadnym innym szczególe. Chińczyk siłą zmusił nastoletniego Koreańczyka do przemycia każdego skrawku swego ciała. Brzmiało to niedowierzająco, że nagle gwałciciel nacisnął na taką rzecz, o której młodszy sam już dawno zapomniał. Ale w końcu mężczyzna nie mógł pozwolić, by jego zdobycz była brudna. Brzydziłby się lub raczej jego niepoprawna psychika, tak by mu mówiła. Trzyma kolejny raz nagiego chłopaka związanego, tym razem w swojej własnej sypialni. Gruby sznur ponownie wbija się mocno w skórę młodszego, lecz mężczyzna nie zwraca na to uwagi. Kim czuje strach, kiedy ten wchodzi do pomieszczenia przez otwarte drzwi. Chłopak nie ma nic na sobie, a to podnosi zadowolenie Chińczyka. Choć jest jedna z rzeczy, która jeszcze bardziej sprawia, że ten czuje się usatysfakcjonowany. A mianowicie strach. Dlatego Jongin nie powinien przejawiać ani grama tej emocji, ponieważ to jedynie nakręcało Luhan'a do działania.
- B-błagam, nie rób tego. - Chłopak usilnie się trzęsie. Widzi, jak mężczyzna zbliża się do niego. Wchodzi na łóżko, mając na sobie jedynie spodnie. Wie co zaraz nastąpi, w końcu Chińczyk wiele się naszarpał z nim w swoim mieszkaniu, by teraz skończył w takim miejscu, jak to. Luhan go uderzył. Uderzył go z otwartej dłoni w twarz, kiedy mu się sprzeciwiał. A teraz? Teraz wyglądał spokojnie, lecz wiedział, że w jego głowie zamknięte są inne myśli, o których młodszy nawet nie chciał wiedzieć. 
- Ostatni raz nie wystarczył ci, by zrozumieć, że nie przestanę, Jongin?
Mężczyzna łapie go za włosy, mocno ciągnąc za jego głowę. Unosi ją, by złapać przeraźliwy kontakt wzrokowy z swoją ofiarą. Chłopak jedynie mógł cieszyć się, że jeszcze żyje. Z drugiej strony śmierć kończyłaby jego mękę, lecz zabicie przez tego chorego faceta byłaby o wiele gorsza niż to, co właśnie przeżywał. Jongin mógł jedynie sobie wmawiać, że to tylko zły sen.
Luhan nachalnie rozchyla drżące, lecz przyciśnięte do siebie z oporem uda. Jego ciało walczy. Walczy, bo nie chce, by ten trzydziestolatek go dotykał. Takie działania były zbyt bezcelowe, ponieważ porywacz stawiał na swoim. Dosłownie kilka sekund trwał też moment, w którym pasek od spodni Chińczyka rozpiął się. Zaraz po tym skórzany pas znajduje się w dłoni gwałciciela, grożąc przy tym chłopakowi. - Jeszcze jeden sprzeciw, a tym zostanie potraktowana twoja skóra.
Młodszy poruszył się niespokojnie, zapominając, że gruba lina również owijała się w okół jego szyi, by z drugiej strony zostać przymocowana do ramy łóżka. Większy ruch dusił tego chłopaka, tworząc piekące ślady na jego krtani. To powodowało, że z kolejnymi chwilami starał się uspokoić. Uspokoić się, by to wszystko już dobiegło końca.
Chińczyk szybko pozbywa się swoich dolnych części garderoby, pozostawiając w kompletnej nagości. Był już podniecony, jego męskość go zdradziła. Patrzy pociemniałymi tęczówkami w oczy Jongina, zaczynając. Paznokcie mocno wbiły się w biodra chłopaka, o ile od razu nie przebiły jej do bolesnych śladów. Młodszy czuje mocne szarpnięcie, kiedy tamten jednocześnie przyciąga go w swoją stronę. Penis mężczyzny brutalnie wbija się w wejście chłopaka. Tym razem nie boli go tak samo, jak za pierwszym, kiedy Luhan zaczął go gwałcić bez żadnego przygotowania. Osiemnastolatek przez te kilka dni zdołał się przyzwyczaić do bólu w swoim wnętrzu. Mimo to z jego ust wydostaje się zduszony krzyk. Przyrodzenie praktycznie rozrywa jego zaciśnięte mięśnie, a gdy mężczyzna zaczyna wykonywać swoje pchnięcia jest już tylko gorzej. Gwałciciel wykonuje ruchy z pewną tęsknotą, pokazując, że tego właśnie było mu brak. To nie znaczyło jednak, że oszczędził Jongin'a. Każde pełne poruszenie biodrami sprawiało paraliżujący ból. To było za mało dla Chińczyka, dlatego nachylił się bardziej nad młodszym. Jego usta natrafiły na skórę pod linią szczęki Kim, by zaraz po tym jego ostre zęby wbiły się w to miejsce. Chłopak zawył, kiedy kły przebiły się przez jego skórę. Zaraz po tym czuł strużkę krwi, ściekającą po jego szyi.
- Twoja krew dobrze smakuje, Jongin. - Luhan uśmiecha się pod nosem, oblizując swoje wargi. Ten przełyka z trudem ślinę, nie mogąc dłużej tego słuchać, nie mogąc dłużej patrzeć na tą twarz. Nie chciał bólu wbijających się paznokci w jego biodra, brzuch i uda. Mężczyzna traktował go, jakby był jakimś przedmiotem, pieprząc go w tak okropny sposób.
Chińczyk nie ustaje na żadne błagania, ani płacz. Kiedy chłopak wiercił się bardziej, chcąc zakłócić jakkolwiek poczynania mężczyzny, ten wymierzał w niego pasem od spodni. Skórzany przedmiot wylądował już nie raz na pośladkach Koreańczyka, jego udach, miednicy, torsie. Pozostawały po nim podłużne sine ślady. Młodszy nie wiedział już, na którym bólu się skupić. Pchnięcia Luhan'a nabierały coraz więcej mocy, kiedy on pasjonująco zagłębiał się w tym wnętrzu. Te ruchy sprawiały, że całe łóżko zaskrzypiało. To było coraz obrzydliwsze uczucie. 
- Pamiętaj kto ci to zrobił. Nie zapomnij, kto wyciąga z ciebie tak rozkoszne krzyki. Znaj tylko to imię. Luhan. - Mężczyzna wręcz przeraźliwie szepnął do ucha Jongin'a. Jedna dłoń tego faceta zacisnęła się na włosach chłopaka, niemiłosiernie za nie ciągnąć. Przez ten ruch jednocześnie sznur pocierał skórę na szyi Koreańczyka, jak i podduszał go. W kącikach oczu osiemnastolatka nazbierały się łzy. Błagał w duchu o koniec, nawet bojąc się zamknąć oczy. Nie chciał więcej, nie zniósłby tego.
Wiedział, że może liczyć na jakieś wybawienie, kiedy sapnięcia mężczyzny stawały się bardziej błogie. Poczuje się dobrze i zostawi go  spokoju, a przynajmniej o to prosił w swojej głowie nastolatek. Brutalne zderzenia się bioder Chińczyka z jego pośladkami, wydobywały z jego ust zbolałe jęki. Jego prostata została podrażniona penisem mężczyzny. Nie chciał kolejny raz dojść przez tego prześladowcę, ale czy miał wybór? Czy cokolwiek mogło go przed tym uchronić?
Zdał się jedynie na przeznaczenie. Wyczekiwał końca, przyjmując cały ból, celowo spinając mocniej mięśnie. Wywołał u Luhan'a wcześniejszy orgazm. Wiedział to, ponieważ poczuł w sobie pewną mokrość, jak zaraz po tym usłyszał nad swoją głową przeklnięcie. Mężczyzna warknął imię tego chłopaka, kiedy przy ostatnim pchnięciu odczuł swój koniec. Jego paznokcie pozostawiały ślady na całych bokach ciała Koreańczyka. Z członka młodszego również wydobyło się nasienie, a on kolejny raz poczuł się okropnie. Wymuszone dojście.
Za to Chińczyk nie oszczędzając chłopaka, wysunął się z tego maltretowanego wielokrotnymi ruchami wejścia, by unieść się do góry. Z premedytacją spuścił się na twarz Jongin'a, brudząc spermą jego usta i brodę. Ten widok był dla niego idealnym zakończeniem. A Jongin nie był w stanie uwierzyć, że to już koniec, kiedy ten wreszcie podnosi się z posłania mierząc go przeszywającym spojrzeniem.
- Czekaj na więcej, Jongin. Mam nadzieję, że nie stęsknisz się za bardzo. - Luhan wypowiada swoje słowa z wyraźną arogancją w głosie, poprawiając kosmyki włosów, które nieproszone opadały na jego twarz. Zaraz po tym chłopak mógł obserwować, jak ten odwraca się ruszając do wyjścia sypialni. Przeszedł przez próg całkiem nagi, nie zamykając za sobą drzwi, tak jakby Koreańczyka miała drażnić nieosiągalna możliwość wolności. Chłopak pobladł przez dłuższą chwilę nie wiedząc co zrobić, jego ciało domagało się odpoczynku, jego umysł się wyłączał a powieki przymykały, lecz nie mógł sobie w tej sytuacji pozwolić na zaśnięcie. Nie, kiedy nieznany mu facet wielokrotnie go maltretował i gwałcił a zaraz po tym zostawia go na pastwę losu, by następnie ponownie się nad nim znęcać, Jongin nie mógł za nic w świecie na to pozwolić.
Koreańczyk z trudem przełyka ślinę czując jak gardło piecze go niemiłosiernie a ból dolnych partii jak i ostry ból brzucha zmusza chłopaka do płaczliwego sapnięcia. Sznur obcierał jego szyję boleśnie, kiedy starał się rozpaczliwie uwolnić z grubego sznura pozwalając sobie jeszcze na łzy, których słone krople moczyły jego policzki raz za razem. Gdzieś w oddali słyszy odkręcanie wody, poszedł się umyć a to znaczyło, że mimo wszystko skatowany brunet miał coraz mniej czasu.
Cudem uwolnił swoje dłonie jak i stopy, by później pozbyć się sznura ciasno zaciskającego się na jego szyi. Wstrzymuje oddech na parę długich chwil i porusza się, pragnie uciec, jednak niepowołane ruchy skutkują zderzeniem jego kruchego i posiniaczonego ciała z podłogą. Upadek, pozornie niegroźny upadek a już po chwili łkanie Kim nasila się i nie mija minuta a zwraca zawartość żołądka na dywan. Chwytając się za brzuch dusi się, nie może zwymiotować za wiele, kilka dni bez jedzenia spowodowało u niego męczarnie, walkę z własnym osłabionym organizmem. Jongin walczy z bólem, próbuje go zignorować, ale to wcale nie było proste.
Dopiero dźwięk zakręcania wody odebrał mu zdolność zdrowego rozsądku, gryząc mocno dolną wargę podniósł się z podłogi na tyle ile mógł niemal czołgając się do wyjścia. Każdy niechciany dźwięk, ruch mógł poskutkować dla jego planu ucieczki porażkę, więc ten nie miał wyjścia - musiał sprytnie dowlec się do drzwi frontowych. Kroki należące do mężczyzny zaczęły nagle się nasilać, Kim Jongin'a ogarnęła fala dreszczy, w panice nacisnął klamkę by w tym czasie potknąć się i wylądować na bruku. Bał się, niesamowicie się bał nawet jeśli chciał walczyć do końca, dać z siebie wszystko by przeżyć ten koszmar. Odgłos szlochu zdradził jego miejsce położenia, niedługo potem dało się słyszeć siarczyste, gniewne przekleństwo z wnętrza mieszkania, Jongin nie czekał, podparł się o zdartych gdzieniegdzie do krwi dłoniach i biegł, biegł nagi kuśtykając, zimne, nocne powietrze uderza w niego ze zdwojoną siłą tak jak i ból, który nieznośnie dawał o sobie znać.
Luhan nie może pozwolić na to, by uciekł. Nie teraz, kiedy znajdowali się na skraju lasu. Gdy młodszy oddali się po za jego teren, ta zdobycz już nie będzie osiągalna. Dlatego ruszył za nim. Pobiegł zwinnym ruchem, sam mając naciągnięte jedynie na siebie spodnie. Nie mógł przecież przejmować się teraz ubraniem, gdy za wszelką cenę musiał go dorwać. Utkwił wzrok w umykającej mu postaci, z precyzją mijając każde drzewo.
- Nie uciekniesz od tego, Jongin. Jesteś tylko cholernym przedmiotem w moich dłoniach. - Mężczyzna nie musi krzyczeć, by dźwięk rozniósł się echem wśród wysokich konarów. Las sosnowy miał to do siebie, że nawet z zamkniętymi oczami mógł wyłapać każdy ruch młodszego. Mógł biec za nim dalej, znając każde jego położenie. Jest jak spłoszone zwierze, lecz jedynie potykał się o własne nogi w trakcie ucieczki. Luhan jest łowcą, który musi odebrać swoją zdobycz. Zdołałby go dogonić. Naprawdę jest w stanie to zrobić, gdyby ten wcześniej nie oddalił się na wystarczającą odległość. Miał przewagę jedynie przez głupią nieuwagę Chińczyka, lecz ten nadal nie mógł odpuścić.
Jongin przecierał mokre policzki wierzchem dłoni, kiedy wbiegł na ulicę z paniką rozglądając się. Miał naprawdę niewielkie szanse, przecież nawet fakt, że znajdowała się tu jezdnia nie pomagała mu w stu procentach, w końcu niewiele byłby w stanie przebiec mając zakrwawioną szyję i udo, zmaltretowane ciało po brutalnej serii stosunków. Przebiegłby góra kilkadziesiąt metrów a ten facet i tak by go dogonił. Jongin zarzekał się, że choćby nie wiem co musi to przeżyć. Nawet jeśli był sierotą i nie koniecznie przyjaźnił się z kimkolwiek w Seulu tak miał przed sobą jeszcze wiele długich lat, mógł zrobić tyle rzeczy.
- Nigdy mnie już nie tkniesz, nigdy. - warczy cicho z zaciśniętymi ustami, które swoją drogą były nieprzyjemnie popękane. Przemarznięty młody mężczyzna cały się trząsł, natomiast łzy bezsilności niechciane zamazywały jego obraz przez co droga, którą miał przed sobą skutecznie mu się rozmyła niczym obraz maźnięty różnorodnymi farbami na płótnie.
Przednie światła jakiegoś samochodu z oddali rozbłysły się, rażąc nagle oczy Kim, aż ten zasłonił twarz nieprzerwanie mknąc przed siebie. Za sobą słyszy kroki, nie jest idiotą żeby się nie domyślić, że on wciąż za nim szedł, śmiał się, Jongin był pewien, że słyszy przeraźliwy zachrypnięty śmiech. W jednej chwili chłopak miał ochotę się poddać mimo, że zbliżający się samochód zwiastował jedyne źródło ratunku, być może kierowca zabrałby go z tego miejsca jak najdalej, tak bardzo był przerażony a niejaki Luhan zwyczajnie sobie z niego kpił, bawił niczym łowca swoją zdobyczą. Tak bardzo chora gra, którą Kim był już wykończony, błagając o jej koniec.
- Pomocy! - zdarty krzyk, niemal zachrypiały, ledwie wydobywający się z wyschniętego gardła Koreańczyka. - Błagam niech mi ktoś pomoże! - woła, nie zrażając się tym, że właśnie wbiega pod koła samochodu pojazdu, który wcale nie wyglądał jakby miał zwolnić.
A Luhan śmieje się głośno, panicznie już wcale nie żartując, krzyczy za wycieńczonym Jongin'em, mówi do niego nieprzerwanie zaś brunet łka, w pewnym momencie nie wytrzymuje i upada na asfalt czując jak coś chrupnęło w jego żebrach, dźwięk łamanych kości wbijający się w jego umysł a potem coraz bardziej zamazujący się obraz. Chłopak skomle, pragnie się odezwać, pojazd zatrzymuje się nagle a w oddali słychać jeszcze ciężkie kroki trzydziestoletniego mężczyzny.
Potem Kim razi wiązka światła i Koreańczyk mógł przysiąc, że nie słyszał już nic.




6 komentarzy:

  1. Przepraszam za tak długą nieobecność. Na pewien czas odcięłam się od blogsfery, nawet rzadko wstawiałam rozdziały na swojego bloga. Teraz staram się wszystko nadrobić, więc jestem, nigdzie nie uciekłam, żyję, a przede wszystkim witam <3

    Zacznijmy od tego, że kocham horrory. Moje życie składa się właśnie z takich książek, więc jak zobaczyłam gatunek oneshota to bardzo się ucieszyłam. Mało ludzi podejmuje się pisania horrorów, ponieważ... no tak, są trudne, a powiedziałabym, że cholernie trudne. Bo ludzie myślą sobie, że horror to potwór, który straszy daną grupę ludzi. Nie. Samo zbudowanie klimatu to dla mnie mistrzostwo, co dopiero fabuła! Napiszę tak: sam potwór nie wystraszy dorosłych ludzi. Potrzeba czegoś jeszcze.

    Na samym początku mam pewną prośbę - naucz mnie tak pisać. Bo u Ciebie jest wszystko - akcja, emocje, na dodatek wszystko ubierasz w cudowne słowa. Musiałam to napisać, po prostu musiałam c:

    Normalnie ktoś napisałby, że Luhan jest skrzywdzony i ucieka przed gwałcicielem. Cholernie podoba mi się to, że u Ciebie jest inaczej. To Jongin ucieka, a ja świetnie wyobraziłam sobie las, ba, zobaczyłam jego wszystkie rany. BUM! Muszę się przyznać - kiedy przeczytałam o Kyungsoo to pomyślałam, że pewnie wystąpi Kaisoo i naszły mnie czarne myśli. Ale Dyo wcale mi nie przeszkadzał, nawet trochę mu współczułam.
    Przejdźmy do wspomnień, kiedy Luhan znęcał się nad Jonginem.
    Dobra. Świetnie piszesz smuty, a o tym przekonałam się znacznie wcześniej c; Zazdroszczę c; No ale wcale nie cieszyłam się z gwałtu, cholera, biedny Jongin. Na dodatek takie zakończenie - Luhan spuścił się na jego twarz. Masakra. Jongin musiał poczuć się jak śmieć. Koszmar.

    Oczywiście zaintrygowała mnie postać Luhana. Miał domek w lesie, więc żył z dala od ludzi. Kim był? Jak żył? Czy wszystko kręciło się wokół ofiar? Psychopaci zawsze mnie interesowali, chociaż świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że nie powinnam zwracać na nich uwagi. Ale i tak interesuje mnie życiorys Luhana. Ilu miał przed Jonginem, Kyungsoo?

    Wzruszyłam się na śmierci Kyungsoo. Poczułam się samotna, tak samo jak Jongin. Pomyślałam: cholera, zostałam sama, co teraz, chociaż leżałam na kanapie w swoim pokoju, zaciskając telefon w dłoni. Luhan specjalnie zostawił drzwi otwarte -> zaskoczenie. Ale psychopaci najczęściej są sprytni, więc ten ruch nie powinien być dla mnie zaskoczeniem.

    Końcówka wywarła na mnie spore wrażenie. Bo tak - byłam zdziwiona, że Jongin miał siłę na ucieczkę. To mi nie pasowało. Ale zakończenie okazało się naprawdę dobre. Co za ironia - Jonginowi udaje się uciec od Luhana, jednak ginie od najnormalniejszego samochodu. Boże! Cholerna niesprawiedliwość ;-;

    Tak jak wspominałam na początku - horror to cholernie trudny gatunek. Ale Ty napisałaś to po mistrzowsku, a ja mogę jedynie zazdrościć talentu. Podziwiam. Czekam na podobne oneshoty, ba, może nawet ff? :D
    Wszystkiego najlepszego, kochana, pozdrawiam! <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa słowa. JESTEŚ CUDOWNA.
      I zaskoczę cie mocno, bo! Będzie do tego sequel. Ściskam mocno i wraz z Lu bardzo dziękujemy za tak wspaniały komentarz!~
      Ps. Nadrobiłam twoje opowiadanie, ba, czytam i śledzę je jak głupia.

      Usuń
  2. NIENAIWDZĘ TEGO ONESHOTA! I to nie ma związku z pairingiem, bo już pewnie kilka razy powtarzałam, że nie lubię Kailu, co się raczej nie zmieni (w sumie w tym oneshocie nie pojawiła się okazja do zmiany zdania), ale z tym co napisałaś. Cholera jasna! Wiedziałam, że to horror, bo już o tym poinformowałaś. Gdzie tkwi problem? Nie wiedziałam, że jest tak kurewsko dobry. I w sumie nie wiem, od czego zacząć, bo myśli nadal chaotycznie krążą mi po głowie. Przed chwilą skończyłam czytać i nadal wszystko przeżywam. Bezpiecznie będzie wspomnieć o Kyungsoo, bo o nim jest najmniej i może uda mi się napisać wszystko dokładnie, co myślę na temat tej postaci oraz jej losach. ZABIŁAŚ GO W ROWIE? Nawet ja nie jestem taką sadystką, więc chylę nisko czoło. Szczerze mówiąc, to nie przeszkadza mi jak umierają postacie, ponieważ sama chętnie wysyłam je na drugą stronę, ale tutaj moje serce nie wytrzymało. Jestem zdruzgotana tym, że nie udało mu się przeżyć. Biedny, zmarnowany Kyungsoo przez cholernego Luhana (o nim też napiszę litanie wyzwiska, bo ta postać wzbudza we mnie obrzydzenie oraz złość, ale to potem). Nie dość, że został skatowany, bo mogę (a może lepiej jednak tego nie będę robić dla swojego bezpieczeństwa) to sobie wyobrazić, co z nim robił Luhan i jeszcze go zostawił na pastwę losu. Czy on zna takie słowo jak humanitaryzm? Przynajmniej nie umierał w samotności, bo miał przy sobie Jongina. Cieszę się z tak małego i niezbyt wyraźnego obrazu Kaisoo. W trudnych chwilach ludzie łączą się i pomagają sobie. Myślałam, że się rozryczę, gdy Jongin zrozumiał, że Kyungsoo umarł. To było takie wzruszające. Złamało moje biedne serce. Jak dla mnie najważniejsza część oneshota, bo smutne Kaisoo. Podkreślam, KAISOO! Czas na tego pana, który nie zasługuje na żadne pochwały ani miłe słowa. Też lubię robić z Luhana złego bohatera, ale najczęściej rozbija związki i knuje intrygi, ale nie jest (przepraszam za wyrażenie) walniętym sukinsynem bez serca z ograniczoną funkcją myślenia. To, co on robił było ohydne. Psychol! Nie dość, że gwałcił to na dodatek zostawił ich na pastwę losu (tak, wspomnienia śmierci Kyungsoo nadal aktualne). Ten człowiek powinien zostać złapany, wykastrowany i wsadzony do więzienia, gdzie do końca swojego marnego życia pracował w kamieniołomach. Przyznam szczerze, że podobał mi się motyw z ranieniem, dzięki czemu mógł odszukać swoją ofiarę. To w sumie kreuje go jako drapieżnika. Ciekawe połączenie, za co masz ogromnego plusa! Zbyt mało, żeby jakkolwiek go polubić. Został mi jeszcze Nini. Mój biedny, mały Nini, który w tak okrutny sposób został wykorzystany przez niewyżytego sukinsyna. Najważniejsze, że udało mu się jakoś uciec, ale koszmar będzie trwał przez długie lata. W końcu został na serio mocno skrzywdzony. Nie dość, że fizycznie, bo Luhan nie przebierał w środkach, to na dodatek psychicznie. Biedne dziecko! Jest sequel, więc wiele mogę się spodziewać. Mam tylko głęboką nadzieję, że to Luhan zdechnie i to gorzej niż jakieś zwierzę, a Jongin w końcu będzie szczęśliwy. Na koniec zostawiłam sobie kwestię tego, jak wszystko zostało opisane. Jestem po ogromnym wrażeniem. Tematyka gwałtu, znęcania się nad kimś i torturowania nie jest łatwa, a Ty sobie świetnie poradziłaś. Wzbudziłaś współczucie ze względu na krzywdę Jongina i Kyungsoo, głęboką nienawiść i chęć mordu Luhana. Podobają mi się opisy, które podkreślają atmosferę horroru. Teraz zostaje mi do przeczytania sequel, ale na to dam sobie czas, bo jeszcze znajdę kwestię, gdzie ktoś wyląduje w rowie martwy. Mój biedny Kyungsoo! Ogólnie to trudno mi jasno określi uczucia względem tego oneshota z powodu kilku kwestii, jednak trzeba oddać, że jest mocny. Na serio mocny!
    (Ps. Nie sprawdzam, czy są błędy, bo znów trafię na zdanie, gdzie Kyungsoo umarł śmiercią tragiczną przez cholernego Luhana i krew jasna mnie zaleje, więc wybacz!!!)
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obiecałam skomentować trochę dawno, bo w czerwcu, ale robię to dopiero teraz z przyczyn niezależnych od mojej woli (brak internetu :'( )
    Co do shota, to mam parę zastrzeżeń. Przede wszystkim popełniasz zasadniczy błąd (ja też to robię, wiem), pisząc kilkoma czasami naraz. W jednym zdaniu piszesz; "robi", w drugim: "robił" a w trzecim znowu w czasie teraźniejszym, co powoduje moim zdaniem spore zamieszanie. Kolejną rzeczą są zdania i ich długości oraz spójność. Przyznam szczerze, że odrobinę trudno mi się to czytało, z wieloma długimi zdaniami i przecinkami. To powoduje, że tekst staje się trudniejszy w odbiorze. Następną rzeczą, jeśli mogę zaproponować jest to, żebyś (jeśli tylko wyrazisz taką ochotę, to twój blog i ja kompletnie się w to nie mieszam, nie o to chodzi) zwiększyła czcionkę, spróbowała zrobić większe akapity, abo stosowała przerwy pomiędzy nimi? Wtedy tekst byłby bardziej czytelny.
    Tyle z gorzkich uwag, mam nadzieję, że nie odbierzesz ich jako krytykę cy hejt, po prostu
    wyraziłam swoją opinię, w zupełnie dobrej wierze :)
    Co do samej historii, to przyznam szczerze, pierwszy raz czytałam fanfiction, które było horrorem, a co za tym idzie, tak realistyczną i brutalną opowieścią. Miałam kilka zrywów niepodległościowych, bo ej, tak się nie robi, niesprawiedliwość aż od tego biła. Ale widocznie tak miało być xd. Nie gustuję w yaoi, chyba, że w takich lekkich, opisanych z humorem, nie wdających się w żadne szczegóły. Ale to przeczytała, bo obiecałam, cnie? xd
    Masz bardzo barwne opisy i ciekawy styl, tak, że czytałam kilkukrotnie niektóre zdania (żeby się nie zgubić) ponieważ chciałam, sama nie wiem jak to wyjaśnić "przeczytać wszystko" (?)
    Ogółem to nie chcę wystawiać oceny, bo wyszłoby nisko przez wzgląd na yaoi, nie lubię i już xd
    Ale naprawdę ładnie piszesz, widać, że się starasz i że masz talent :)
    Także oby tak dalej, (co by tu jeszcze napisać xd)
    podobało mi się, mimo że to yaoi xd nadrobiłaś stylem, co się chwali :)
    Fighting, pisz dalej, pozdrawiam gorąco, :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Olu! Uwierz, że bardzo się cieszę, że napisałaś również i to, co mogłabym z drugą autorką zmienić, gdzie popełniamy błąd, to dla nas bardzo ważne! Ogromnie dziękuję za mimo wszystko pozytywny komentarz i rzecz jasna - w przyszłości pozmieniamy te szczegóły.
      Rozumiem twoją niechęć do yaoi, więc myślę, że o jakiejkolwiek naszej pracy poinformuję, kiedy będzie dość lekkie, chyba że lubisz yuri (delikatne yuri). ~

      Usuń