sobota, 3 czerwca 2017

Le noir : Killer [10]


10/10

Moment, w którym uchyliłem powieki a nade mną stał Yongguk, patrząc wyczekującym spojrzeniem zwiastował nadejście ostateczności.
Wszyscy w pewnej gotowości, ale i obawach przygotowywali się do konfrontacji, bo mężczyźni należący do mafii mogli okazać się jednymi z najniebezpieczniejszych w Seulu.
Daehyun zniknął, prawdopodobnie szykował się wraz z Youngjae, natomiast Yongguk nie przestawał mówić o wiążącym nas planie. Jongup z zaciętą miną upchnął w kieszeń jego długi, ostry nóż a Himchan spoglądał na mnie, w czasie gdy ja z roztargnieniem zaciskałem palce na spluwie.
Tak naprawdę w całym tym zgiełku nikt nie zwracał na siebie uwagi. Pewnie właśnie dlatego Himchan znalazł chwilę, by posłać mi pewien charakterystyczny uśmiech. Lada moment w moich dłoniach znalazła się kamizelka kuloodporna, kiedy tylko chciałem na osobności zmienić swoje ciuchy. Kim czekał na taką chwilę. - Tylko pamiętaj, żeby ukryć to pod ubraniem. Ufam ci Zelo.

Nie było czasu na nic. Ani na jeden oddech, kilka słów, żadnego planu.
Daehyuna wciąż nie było, a reszta grupy odważnie i uparcie parła naprzód, wśród mroku, zapadającego w noc miasta. We mnie odbijał się tylko niepokój. Niepokój i pewne zmęczenie nie pozwalające mi na jakiekolwiek próby zastanowienia się nad postawą Youngjae. Dreszcz niepokoju dał o sobie znać z chwilą, gdy natarczywe spojrzenie przewiercało mnie niemal na wylot. Byłem pewien, że sprawcą tego był Jongup, lecz zawzięcie skupiałem się na czymkolwiek innym, byleby nie rozpraszać się mężczyzną.
Nie przestawał na mnie patrzeć, wciąż tłukł tą świadomość mojego umysłu. Przez pierwsze parę sekund, kiedy wibrowanie w mojej przedniej kieszeni zasygnalizowało wiadomość naprawdę poczułem pewną ulgę. Przystanąłem i odblokowałem ekran, ulga zniknęła tak szybko jak równie szybko się pojawiła. Zniknęło wszystko co mnie otaczało, włosy zjeżyły się na moim karku. Plecy oblał zimny pot w momencie, kiedy zaraz po tym nadszedł zewsząd przeraźliwy krzyk.
Yongguk i Himchan zatrzymali się gwałtownie, a ja w tej samej ulotnej chwili upuściłem komórkę na beton, roztrzaskując go. Nie widziałem Jongupa, nie widziałem jego twarzy ani nagłego rozbłysku niebezpiecznego uśmiechu, w uszach dudnił mi tylko krzyk, znajomy mi głos.
Daehyun.
Przedzierałem się ulicą, nie patrząc na drogę, nie bacząc na trąbiące samochody, na siarczyste przekleństwa pijanych mężczyzn, oburzenia kobiety, którą bezlitośnie trąciłem, a ta upadła na trawnik. Byłem szybki, a buzująca we mnie adrenalina i fala strachu przysłoniła zmęczenie biegiem.
Jeśli nie mogę cię mieć, będę po prostu żył dla ciebie. Jeśli to dla ciebie jestem gotów znieść tyle bólu ile tylko mogę.
Treść sms'a niemal boleśnie uderzała w moją czaszkę. Nawet wtedy, gdy znalazłem się w hangarze, niewielkim pokoju na górze, gdzie zwykle Daehyun pogrążał się w swoim żalu. Niewielki stolik, butelki alkoholu - to był widok, który wrył się w moją pamięć, lecz nie to co ujrzałem przed sobą w chwili stanięcia w progu i zrobienie paru kroków w przód. Nie, nie byłem na to przygotowany, moja głowa parowała od natłoku myśli, a po tym.. nastąpiła pustka. Nicość.
Młody mężczyzna klęczał na ziemi, a jego głośny ton głosu wcale nie ustępował. Daehyun rozpaczliwie ściskał w swoich drżących ramionach ciało. Ciało Youngjae. Z palców Jung ściekała krew, brudząc jego dłonie i ubrania szkarłatną barwą. Odpowiedź w prawdzie nasuwała się sama, choć nie mogłaby mi przejść przez gardło. Yoo nie żył. Jego skóra była posiniała, przecięta w wielu miejscach. Wyglądał, jakby ktoś naprawdę wiele godzin go torturował. To nie były nawet rany powstałe w skutek walki, on najzwyczajniej został zmasakrowany. To był obraz tak bardzo odległy od oczekiwań rzeczywistości.
Daehyun opłakiwał ukochanego, a kolejne łzy opadły na pocharataną twarz młodego mężczyzny. Jung był zdruzgotany, jego całe ciało drżało pod wpływem emocji.
- Youngjae.. O-obudź się. Dlaczego nie otwierasz oczu? - Daehyun potrząsnął ciałem Yoo, w bezradności przykładając dłonie do jego bladej twarzy. Kolejne łkania przepełniły małe pomieszczenie.
Stałem. Stałem jak sparaliżowany, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Yoo nie żył. Ktoś był przed nami, ktoś dopadł go pierwszy. Przestrach zamajaczył się gdzieś w moim umyśle, a drżące dłonie zacisnęły mocno w pięści. Gdzieś pomiędzy zabrakło czasu co spowodowało tragiczne i nieodwracalne skutki, rozpacz i cierpienie, żal do siebie, że w danej chwili nie zdołało się nic zrobić. Powieki zapiekły mnie, w potrzebie uronienia kilku łez.
Daehyun w tym wszystkim był o krok w tył. Za każdym razem.


Chaotycznie łapałem kolejne chausty powietrza. Ciemne aleje nie były już przeszkodą, miejsca, gdzie przebywali prawdopodobnie najbardziej niebezpieczni przestępcy nie mieli dla mnie żadnego znaczenia. Nie mieli, bo adrenalina tak bardzo krążyła w moich żyłach, że nic co mnie otaczało nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia. Bałem się. Tak bardzo bałem, bo już nic nie wydawało się takie samo. Yongguk i Himchan ścigali mafię, Daehyun rozpaczał nad niespodziewaną śmiercią Youngjae, a Jongup w tym wszystkim zawsze znikał, pozostawał luką.
Czułem jakby w tym całym chaosie robił się jeszcze więszy nieporządek. Byłem z przytłaczającymi myślami całkiem sam, miałem wrażenie, że wszyscy o mnie zapomnieli. Oglądałem każdego z nich z boku, jednocześnie nie mogąc zobaczyć nic. To wszystko doszło do skutku. Byłem bezradny, katując swój umysł myślami. Kolejne kłębiące się rozważania. Kolejny krok. Bieg. Szybki oddech.
Wielka przestrzeń stanęła przede mną, gdy minąłem próg. Pustka, tak jakby nie było tu żywej duszy, której tak naprawdę szukałem.
Szarpnięcie za moje ramię, sprawiło, że żołądek podszedł mi niemalże do gardła. Wyszarpałem rękę z uścisku, a reakcją obronną było stanięcie twarzą twarz z mężczyzną posiadającym charakterystyczne granatowe włosy. Jongup nie patrzył na mnie, właściwie wyglądał jakby kompletnie postradał zmysły; nieobecny. Szorstkie dłonie mężczyzny drżały, a skórę ubrudziła szkarłatna barwa. Krew znajdowała się na palcach Moon, tak jakby eksponując coś ważnego. Tylko do kogo mogła należeć? Na pewno nie do samego Koreańczyka.
Nie rozumiałem już co się dzieje, ale na pewno nie zamierzałem tego tak zostawić. Nie po tym, co zobaczyłem w hangarze parę chwil temu.
Nie pytałem czyja to krew, nie odezwałem się ani słowem, lecz parcie na wypowiedzenie czegokolwiek było silne. Niewyjaśnione dotąd zdarzenia mające miejsce w Matoki, dziwne znikanie Moon Jongupa, a następnie całkowita kulminacja - czarne, puste tęczówki wpatrujące się w jeden punkt, nieco drżące zakrwawione dłonie.
Ale jeszcze nie teraz. Muszę znaleźć resztę.
Zaciskając usta, prędko wyminąłem go i zbiegłem schodami przeciwpożarowymi w dół, chcąc jak najszybciej pobiec do parkingu podziemnego. Był zastrzeżony i nie każdy mógł tam zejść, pomimo to łamanie jakichkolwiek reguł leżało głęboko zakorzenione w mojej naturze. Adrenalina nie odstępowała mnie na krok, nawet w chwili, gdy tuż przede mną zjawiło się dwóch facetów ubranych w charakterystyczne mundury, nie przechodząc tym samym obok mnie obojętnie. Zaatakowali mnie, gdy byłem najbardziej rozproszony i zagubiony, nie mając możliwości zdążyć wyciągnąć z nogawki broni.
Uchyliłem się w porę od uderzenia pałką policyjną, jednak drugi mężczyzna wymierzył mi z pięści w brzuch, przez co z zaskoczonym sapnięciem upadłem na twardą ziemię. Zreflektowałem się, unikając kolejnej zamachniętej w moją stronę pałki. W pośpiechu przeturlikałem się i ukryłem za pierwszym samochodem z brzegu. Agenci krzyczeli coś za mną, a ja ostrożnie wyszarpałem z kieszonki swój nóż, nieufnie patrząc na nich z ukrycia. I gdzieś pomiędzy zabrakło mi czasu na jakikolwiek ruch, a zastanowienie się nawet nie wchodziło w grę. Nim zdołałem się podnieść i zaatakować, usłyszałem tuż przy uchu dźwięk odbezpieczania broni, następnie lufa została mocno przyciśnięta do mojej skroni.
Trzeci napastnik, mogłem się domyślić. Domyślić, że nie działają w małych grupkach, a jest ich znacznie więcej, prawdopodobnie resztę Matoki czekała pułapka bez wyjścia. Na tą myśl spiąłem się znacznie, a moje ciało poderwało się, jak gdyby gotowe do podjęcia się walki.
Drugi mężczyzna zareagował natychmiast, ciągnąc silnie za moje włosy przez co wydałem z siebie zduszony syk. - Nie szarp się dzieciaku, musimy złapać resztę przestępców, a ty powiesz nam, gdzie oni są.
Wtedy nagły huk dochodzący z drugiej strony parkingu spowodował, że wszyscy, włącznie ze mną drgnęli, a to dało mi czas na szybki ruch. Wytrącając broń z ręki agenta, spojrzałem z przerażeniem na Koreańczyka stojącego najdalej, gdzie jego wyciągnięta spluwa pewnie celowała prosto w moją pierś.
Przełknąłem gulę, która ugrzęzła w moim gardle, gdy tylko dźwięk kolejnego wystrzału pistoletu niemalże mnie ogłuszył. Myślałem, że może to właśnie jeden głupi koniec, chwila kiedy robi ci się gorąco ze stresu, ponieważ graniczysz z śmiercią. Byłem pewny, że to mężczyzna celujący we mnie nacisnął spust.
Napastnik nagle upuścił broń na ziemię, a z kącika jego ust ciekła strużka krwi. Ciało agenta osunęło się, a ja dopiero wtedy mogłem zobaczyć stojącego za nim znajomą twarz. To Jongup zastrzelił go z zimną krwią.
Już pozostała dwójka miała rzucić się na granatowowłosego mężczyznę, lecz ten był szybszy. Zwinnie przemknął między nimi, nie dając się zastrzelić, ani złapać. Powalił jednego z nich uderzeniem twardą powierzchnią pistoletu w jego potylicę. Zaraz po tym lufa była wycelowana w ciało przeciwnika, by pozbawić go życia. Z trzecim Moon nie miał problemu, precyzyjnie strzelając w jego głowę nawet z takiej odległości. Wtedy jego wzrok padł w prost na mnie. Znajome chłodne tęczówki.
- Jongup. - fala ulgi nie na długo zalała moje serce. Musiałem dowiedzieć się czy reszta żyje, a dziwna głębia tęczówek granatowowłosego wcale nie pomogła mi uspokoić rozszalałych myśli.
Przez prędkość kroków wpadłem na jego tors, ignorując to uporczywe odczucie, że to potworne deja vu, i że już kiedyś też wpadłem na niego przez pośpiech. Tylko, że wtedy jego dłonie były całe w szkarłatnej krwi.
- Musimy dostać się do Yongguka i Himchana. Myślę, że potrzebują pomocy. Co z Daehyunem? Widziałeś go? - spytałem niemal podejrzliwie.
Szorstka dłoń Moon zacisnęła się na tej należącej do mnie, a palce splotły się ze sobą. Widziałem w jego oczach pewne wahanie, kiedy pociągnął mnie w stronę przejścia na inny poziom podziemnego parkingu. Echem odbijały się głośne huki, a to przyspieszyło nasz bieg do celu. Stanąłem na środku wielkiego przejścia, a to właśnie Jongup szarpnął moim ciałem, by ukryć je za większym filarem.
Nie było czasu na to, by zastanawiać się dlaczego tak właściwie mężczyzna uniknął odpowiedzi na moje pytanie, bo zaraz dało się słyszeć coraz to donośniejsze odgłosy strzelaniny.
Panował tam istny haos, a grupa Matoki tak naprawdę dawała z siebie wszystko. Profesjonalność zachował Himchan i Yongguk w równy sposób walcząc o wygraną. Bang ominął Kim, wyciągając z swoich spodni pistolet, którym wycelował w jednego z ubranych na czarno agentów. Choć jakiekolwiek pokonanie ich wydawało się mało możliwe, przez uzbrojenie napastników, jak i wyposażenie w kamizelki kuloodporne, tak poddanie się nie wchodziło w grę. Członkowie Matoki specjalnie szkolili się, by mieć lepsze umiejętności niż poddani komuś wyżej ludzie.
Z drugiej strony byliśmy osłabieni. Daehyun nie był zdolny do ataku, a jedynie bronił się, by ujść z życiem. Widziałem jego stan; był doszczętnie wyczerpany. Dłoń Jung drżała, gdy ściskał swoimi palcami broń, starając się wycelować w jakiegokolwiek z atakujących go mężczyzn. Twarz Koreańczyka była zapłakana, a oczy kryły w sobie pewne poddanie się.
Poczułem rozpacz, wszechogarniającą, a jakkolwiek zemsta nie brzmiała w tamtej chwili na najbardziej przekonującą, tak moim obowiązkiem było przyjście młodemu, rozpadającemu się mężczyźnie na ratunek.
Odpychając Jongupa, który już usiłował odsłonić się, wybiegłem naprzód i przeturlikałem się w stronę Daehyuna, co spowodowało, że z powodzeniem uniknąłem pocisków. Jakby od tego zależało moje życie pchnąłem go tak, że starszy upadł (a nie było to trudne, kiedy miał nogi jak z waty), a ja mogłem bez większych przeszkód, z pełną determinacją bronić go przed wszelką palną bronią.
Nie mogłem zobaczyć jeszcze Moon w takiej odsłonie, bo zachowywał się dość dziwnie. Nie było zbyt wiele czasu, by zwracać uwagę na kogokolwiek, a Jongup? Wychylił się dość zwinnie zza ściany, podbiegając do jednego z agentów od tyłu. Wyciągnął nóż z paska swoich spodni, by wbić mu ostrze w bok, przebijając tym samym narządy. Tęczówki Moon były niemalże czarne, a zwinne ruchy przemawiały wściekłością. Był zwinny i skupiony na walce, potrafiąc powalać kolejnych przeciwników, jakby ci byli tylko szmacianymi lalkami. Jongup zawsze był dobrym zabójcą, lecz taki obraz? To wydawało się paskudnie bezlitosne, nawet jeśli życie tracili tylko źli ludzie. Jongup wpadł w amok bezwzględnego zabijania, pokazując swoją zręczność, lecz jednocześnie wzbudzając pewien niepokój.
Moon po raz kolejny zaatakował od tyłu napastnika, tym razem uderzając go magazynkiem od pistoletu w jego potylicę. Mężczyzna niemalże od razu został powalony na ziemię.
Byłem aktywny w walce z agentami, a świadomość posiadania na sobie kamizelki znacznie mnie wzmocniła. Zastrzeliłem dwóch mężczyzn, natomiast w najmniej oczekiwanym momencie następny rzucił się na mnie z zamiarem zabicia mnie gołymi rękami. Szybko uchyliłem się od uderzenia, lecz wynajęty agent sięgnął dłońmi do mojej szyi, naciskając kciukami na gardło, tym samym podduszając mnie. Wtedy, łapiąc hausty powietrza wbiłem nóż w jego klatkę piersiową. Urywany skowyt wydobył się z ust mężczyzny, ostatnie tchnienie, a dzięki rozluźnieniu jego dłoni, mogłem gwałtownie odsunąć się. W ostatniej chwili strzeliłem do zbliżającego się kolejnego agenta, po czym kucnąłem i wyjąłem nóż z ciała ofiary, pewnie trzymając rękojeść.
Uczucia nie grały roli, nikt nie miał choćby chwili na zaczerpnięcie tchu. Widziałem, jak na moich oczach zostają zabici ludzie, w duchu modląc się, bym nie natknął się na martwego członka Matoki. Nie liczyłem jednak na siłę Daehyuna, nie w takim momencie, nie wtedy, gdy jego ukochany został brutalnie zamordowany, a on trzymał w ramionach jego bezwładne ciało. Powtórny raz.
Między obroną przed atakiem nadchodzących napastników, których liczba zdawała się nie maleć, widziałem Himchana. Strzelał odważnie i bez wahania, a ramię w ramię pomagał mu Yongguk, który skrywał się za filarem zapewniając tym sobie pewną przewagę.
Akcja nabierała tempa, a huk kolejnych postrzałów wcale nie ustępował, nawet jeżeli ginęli kolejni ludzie. Himchan najbardziej obraniał grupę, ponieważ jego oddana i odważna walka przyniosła wiele strat dla wrogich agentów. Yongguk odepchnął od siebie kolejnego napastnika, z bezwzględnością wymalowaną na twarzy wykręcając mu kark.
Matoki nawet gdyby nie chcieli, to nie mogli oderwać swojej uwagi od znajomego głosu. Tęczówki wszystkich skierowały się na sylwetkę Himchana, który w pewnym momencie został otoczony zbyt wieloma napastnikami. W ciało mężczyzny został wbity nóż, lecz nie wydał z siebie żadnego głośnego dźwięku, jedynie słabo trzymając się dłonią w okolicy głębokiej rany. Daehyun zareagował zbyt impulsywnie, wyswabadzając się z walki z jednym z agentów, by pobiec w prost do zranionego członka grupy.
Nie zdążył. Byłem zbyt sparaliżowany strachem, kiedy mężczyzna, przed którym chciał obronić się Jung wycelował w niego pistoletem. Daehyun został postrzelony w łopatkę, tak jakby chciano przebić go na wylot ku jego sercu. Młody mężczyzna wydał z siebie bezradny krzyk, bezwładnie opadając na beton.
Czułem, że jeśli nie powstrzymam się utrzymując silną wolę, tak postąpię równie impulsywnie biegnąc tam. Himchan i Daehyun byli otoczeni w czasie, gdy ja, odsłonięty całkowicie kląłem na niebiosa, że mieliśmy marne szanse na przetrwanie. Jongup pojawił się tuż przy mnie, jednym szarpnięciem ciągnąc mnie ku zaparkowanym pojazdom, gdzie mogliśmy ukryć się na krótki moment. Protestowałem, ale tylko przez chwilę, gdyż w głowie zaczęły huczeć mi jego ostro wypowiedziane 'Nie waż się kierować swoimi uczuciami. Impulsywność tylko da ci mniejsze szanse na przetrwanie'.
Głośno oddychałem, strach powoli przeistaczał się w bezwładność sytuacji, gwałtowny spadek pewności siebie, a ucisk palców na rękojeści noża, nie był już tak pewny jak wcześniej.
- Musimy coś zrobić Jongup, oni zginą.
Na moich oczach rozgrywała się prawdziwa rzeź. Kiedy na moich oczach mordowali jednego z nas, kogoś tak bardzo istotnego w Matoki. Zemsta, zdrada, wylew krwi i bezwzględność - to było wymalowane na ich twarzach. Na mojej tylko strach. Zero innych uczuć.
To, co można było zobaczyć moimi oczami niewątpliwie stało się pewnym wspomnieniem, wspomnieniem koszmaru toczącego się płynnie bez wpływu na to. Pamiętam, że w tamtej chwili patrzyłem tylko w jego oczy, pragnąc otrzymać tej namiastki wsparcia, błyszczących się tęczówek mówiących 'biegnij, Zelo', lecz nic takiego się nie wydarzyło.
Ze ściskiem żołądka trzymałem pistolet w trzęsącej się dłoni, usiłując zachować profesjonalność, wyzbyć się wszelkich uczuć.
Odbezpieczyłem broń i pociągnąłem nosem, Jongup wychylił się zza pojazdu. Natomiast ja wykorzystałem ten moment, by wybiec z potencjalnej kryjówki. Byłem pewien, że granatowowłosy nadal ma na mnie oko, lecz w tej chwili nie było to tak ważne, jak uratowanie członków Matoki. Młodych mężczyzn, którzy ocalili mnie przed głodem i bezlitosnym Seulem, dali schron i opiekę.
Kilkoma pociskami wycelowałem w agentów, nim znalazłem się przy powoli wykrwawiającym się Jung. Ściskałem jego dłoń i szeptałem kojące słowa, razem z Yonggukiem, który dołączył do nas w przeciągu ułamku sekundy później asekurowałem postrzelonego członka Matoki.
Gdzieś pomiędzy szukałem wzrokiem Moon Jongupa, ale ten zdawał się znów rozpłynąć w powietrzu. Yongguk tracił siły, w żadnym stopniu nie wyglądał lepiej ode mnie ; rozdarty materiał kurtki, szczególnie tuż przy rękawach, gdzie widać było jak jego ręka krwawi, roztrzepane na wszystkie strony włosy i powoli formujący się siniak pod okiem. Jego twarz odzwierciedlała zmęczenie.
- Daehyun-ah.. - Klepiąc otwartą dłonią policzek Jung, patrzyłem bezradnie jak jego oczy uciekają wgłąb czaszki, jego kontakt ze światem gdzieś ulatuje. Ucisnąłem ranę Koreańczyka, bezskutecznie tamując krew, w tym czasie Yongguk wbił ostry nóż w nogę agenta, w drugiego strzelając dwoma pociskami.
Moon kolejny raz zachował się jak cień, pojawiając się dosłownie znikąd. Na jego twarzy widniało dość głębokie zadrapanie, a sam mężczyzna wypluł spomiędzy swoich warg nieznaczną ilość krwi. Nadal zbierał w sobie siły, widziałem jak zwinnie się porusza.
Moje oczy rozszerzyły się, gdy pochylony nad ciałem członka grupy byłem narażony na nieuwagę. Jeden z agentów wycelował w moją stronę z broni, a ostatnim, co usłyszałem to ten pamiętliwy dźwięk wystrzału. Jongup szarpnął moim ciałem, osłaniając mnie całą swoją sylwetką. Odepchnął mnie do tyłu, przyjmując na siebie pędzący postrzał, który z łatwością zatopił się w klatce piersiowej mężczyzny.
Nie zarejestrowałem momentu, kiedy klęczałem przy jego ciele, tuląc do siebie ciało mężczyzny. Tęczówki Moon szybko zgasły, a wyschnięte usta uchyliły się. Krzyczałem, pamiętam, że okropnie krzyczałem, targany rozpaczą i nieograniczoną chęcią mordu na uzbrojonych agentach.
Nie trwało to długo. Odgłosy wystrzałów cichły gdzieś w mroku, a tępy ból z tyłu głowy skutecznie zamroczył mnie na tyle, że przed oczami pojawiły się jedynie czarne plamy, nicość.

Uchyliłem powieki, gdy ból głowy nie pozwolił mi skupić się na niczym, szczególnie nie potrafiąc przypomnieć sobie co się ze mną działo i gdzie właściwie się znajdowałem. Zimny beton, ciecz pod palcami, uciążliwa dolegliwość, jak gdybym dostał w tył głowy łopatą.
Minęły minuty? A może godziny? Dobrą chwilę zajęło mi, nim jakkolwiek mógł kontaktować z tym, co dzieje się dookoła.
Dokładnie w zasięgu mojego wzroku dostrzegłem Moon Jongupa kucającego przy kałuży krwi. Zasztyletował mężczyznę, pomiędzy ostatkami podświadomości słyszałem dźwięk łamanej kości. Przecież Moon Jongup nie żył, przecież
Obracając głowę w drugą stronę zobaczyłem leżącego Himchana i Daehyuna. Nieco dalej, pod filarem mignęła mi nieprzytomna sylwetka Yongguka. Nie chciałem myśleć co się z nimi stało, nie przyjmowałem do wiadomości, że być może oni też zginęli. Zacisnąłem powieki. Wokół mnie leżało mnóstwo trupów, a krew pod moimi palcami tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że nikt poza samym granatowowłosym mógł nie przeżyć rzezi. Moon Jongup.
Kolejne kroki, które zbliżały się do mnie to jedyny dźwięk, jaki mogłem usłyszeć na opustoszałym parkingu. Mężczyzna zbliżał się, tak jakby wcale nie był sobą. Tak jakby cały ten wcześniejszy strach był tylko wytworem wyobraźni. Jongup miał na twarzy uśmiech. Jego kąciki ust były skierowane ku górze, tak jakby drwił sobie ze mnie. Nie wyglądał jak mężczyzna, który był gotów oddać za mnie życie. W natłoku myśli nie zauważyłem nawet, że poszarpane ubranie niemal całe już się ze mnie zsunęło. Ale Moon już zdołał powieść tam wzrokiem. Zdołał spostrzec odkrytą już kamizelkę kuloodporną, która tak naprawdę była tą istotną kwestią.
- Rozumiem, że to jedynie sprawka Himchana.
Tęczówi Jongupa były płytkie, a jego szaleńczy wyraz twarzy wyrażał taką mieszankę uczuć, tak wybuchową - zupełnie nieznaną dla mnie. Jedynie nasuwała się jedna odpowiedź, tak bardzo odpychająca. Czy to on zamieszany był w to wszystko? Patrzył na mnie teraz bez żadnych wyrzutów sumienia.
Moon zaczął ściągać swoją kurtkę, a jej ciężki materiał znalazł się u moich stóp. Mężczyzna o granatowych włosach dalej mając na ustach ten paskudny uśmieszek, ukazał mi swoją kamizelkę. On też zabezpieczył się, tak jakby dobrze wiedział.. Dobrze wiedział o wszystkim.
Czułem, jak zasycha mi w ustach, a zaszklone tęczówki siłą woli nie potrafiły się oderwać od kroczącej dumnie sylwetki Jongupa. Mojego Jongupa. Mężczyzny, który bez żadnych obrażeń, poza zaschniętą krwią przy kąciku ust szedł w moją stronę. Powinien nie żyć, powinien się wykrwawiać, w końcu dostał prosto w pierś.
Daehyun. Himchan. Gdzie jest Yongguk?
Odrzuciłem głowę na drugi bok, a moje ciało mimowolnie zatrzęsło się, zatrzęsło w konwulsji bólu. Nóż leżał nieopodal. Twoja szansa, ratuj się. Dudni mi głos w głowie, a ja z trudem opanowuję dziecięcy szloch, sięgając pokrwawioną dłonią po ostry przedmiot. Moon zareagował natychmiast - można się było tego spodziewać po człowieku, w którym iskrzyło się szaleństwo, dzika mieszanka, a jego ruchy były pewne, oczywiście nie wahał się zadać ból. Z premedytacją i uśmiechem wykrzywiającym jego wargi nadepnął czubkiem buta na mój nadgarstek, przez co palce wyprostowały się upuszczając nóż, natomiast z ust wydobył się zduszony syk.
Mężczyzna uniósł ramię do góry, a w jego dłoń idealnie wpasował się pistolet. Lufa była wycelowana w moje zląknięte ciało, tak jakbyśmy od początku grali po przeciwnych stronach. Był obcy, a jednocześnie znajomy. Nie odrywał wzroku, choć i tak nie miałem prawa się z nim mierzyć.
Jongup zwinnym ruchem uniósł mój własny nóż do góry, trzymając go w przeciwnej dłoni niż broń palną. Lada moment na mojej szyi poczułem drażniący chłód. Nienagannie ostra krawędź muskała skórę na mojej krtani, a każdy oddech tylko mocniej napierał na ostrze.





Le noir : Being in love with you [9]



9/10


Intensywność i częstotliwość ćwiczeń jaką na siebie nałożyłem wcale nie oznaczało karania samego siebie. To było jak wyładowanie frustracji, która męczyła mnie od paru dni. Bezustannie poczucie wściekłości wymieszanej z niemocą, tą cholerną niemocą ściskającą co rusz moje gardło.
Od wydarzenia, gdzie niefortunnie Himchan pojawił się w nieodpowiednim momencie i miejscu wywołując setki wątpliwości minęło pięć dni. A ja nadal nie potrafiłem się opamiętać, czując, jak frustracja bierze nade mną górę. Intymne chwile, które dzieliłem z upragnionym mężczyzną zdawały się być bez znaczenia, jakby rozpłynęły się w powietrzu. A ponieważ ból i rozdrażnienie tym całkowicie zniknęło, mogłem bez przeszkód wyżyć się na niezwykle męczącym treningu - okładaniu zaciśniętymi w gniewie pięściami o ciężki worek, strzelaniu do celu (za drugim razem udało mi się wymierzyć w środek czoła manekina) oraz podstawowych ćwiczeniach, wzbogaconych jednocześnie o nieco bardziej zaawansowanej mocy.
I w czasie, kiedy moja głowa niemal eksplodowała od natłoku myśli, Moon Jongup nie pojawił się w sypialni ani razu. Zdawać by się mogło, że na ten czas zupełnie zniknął, nie pozostawiając po sobie nawet uderzającego zapachu perfum, żadnej cząstki siebie, żadnej kartki. Naprawdę dopadała mnie ze zdwojoną siłą świadomość relacji, która wkradła się pomiędzy nas. Uprawialiśmy seks, oddałem się mu, a on po prostu.. zniknął. 
Co on sobie wyobraża? Gniewne myśli zaatakowały moją twarz, gdy zawahałem się przy pierwszym strzale. Że może kraść serce naiwnego piętnastolatka ot tak?
Gorycz wykrzywiła moją twarz, kiedy nacisnąłem spust celując prosto w serce. W miejsce, gdzie możliwe i moje boleśnie się ściskało.
Z drugiej strony Youngjae. Przez cały ten czas dochodził do siebie; doskonale pamiętałem wyrazy twarzy Matoki, gdy Daehyun wrócił z nieprzytomnym ciałem chłopaka. Poza tym całym wariactwem, momentem, kiedy Yongguk całował głowę Yoo, a Jung wciąż i wciąż tulił go do swojej piersi roniąc łzy, kompletnie nie wiedziałem co mam o tym myśleć. Mężczyźni nie dowiedzieli się nic o tym, co stało się z członkiem grupy - oprócz tego, że znalazł się w obiegu, gdy handel młodymi chłopcami dawał niezliczone zyski. Stan Youngjae wskazywał na wygłodzenie i odwodnienie, jego ciało było kompletnie wymęczone, gdzieniegdzie skóra pozostała boleśnie zdarta, a Daehyun nie dopuszczał do siebie żadnej myśli, że jego ukochany mógł też być wielokrotnie gwałcony i wykorzystywany.
Wzruszenie oraz poruszenie pojawiło się na ich twarzach dopiero wtedy, gdy Youngjae otworzył oczy.
Zbliżało się przyjęcie. Członkowie Matoki chcieli uczcić odnalezienie ważnego elementu, który dopełniał całą grupę, niezależnie od wiszących nad nimi słabości czy wad.


Po wzięciu długiego prysznica i doprowadzenia się do całkowitego porządku znalazłem się w hangarze, schodząc powoli po schodach. Odpędziłem zmęczenie po wielogodzinnym treningu, pocieszając się jedynie myślą, że ubierając czarny, nieco puchaty sweter należący do Jongupa mogłem przypominać sobie o nim przez cały ten czas. Jego zapach nie pozwalał mi zapomnieć o granatowowłosym, nawet jeśli czułem do niego żal.
W pewnym momencie zatrzymałem się, słysząc coraz to wyraźniejsze rozmowy na dole.
- Przestań w końcu to robić. - Stukot pustej butelki po alkoholu dotarł nawet tu, a tony głosu nie brzmiały już tak trzeźwo, jak zazwyczaj.
- Daehyun wygląda przerażająco, gdy uśmiecha się nieustannie przez tak długi czas.
- Przeraża cię czyjeś szczęście, Himchan? Woah, musisz być prawdziwym sadystą. - Yongguk zaśmiał się kpiąco, uderzając dłonią w ramię Kim, a cały obraz pokazał się przede mną, gdy dotarłem na ostatni schodek. Miałem nikłą nadzieję, że przynajmniej tu na moment pojawi się znajoma twarz granatowowłosego mężczyzny, lecz musiałem się rozczarować. W okół dość sporego stołu rozsiadło się czterech Koreańczyków. Bang wypijał zapewne którąś z kolei szklankę mocnego whisky, a Himchan mierzył wzrokiem Daehyuna, który przyciskał do swojego boku Youngjae. Desperacko trzymał jego ciało, jak najbliżej siebie, zaciskając swoją dłoń na biodrze Yoo. Youngjae wyglądał, jakby najzwyczajniej w świecie to zignorował, przystawiając do swoich ust szklankę przepełnioną alkoholem. Wtargnięcie między nich wszystkich wydawało się cholernie niekomfortowe.
- Ah, nie powinniście przystopować odrobinę z procentami? - Daehyun zaśmiał się niezręcznie, mimo to, samemu zaciskając palce na butelce, przepełnionej trunkiem.
- Kto to mówi? Przez ostatnie pół roku dzień w dzień widziałem cię z czymś, co sprawiało, że promile uderzały do twojej głowy. - Himchan rzucił w stronę Jung, kiedy tak naprawdę alkohol sprawiał, że mężczyzna był o wiele bardziej rozmowny.
- Yah, przecież to nie tak.. - Koreańczyk podrapał się po głowie, automatycznie przenosząc wzrok na Youngjae, który tak naprawdę był przyczyną tego wszystkiego. - I tak myślę, że powinniśmy wznieść toast.
- Tu jesteś, Zelo!
Rozmowę w pewnym momencie przerwał Yongguk, którego okrzyk sprawił, że w pomieszczeniu na krótką chwilę zapadła cisza. Zacisnąłem delikatnie palce na rąbku swetra, czując zmieszanie. W tamtej chwili nie chciałem, by ich uwaga w całości była skupiona na mnie. Skłamałbym, gdybym powiedział, że minione dni szczególnie nie odbiły na mnie swojego piętna. Zagryzając dolną wargę skinąłem, a Bang w zapraszającym geście przywołał mnie do siebie. Oczy wszystkich spoczęły na mnie, dopóki nie usiadłem obok mężczyzny, a ten nie zaproponował mi alkoholu.
- Gdzie się podziewałeś Zelo? Nie mogłem cię nigdzie znaleźć. - Pierwszy odezwał się Daehyun. Szczęśliwy uśmiech nadal nie opuszczał jego ust. - Chciałem ci podziękować, bo słyszałem, że jedyny pobiegłeś wtedy za mną. Wiem, że to było trochę nierozważne..
- Daj spokój, hyung. - przerwałem, chcąc pozbyć się wrażenia, że zgromadzeni Koreańczycy uporczywie wbijali we mnie wzrok. Posłałem mu nieco rozkojarzony uśmiech i odetchnąłem, zaś Yongguk położył znacząco dłoń na moich plecach. Zaskoczony spojrzałem na niego, lecz on zabrał głos, unosząc szklankę z alkoholem do góry.
- Toast za życie Youngjae.
Pozostała trójka przytaknęła, sięgając po swoje szklanki. Rozniósł się echem głośny brzdęk naczyń a ja mogłem na nowo pogrążyć się w swoich własnych myślach, trzymając niepewnie kieliszek.
Przez cały wieczór młodzi mężczyźni zajęli się długimi konwersacjami nie mającymi końca, rzucaniem kilku przekleństw i bezczelnych żartów. Palce Yongguka znaczyły sobie ścieżkę wzdłuż moich pleców, lecz nawet ta spoczywająca na mnie dłoń nie oderwała mnie od głębokiego zamyślenia. Jongup nadal gonił za niemożliwym, a mój nieobecny wzrok starał się nadążyć bezowocnie za kolejnymi słowami członków Matoki.
Można by mieć wrażenie, że alkohol w ogóle nie ma swojego końca, kiedy Daehyun sięgał po którąś butelkę z kolei. To była jak walka, kto wypije najwięcej i okaże się mieć najmocniejszą głowę. A przynajmniej tak to wyglądało z boku, gdy mężczyźni ścigali się w kolejnych dawkach promili.
- Dlaczego Jongup dziś się nie pojawił? Zawsze przyciągał go alkohol. - Jung przesunął wzrokiem po całym pomieszczeniu, a nie było nas tak wiele, by nie zauważyć choć jednej nieobecności.
- Daehyun, przecież dobrze wiesz, jaki jest Jongup. - Odpowiedź Himchana miała mieć swoją kontynuację, gdy ten zrobił się nad wyraz złośliwy, lecz Yongguk najzwyczajniej mu przerwał. Bang podsunął butelkę z soju tuż pod nos Koreańczyka. - Nigdy nie mogliśmy nadążyć za tym człowiekiem.
Wspominanie choćby w minimalnym stopniu o Moon wcale nie pomagało. Grupa drążyła różne tematy, choć najmniej z nich wszystkich udzielał się Yoo. Myślałem, że jedynie wychwytuje, co mogłoby dziać się pod jego nieobecność, lecz wzrok Youngjae padł w prost na mnie. Obserwował moją twarz już od dłuższego czasu, powolnie delektując się swoim napojem. Czy on patrzył przez ten cały czas, kiedy myślami byłem gdzieś indziej? Mógł wpatrywać się w moją nieobecną sylwetkę, ale dlaczego?
Yoo znalazł pomiędzy tym wszystkim moment, kiedy pijany Daehyun przestał przyciskać go do siebie. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że Youngjae zmienił swoje miejsce, przysiadając się tuż przy mnie.
- Zdołałem usłyszeć o tobie kilka rzeczy. - Koreańczyk przerwał, przysuwając do ust wierzch szklanki, tak jakby chciał zamaskować ruch swoich warg. - Nie powinieneś wierzyć we wszystkie słowa Jongupa. Nie ufaj mu w zupełności.
Jego słowa w pewien sposób zburzyły ten ład, poczułem jakby tak po prostu uderzono mnie w twarz dla oprzytomnienia. Co on mógł mieć do powiedzenia o tajemniczym mężczyźnie nawet, jeśli prawdopodobieństwo, że znał go o wiele dłużej było wysokie? Przecież to ja poznaję go od innej strony, to mnie całował i to ze mną uprawiał gorący seks. Co Youngjae mógł wiedzieć o uczuciach Moon?
- Co próbujesz mi powiedzieć? - spytałem, mierząc go nieprzychylnym wzrokiem. To było silniejsze ode mnie. 
- To, że Jongup jest w jednym miejscu dzisiaj, nie znaczy, że będzie w nim i jutro. Nie należymy do osób, które posiadają stałe miejsce w życiu. - Youngjae zamoczył usta w alkoholu, upijając kolejny łyk czegoś, co równie dobrze mogło odbierać rozum. Kąciki warg Yoo drgnęły ku górze, widząc moje zdenerwowanie. - Czy wystarczającym dowodem nie jest to, że nie ma go tutaj z tobą?
- Ja.. on po prostu musiał.. - Był manipulantem, zawsze miał coś do powiedzenia, choć zwykle były to tylko zgryźliwe słowa. Wiedział po prostu, jak obchodzić się z pewnymi osobami. Chowając ręce pod stołem, skutecznie ukryłem ich drżenie, a dawne słowa Jongupa osiadły się w moim umyśle, pozwalając tym samym na uspokojenie się. Mogła to być tylko jego kolejna zagrywka, w której pułapkę dałem się złapać i usidlić.
Gwałtownie podniosłem się z miejsca i wtedy dostrzegłem ruch. Mógłbym przysiąc, że cień zniknął tuż przy wyjściu z hangaru tak szybko jak tylko się pojawił, co dało mi odczuć, że mógł to być wreszcie Jongup. Youngjae posłał mi zaskoczone spojrzenie a jego głowa mimowolnie obróciła się w kierunku wyjścia, gdy mój wzrok tam utkwił. Następnie na jego kącikach ust znów pojawił się uśmiech, boleśnie uświadamiając mi o tym, że wciąż kpił sobie z mojej naiwności i dziecinności. Oczywiście przez cały czas mącił mi w głowie i zwodził, co niemal mu się udało przez co przeklinałem na siebie w duchu za to.
Nie dając się sprowokować, podążyłem ku tylnemu wyjściu, ignorując nawoływania zarówno Daehyuna, jak i Yongguka. Dopadłem go dopiero za budynkiem, gdzie zablokowałem mu swoim ciałem drogę ucieczki.
- Co się z tobą działo Jongup? Dlaczego tak nagle zniknąłeś? Oni się martwili, nie, ja się martwiłem. Co robiłeś przez ten czas, kiedy Youngjae dochodził do siebie? - uporczywie patrzyłem w jego oczy, które migotały od narastającej z każdą sekundą złością. Moja ciekawość tylko pogarszała sytuację, lecz ja naprawdę w tamtej chwili nie przejmowałem się tym. Chciałem wysłuchać, co mężczyzna miał do powiedzenia. - Nie dawałeś znaku życia, hyung.
Widziałem, jak ciało Moon drży. Był wściekły. Nie lubił, gdy ktoś wchodził mu w drogę, choć ja sam nie zdawałem sobie z tego sprawy. Zdenerwowanie biło od mężczyzny z daleka; jego postawa i pociemniałe tęczówki mówiły o tym. Jongup zacisnął dłonie w pięści, mając ochotę zwyczajnie uciec. Złość brała nad nim kontrolę, jednak tak naprawdę czym była spowodowana? Koreańczyk o granatowych włosach, mimo iż był profesjonalistą, to dał się ponieść swoim własnym emocjom.
- Tropiłem mężczyznę. Faceta zamieszanego w zniknięcie Youngjae. - Moon wycedził zachrypniętym głosem, przez zaciśnięte w gniewie zęby.
Nie byłem zaskoczony. Słowa Youngjae niemalże ciążyły mi na sercu, przez co nie umiałem uwierzyć w ani jedno słowo Jongupa. Zupełnie jakby był mi całkowicie obcy, obcy i tak bardzo nieprawdziwy. Zakłamany. I w czasie, kiedy w głowie dudniło mi tylko on nie jest tym, za kogo się podaje, granatowowłosy chciał skorzystać na mojej nieuwadze. Wiedział, że tylko parę kroków dzieli go od ponownego zniknięcia, zaszycia się w swoim gabinecie, lecz powstrzymałem go, nagle. Coś we mnie eksplodowało, pozwalając nachalnych myślom odpłynąć, a na jego miejsce powrócił obraz tego mężczyzny, którego zdołałem pokochać.
Chwyciłem w porę jego dłoń, spoglądając na niego wzrokiem, który można było porównać z cierpiętniczym, błagalnym. - Nie uciekaj Jongup, zostań ze mną, chcę być przy tobie.
I w tym momencie Moon się zatrzymał. Nie dosłownie, lecz zobaczyłem inne emocje na jego twarzy. Mężczyzna nie zabrał swojej dłoni, a negatywne odczucia tak bardzo nie szargały jego sylwetką. Mógłbym przysiąc, że Jongup naprawdę się waha. Rozważał swoje myśli; wszystkie, które kłębiły się w nim od tak dawna. W jego głowie musiały pokazać się dwie możliwości, ale którą pragnął wybrać? Można by łaknąć tego, że Moon na jeden moment przestał pędzić przed siebie i spojrzał przez ramię. Coś go mimo wszystko zatrzymało w bezruchu.


Podróż samochodem Yongguka, przy eskorcie Himchana i Youngjae nie trwała długo. Wokół Bang panowała tajemnicza aura, która wyraźnie ostrzegała, by nie pytać o szczegóły misji. W pełni to rozumiałem, gorycz pojawiła się tylko wtedy, gdy zdałem sobie sprawę, że ja jeden nie mam o niczym pojęcia. Himchan przywdział pokerową maskę na twarz, natomiast Youngjae wydawał się być zadowolony z takiego obrotu spraw. Przysiągłbym, że gdy odwrócił wzrok jego kąciki ust wykrzywiły się w perfidny sposób.
Domyśliłem się jedynie tego, że lider zamierzał wynająć szpiega, co nie wydawało się być bezpieczne. Wśród ulicznych gangów i mafii, wszelkich uzbrojonych mężczyzn nigdy nie było się do końca pewnym komu można zaufać. Nikt nie wykazywał oddania ani posłuszeństwa, a lojalność w tym przypadku kompletnie traciła swoją wartość i znaczenie.
Miejscem ów spotknia stał się podziemny, prywatny parking a w momencie, w którym chciałem odpiąć pas silna dłoń Himchana uniemożliwiła mi to. Yongguk spojrzał na lusterko wprost na mnie, uśmiechając się blado, niemal przepraszająco.
- Nie możesz z nami iść Zelo. Tu chodzi o twoje bezpieczeństwo.
Odwzajemniłem jego spojrzenie, choć w moich tęczówkach tlił się bunt. - Dlaczego? To, co teraz zrobisz na pewno nie jest tak niebezpieczne bym nie mógł odpiąć pasu.
- Zostań tu.
Himchan z powrotem przymocował mnie do siedzenia, następnie wychodząc z samochodu. W jego ślad podążył lider, a Youngjae nie przestawał utrzymywać tego kpiącego wyrazu. Trzask drzwi przypomniał mi o tym, że zostałem sam na sam z kimś, z kim najmniej chciałem w tamtym momencie zostać. Gdyby nie alkoholowa libacja i możliwość zamienienia paru słów z odnalezionym Koreańczykiem, nie uwierzyłbym w te wszystkie rzeczy na jego temat. Zwyczajnie przekonałem się o jego sztuczkach, wprost nie mogłem uwierzyć, że on nadal to robił pomimo, że od śmierci chwilę temu dzielił go krok.
Przyciemniana szyba dawała idealny widok na całą sytuację. Yongguk zbliżał się do innego samochodu, zaparkowanego gdzieś na uboczu. Mogłem jedynie zobaczyć, jak szyba od strony kierowcy uchyla się.
- Nie zastanawia cię to, Zelo? - Głos Youngjae przebił uporczywą i duszącą ciszę, a jego pytanie tak naprawdę miało mnie zwieść. Wdawanie się z nim w dyskusje znów mogło podsycić negatywne emocje. Yoo założył nogę na nogę, a jego wzrok również utkwił w dwóch sylwetkach Koreańczyków. - Nie byłem tak bardzo za tym pomysłem.
Bang położył swoją dłoń na dachu samochodu, kiedy Himchan oparł się o jego ramię bezceremonialnie machając swoim pistoletem. To była informacja dla mężczyzny w pojeździe, że nie zawahają się użyć broni, jeśli będzie taka potrzeba.
Skupienie się na poczynaniach dwóch Koreańczyków nie było łatwe, zwłaszcza, że w mojej głowie wciąż dudnił mi głos Yoo, nachalnie, wdzierając się do najdalszych zakątków. Atakował tym mój umysł i penetrował go, mącił. Przez chwilę pokusa wyjścia stamtąd silnie na mnie podziałała. Zacisnąłem nieco palce na podłokietniku. - Okazuje się, że możesz wiedzieć znacznie więcej, podejrzewałbym nawet, że najwięcej z całej grupy. Jongup musi być rozczarowany, że ktoś właśnie staje mu na drodze, utrudniając kolejne zadania. - trafiłem. Jego delikatnie zaciśnięte palce rozluźniły się, a palce nieznacznie rozprostowały się. Rysy twarzy Youngjae wyostrzyły się. Konkurencja i świadomość, iż ktoś może okazać się lepszy w manipulacji od niego powodował u niego gniew i chorobliwą zazdrość. Zarówno Jung jak i sam Moon znacząco mi pomogli w tej analizie. Czułem jakby moja podświadomość gdzieś się ulotniła a zastępująca ją zawiść zatruwała mnie powoli od środka. 
- Gdybyś nie sprawiał bólu Daehyunowi a kłopotu grupie, gdybyś powiedział wszystko co wiesz i tym samym opowiedział co ci się przydarzyło.. cholera, twoje informacje są w tej chwili najważniejsze. Dlaczego tak bardzo to utrudniasz?
Yongguk nachylił się do samochodu; wyciągnął plik pieniędzy, których nawet nie byłbym w stanie zliczyć. Na siedzeniu w samochodzie rozbrzmiało poddenerwowane drgnięcie. Słyszałem, jak skórzana powierzchnia skrzypi. To było jak wymiana. Kilka papierów za sporą sumę pieniędzy. Dokumenty zaciśnięte w jednej aktówce - czy tak naprawdę to wszystko funkcjonowało? Himchan ostatni raz okręcił swoją broń dookoła, nim schował ją do spodni. Moja twarz odwróciła się w stronę Yoo, którego twarz mówiła sama za siebie. W oczach Koreańczyka jarzyła się złość, która mówiła jedynie, że moje słowa w jakiś sposób na niego zadziałały. Nie mógł dać mi tej satysfakcji, w końcu to okazałoby jego jakąś słabość. Manipulanci tacy jak Youngjae nie lubili przegrywać.
Yoo otworzył usta, wbijając w moją twarz swoje ciemne tęczówki. Nie odezwał się. Jego głos zagłuszył dźwięk otwierających się drzwi.
- A gdyby dał nam złe dokumenty, to wróciłbyś tam i wsadził mu ten pistolet w dupę?
- Yongguk mówiłem, że grożenie mu bronią wcale nie było bezczelne. Miał nas nie oszukać. - Himchan opadł na siedzenie, zwracając się do przywódcy grupy, który jedynie patrzył na niego z dezaprobatą, a jego głos wcale nie brzmiał, jakby miał nastrój do żartów.
- Mógł równie dobrze uznać to za prowokację. - Bang zacisnął dłoń na kierownicy, rzucając plik z dokumentami na kolana Kim.
Patrzyłem na rozgrywającą się przede mną scenę tylko przez kilka chwil, ba, odwrócenie wzroku wcale nie pomogło mi w ucieczce przed odczuwaniem charakterystycznej gęsiej skórki. Odczuwaniem jej w momencie, gdy spojrzenie Yongguka padło wprost na mnie. Ciało spięło się, umysł oszalał - pogrążyłem się w swojej własnej agonii niekończących się przemyśleń a moje oczy śledziły rozmywający się obraz, gdy mężczyzna odpalił pojazd i docisnął pedał gazu.
Cisza w samochodzie wcale nie była przytłaczająca, w gruncie rzeczy szczególnie pozwoliła mi na zgłębienie się w swoje własne myśli. Nie zwracałem już uwagi na Himchana wciąż bawiącego się swoim pistoletem, na Yongguka, który co jakiś czas spoglądał na mnie uważnie, czy nawet ignorowałem nerwowe napięcie, którym otaczał się Youngjae po moim nagłym wybuchu słów.
Wątpliwości mnożyły się, wspomnienia krążyły wokół tajemniczego granatowowłosego mężczyzny, który nie omieszkał otaczać się żelaznym murem, nie dopuszczając mnie do swoich sekretów i zamiarów. Jego ciągłe ucieczki sprawiały, że ja sam skupiłem się na swoim własnym celu.
Musiałem pierwszy dopaść ludzi, którzy na nas polowali.


Nie potrafiłem zliczyć ilości przełkniętego alkoholu, który za każdym razem równie uciążliwie palił mnie w przełyk.
Uczucie goryczy i samotności, myśli, że znów zostałem porzucony jak zabawka nie pozwalały mi na otrzeźwienie swoich myśli, nie, wciąż myślałem i myślałem, lada moment moja głowa eksploduje. 
I to będzie tylko i wyłącznie twoja wina, Moon Jongup.
Czułem, że wszystko miesza się ze sobą powodując wybuchową karuzelę, coś, czego własnoręcznie w pojedynkę nie dało się przerwać. Może właśnie przez fakt, że byłem sam na własną rękę, zamknięty w czterech ścianach sypialni należącej do Moon była przyczyną mojej goryczy. Tego, że upijałem się tracąc nad wszystkim kontrolę. Youngjae trafił w ich ręce. Już bezpieczny. Ich determinacja poskutkowała zwycięstwem, ale co dalej? Poza tym, że Himchan bezustannie tropi ludzi odpowiedzialnych za sprowadzanie na członków Matoki niebezpieczeństwo?
Siarczyste i wyjątkowo wulgarne przekleństwo wypełzło spomiędzy nasączonych alkoholem warg, a szklanka ponownie została przeze mnie napełniona palącym, mocnym trunkiem. Jeszcze chwila i oszaleję, oszaleję..
Myśli tak bardzo wdzierały się w rzeczywistość, że nawet fakt innej obecności był czymś zupełnie obcym. A może to jedynie sprawka promili? Moon Jongup nigdy nie wybierał dla samego siebie dobrych momentów.
Ciężkie kroki. Nagie stopy obijające się o drewnianą podłogę. Czy to nie był stukot butelki odkładanej na szafkę nocną?
- Postradałeś zmysły? - Chłodne szkło zostało wytrącone z mojej dłoni. Pięść mężczyzny o granatowych włosach niemalże zmiażdżyła szklankę, tłukąc ją na milion małych kawałeczków. Moon usilnie szarpnął za naczynie, rozbijając szkło o podłogę. Nieprzyjemny dźwięk dudnił w mojej głowie jeszcze przez parę kolejnych chwil, niechcianie. - Co ty wyprawiasz? Kto dał ci pozwolenie, by ruszyć ten alkohol? 
- Czy w tej chwili jest to tak bardzo istotne, Moon Jongup? - drżący głos zdradzał również determinację by nie ukazać mężczyźnie jak bardzo tracę kontrolę nad sobą. I wyraźnie musiałem postradać zmysły. Piłem alkohol. Byłem tylko gówniarzem w oczach Moon Jongupa, choć dziwnym trafem wydawało się mu to nie przeszkadzać, kiedy dyszał w moje ucho te wszystko spragnione słowa. Mój język nieco plątał się, a brak szacunku był tylko jak dolanie oliwy do ognia.
Oczywiście, pośród tych wszystkich sprzeczności nie zwróciłem uwagi na szkło, której fragmenty lśniły na ciemnych panelach. Tylko na ten dźwięk.
Oczywiście, pośród tych wszystkich sprzeczności nie zwróciłem uwagi na szkło, której fragmenty lśniły na ciemnych panelach. Tylko na ten dźwięk.
Wtedy natrafiły na mnie te czarne tęczówki. Oczy Jongupa, które były chłodne. Patrzyły na mnie z pewnym gniewem i pogardą, a jego silna dłoń złapała za moje ubranie. Był szybki, szarpnął moim ciałem, jakby chciał mnie ocucić w jakikolwiek sposób. - To nie czas na żałosne żarty, Zelo.
Kolejne ostre upomnienie padło z ust mężczyzny, a ton głosu obił się echem w pomieszczeniu. Zamglone tęczówki, subtelnie przysłonięte tęsknotą odważnie odpowiadały na niemal karcące spojrzenie Jongupa. Nawet nie zarejestrowałem, kiedy wypaliłem w odpowiedzi. - Racja. Natychmiast przestanę pić te przeklęte brandy.
Czas płynął, i choć uważałem, że oddanie się w ręce aroganckiego Koreańczyka okaże się najlepszym posunięciem, tak mój naiwny umysł nie przewidział konsekwencji. Tego, że coś może pójść nie tak. Bo w końcu, jaki zakochany chłopak zwracałby uwagę na nawet najdrobniejszy negatywny szczegół, który wręcz przestrzegał. A ja uparcie brnąłem w to i grzązłem, bo zrobienie kolejnego kroku okazało się znacznie trudniejsze.
Gdzieś pomiędzy upojeniem alkoholowym zarejestrowałem moment, jak napieram swoimi spragnionymi wargami na szorstkie usta mężczyzny. To właśnie Jongup pchnął to wszystko na inny tor, bo jego pocałunki poprowadziły mnie, jak i zapierały dech w piersiach. Moon za każdym razem musiał posiadać, pokazywać swój każdy pusty czyn. Być może nie było to ważne pomiędzy starciem par ust, które walczyły o swoją własną przyjemność. Każde zetknięcie i otarcie się warg, tworzyło namiętną aurę z działań mężczyzny. W moją świadomość uderzył nawet mokry język, który usilnie przedarł się, by tylko zetknąć się z moim w zachłannej potrzebie. Pieszczota pogłębiała się z każdą sekundą, każdym brakiem oddechu. Charakterystyczne mlaśnięcia wrzucały uczucia na zupełnie inny stopień rozpalenia. Moon fizycznie smakował mnie, a potrzeba bliskości nie pozwalała tego przerwać ani na moment. Nasze wargi dopasowywały się do siebie idealnie swoim kształtem i rytmem, choć to Jongup zawsze pozostawał sobą. Był nachalny w każdym ruchu i czynności, lecz może właśnie tym odróżniało się to doznanie od innych.
Dopiero po długim czasie mężczyzna pozwolił mi na zaczerpnięcie tlenu, a jego własny przyspieszony oddech dotarł do moich uszu. Czoło Moon oparło się o to moje, łaskocząc moją twarz swoimi ciemnogranatowymi włosami. Miałem zamknięte oczy, lecz mogłem odczuć jego wyraźne słowa na własnej skórze.
- Obiecuję ci Zelo. - Kolejne długie nabranie wdechu do swoich płuc. - Gdy to wszystko dobiegnie końca, poświęcę się jedynie tobie.

I być może to silne uczucie stało się dla mnie zgubą, przepaścią nad którą stoi on i uśmiecha się, uśmiecha w najbardziej okrutny sposób pomimo płynnie wypowiedzianych słów, wydających się najprawdziwszą prawdą. Automatycznie moje serce otworzyło się i wchłaniało każde jego zapewnienie, odtwarzało w pamięci niemal boleśnie. Znikał lęk przed nieznanym w chwili, kiedy jego ramiona otaczały moje ciało z pewną czułością w sobie, co kłóciło się z ostrymi rysami twarzy Moon.
Mężczyzna obiecywał mi mnóstwo rzeczy, przy każdej namiętniejszej części wieczoru, potok słów i obietnic wypływały z jego ust a ja wierzyłem w nie, będąc nim tak bardzo odurzonym.
Niebezpieczna mieszanka mściwości i czułości, jednocześnie łagodnego dotyku palców na skórze z gwałtownym odrzuceniem, przysięgi, które mogły tak naprawdę nigdy się nie spełnić.
Byłem tylko łatwowiernym, zakochanym nastolatkiem między częstym wobec niego posłuszeństwem.
Miało to jednak swoją cenę.



piątek, 26 maja 2017

Le noir : And you disappeared [8]




8/10

Oczywiście, że rozmowa z Daehyunem w jakimś aspekcie wsparła mnie na duchu. Może tego potrzebowałem, sprowadzenia na ziemię, kilka znaczących słów, chwil słabości i spojrzeń. Zapewnienia, że przecież Jongup jest osobą bez skazy, że on nie może okazać się zdrajcą dla własnych przyjaciół. Przyjaciół. Czy tak powinienem określić ich zażyłość? Wciąż odczuwałem namiastki tego, że jestem w tym wszystkim całkowicie nowy, jednocześnie potrafiąc tak wiele.
Więc może tak naprawdę.. czułem jedynie zdezorientowanie? Jakby między młotem, a kowadłem, ulotna chwila, kiedy prawdopodobnie będę musiał podjąć właściwszą decyzję. Miałem wątpliwości, te cholerne szkodniki gnieżdżące się gdzieś w moim umyśle i sercu.
Jedynie myśli o Moon Jongupie, jak o mężczyźnie, którego mógłbym pragnąć stwarzały pewne możliwości, te całkiem przyjemne kłujące uczucie w środku. Westchnąłem cicho, we frustracji szorując swoje ciało szybciej, gdy woda zaczynała powoli się ostudzać. Ostatnie wydarzenia wpłynęły na to, że nie miałem zbyt wielu okazji na chociażby porozmawianie z młodym Koreańczykiem. A może niewiele z tego pamiętałem?
Możliwe, że z myśli wyrwała mnie sama ich przyczyna. W końcu nie mogłem nie zauważyć Jongupa, który, jak gdyby nigdy nic przeszedł przez próg prowadzący do pomieszczenia. Chłodne powietrze wpadające zza uchylonych drzwi owinęło moje ciało, powodując dreszcze. Tak samo, jak wzrok mężczyzny, który zaraz po tym został utkwiony w wielkim i nieco zaparowanym lustrze. Przetarł dłonią gładką powierzchnię, w międzyczasie przyglądając się samemu sobie. - Zelo uwierz, że jestem pamiętliwym człowiekiem i nie uznaję bezceremonialnych obietnic.
Czułem, jakby jego tęczówki odbijające się w sporym zwierciadle, wlepione zostały w prost w moje ciało.
Jeśli tylko wytrzeźwieję i stanę się mniej żałosny to pragnę.. pragnę iść z tobą do łóżka, Jongup-ah.
Zdrętwiałem, w pewnym momencie nawet dłoń zanurzyła się w letniej wodzie pozostawiając mnie w osłupieniu i zażenowaniu, szybkiego bicia serca. Może właśnie w tej chwili mężczyzna stał się moją odpowiedzią na zadaną zagadkę sprzed chwili? Objąłem się szybko ramionami, czując jak łaskotanie w brzuchu staje się bezlitosne. Rzecz jasna, to były tylko i wyłącznie moje słowa. I.. chciałem tego, może impuls pchnął mnie w tym kierunku gwałtowniej.
Nie zorientowałem się, kiedy Moon zaczął otwierać się przede mną coraz bardziej, nieświadomie (lub świadomie) zbliżając się do mnie, mamiąc moje szczenięce serce.
Nie odpowiedziałem, zbyt długo zajęło mi podniesienie dolnej szczęki z powrotem na swoje miejsce, patrzyłem jedynie na niego, sprawiając wrażenie roztargnionego.
Jongup odwrócił się przodem do mnie, a jego spojrzenie zabłądziło gdzieś na mojej twarzy. Była to kwestia tylko kilku sekund, aż Koreańczyk znalazł się przy wysokiej wannie, opierając na jej brzegu swoją dłoń. To było jak nużąca się tortura, która nie mogła skończyć się w jednej krótkiej chwili. - Nawet jeśli nie powinienem sam się o to dopominać, to nalegam. Nalegam byś spełnił swoje słowa i oddał się w moje ręce.
Zachowanie mężczyzny było jednocześnie tak pasujące do jego postawy, a z drugiej strony odmienione. Jongup wyglądał, jakby wcześniej walczył z samym sobą, a teraz widziałem pewien błysk w jego oczach. Był to pewien impuls, który nadawał Moon innego charakteru. Tęczówki granatowłosego były nasiąknięte pożądliwością, skierowaną właśnie we mnie.
I nawet jeżeli moje ciche pragnienie oddania się mu tliło się gdzieś w moim umyśle, tak teraz pojawiła się obawa. Nie baw się mną. Zauważ mnie. Doceń. - Chcę tego. Byś dzisiejszego wieczoru zajął się mną, hyung. - i każdego innego. - Być może okaże się, że nie jestem taki bezużyteczny, ja.. szybko się uczę, dlatego.. daj mi szansę.
Mój lęk wzrósł do maksimum, kiedy spostrzegłem, że Moon bez słowa nachyla się i odkręca wodę, by napuścić gorącej. Może zauważył, że trzęsłem się pod wpływem ostygłej już wody?
Szum wody zagłuszył szybszy oddech Jongupa, który i tak wyczułem na własnej skórze. Ciało mężczyzny wydawało się opanowane, lecz w jego oczach cały czas widziałem szaleństwo. Jego nagła prośba świadczyła tylko o determinacji, choć może to tylko silne męskie podniecenie nie dawało mu spokoju? W tej chwili to nie wydawało się tak ważne, bo Moon dotknął palcami mojej młodzieńczej szczęki. Odkręcenie wody było tylko pretekstem, by znaleźć się bliżej mnie.
- Więc, czego nauczyłeś się do teraz? Wydaje mi się, że nadal jesteś jedynie chłopcem. - Choć mogłem przewidzieć jego zamiary, tak nagłym ruchem stało się dociśnięcie szorstkich warg mężczyzny do moich. Jongup patrzył na mnie, lecz to był tylko zalążek jego żądzy. Chaotycznie mnie całował, jakby to było coś, czego szczerze nie mógł dostać.
Uniosłem się nieco, niemal odrobinę wraz z towarzyszącym pluskiem wody. Mokrymi dłońmi przesunąłem po plecach mężczyzny, delektując się pewną wilgotnością jego warg. Sapnięcie powoli uciekło spomiędzy moich ust, gdy pomiędzy mokrym pocałunkiem wyszeptałem. - N-nauczyłem się między innymi doceniać każdy twój dotyk, bo obdarowałeś mnie nim naprawdę niewiele razy, hyung.
Błyszczące się czystą ciekawością i oczekiwaniem na więcej ciemne tęczówki uważnie śledziły każde otarcie naszych spragnionych ust. Niepewnie złapałem za guziki pomiętej koszuli Moon, dając mu tym wskazówkę, ukazując szczere chęci. - Proszę.. pozwól mi.
Byłem tylko chłopcem, który dłużej nie chciał nim być wraz ze sprawnym odpięciem większości guzików. Drżącą dłonią pociągnąłem mocniej za rąbek, urywając tym kilka ostatnich.
- Nawet nie pytaj o pozwolenie, Zelo. Powinieneś wiedzieć, że śmiało musisz sięgać po to, czego pragniesz. - Krtań mężczyzny zadrżała z zachrypniętego głosu, a gdzieś pomiędzy odrywaniem się ust od siebie, przemknął mi obraz mężczyzny. Od obojczyków ciągnęły się subtelne i drobne tatuaże, lecz tak naprawdę to zapowiedź obficie ozdobionej szyi. Do Moon pasowały tatuaże, które nie miały żadnego koloru; były czarne, aby kontrastowały z jego jasną skórą. Każdy z kolejnych wzorów miał osobną historię, a to wszystko nadawało tajemniczości mężczyźnie. Choć mogłem go dotknąć, to tak naprawdę nie dane mi było poznać go. Wraz z zsuwającą się koszulą z ramion, odkrywałem kolejne tatuaże, którym wcześniej nie przyglądałem się dokładnie. Ciemne linie ciągnęły się, aż po dłonie i palce Jongupa, które śmiało dotknęły mojej mokrej skóry. Usta Moon przesunęły się na moją niezarysowaną szczękę, jak i szyję. Wargi starszego kontrastowały z moim młodym ciałem, a każdy jego dotyk przepełniała fascynacja. Delektował się innym doznaniem, bo w końcu przekroczył wcześniejszą granicę. Umięśniona sylwetka Moon cała drżała i była moim kompletnym przeciwieństwem. Brzuch mężczyzny skrywały mięśnie, tak samo mocno odznaczające się biodra i pachwiny, których widok urywał się zaraz na brzegu spodni.
Przełknąłem z trudem w momencie, kiedy jego miękki język zawędrował po zgięciu mojej szyi a ja sam, gwałtownie wciągnąłem powietrze, czując rozchodzące się dreszcze. Stres przejął nade mną kontrolę, kiedy szczupłymi palcami odpiąłem zamek jego spodni a on, pośpiesznie zacisnął dłoń na moich dygoczących palcach i zsunął swoje spodnie. Przez jego nagły pośpiech również i bielizna opadła do kostek, a uwolniona erekcja wywołała na twarzy spazmy wstydu.
- H-hyung.. będzie bolało, prawda? Prawda, że będzie bolało..? - w panice pozwoliłem na dociśnięcie ust do skóry na mojej szyi, jakby w uspokajającym geście. Byłem niedoświadczony i głupi, co ja mogłem wiedzieć o intymnych kwestiach łóżkowych? Ratowała mnie jedynie szybka nauka, w końcu dość łatwo chwytałem pewne rzeczy, uczyłem się, co pozwoliło mi do tej pory przetrwać u boku Matoki.
Potrząsając nagle głową, odgoniłem stado niepowołanych myśli, blokujących mnie przed jakimkolwiek ruchem. Gorąca woda chwilę temu wypełniła wannę, a Jongup niezdarnie zakręcił kran mierząc mnie spojrzeniem. Byłem pewien, że przez ułamek sekundy było to zimne spojrzenie, dlatego strach szybko wprawił moje ciało w drganie.
Moon sam niechętnie odstąpił od mojego ciała, by wyplątać się z leżących u jego stóp spodni, a następnie pozbawić się ostatniej części garderoby - skarpetek. Wiedziałem, że Jongup sam siebie wprowadza w cholerną torturę. Nie miałem okazji długo patrzeć na niego w całej okazałości, bo przed moimi oczami uda mężczyzny zanurzały się w powierzchni wody. Przejrzysta ciecz mimo wszystko zaburzała widoczność pewnych partii ciała. Moon nie kłopotał się tym, kiedy jego smukłe palce zacisnęły się na moich kostkach. Rozszalałe spojrzenie Koreańczyka pożerało każdy fragment mojej nagiej skóry, gdy on sam pokonał odległość między nami. Moje łydki znalazły się na udach mężczyzny, a jego dłoń przesunęła od mojej stopy przez całą nogę, aż po samo biodro. Jongup wiedział, że jest o krok od moich intymnych miejsc, a co za tym szło - pośladków, które nie ukrywając najbardziej go interesowały.
- Czy gdyby naprawdę bolało, to tak wiele osób bez skrupułów pieprzyłoby się cały czas, chłopcze? Skup się na tym, co najistotniejsze. - Moon nie kpił z tego, że jestem niedoświadczonym nastolatkiem. Mężczyzna jedynie wziął pod uwagę tą niewinność. Najzwyklejszą dziecięcą niewinność, która nie odstręczyła go, ale zachęciła, by posiąść ją. Rozpalała go myśl, że zniszczy coś nieodwrotnie; poplami swoimi zabrudzonymi łapskami. Dotykał czegoś świeżego; zabierał to dla siebie. Wprowadzał mnie w świat, w który mimo wszystko sam się wepchałem. Pierwszym ruchem Jongupa w tą stronę było ściśnięcie mojego pośladka. Przez jego myśli przemknęło, że nie mógł porównać młodej i jędrnej skóry z niczym innym. Podniecenie nim władało, nawet gdy jedynie dotykał mojego zgrabnego tyłka. Spierzchnięte usta Moon zacisnęły się, a kąciki ust uniosły w charakterystycznym geście, jakby pragnął onieśmielić mnie znacznie bardziej.
Rumieniec wkradł się na moje policzki, aż całą twarz zdobiła rozkoszna purpura. Nie oczekiwałem niczego delikatnego, nie, już od samego początku mogłem dostrzec prawdziwą naturę Moon. Tą część krzyczącą 'nie zbliżaj się do mnie', a ja i tak brnąłem w to głębiej, naiwnie się zakochując.
Pomimo tego wszystkiego, kiedy plecami przylgnąłem do twardego torsu granatowowłosego, skutecznie odczułem, że jego dłonie, choć w surowy sposób błądzące tak ukazujące mi pewną subtelność. - Hyung.. - rozgrzany oparłem głowę o zgłębienie jego szyi aż gorący oddech łaskotał policzek Jongupa. - Czy ty.. powstrzymujesz się?
Gdy przez kolejną wieczność torturował językiem jak i zębami moją szyję i łopatkę doprowadzając tym samym nas obu do szaleństwa, zorientowałem się, że nie uzyskałem odpowiedzi, a właściwie starszy zignorował skierowane do niego nieme pytanie. Moje biodra poderwały się, a ciche błagania i westchnienia powodowały, że Jongup wariował.
Trudno było ominąć twarde przyrodzenie mężczyzny, które uwierało dół moich pleców, choć zaczynałem myśleć, że Moon robił to specjalnie. Koreańczyk chciał doprowadzić mnie do takich samych rozszalałych odczuć, jakie i on odczuwał w tym momencie. Wiedziałem, że cały czas patrzy na mnie kątem oka, nawet kiedy jego usta były zajęte kolejnym naznaczaniem mojej krtani. Czułem, jak jego jabłko adama poruszyło się tuż przy moim uchu, a przełknięcie śliny było głośniejsze niż jakikolwiek dźwięk w pomieszczeniu. Silna dłoń Jongupa złapała za mój podbródek, odchyliła do tyłu całą głowę. Palce mężczyzny, na których dumnie widniały tatuaże, natrafiły na moją brodę, powolnie wędrując do dolnej wargi. - Ssij, najmocniej jak potrafisz.
Surowy ton przedarł się do świadomości, kiedy smukłe knykcie Moon były obejmowane moimi wargami. On chciał tego, wydawał jasne wskazówki, które przeradzały się w rozkazy. Jongup mógł poczuć, że sprawuje nade mną kontrolę i właśnie to napędzało go, by naprawdę działać dalej. Niemalże czarne oczy Moon błyszczały w pożądaniu. Wiedziałem, że w jego głowie znajduje się mnóstwo brudnych fantazji, gdy tylko widzi moje niewielkie usta zaciskające się na jego palcach. Skóra mężczyzny wręcz płonęła z rozgrzania, kiedy śledził każdy mój najdrobniejszy ruch. Jeszcze bardziej uzależniające było uczucie ssania, które Jongup wolałby zdecydowanie poczuć gdzie indziej.
Moje policzki momentalnie zapiekły i poczerwieniały, jeśli jeszcze bardziej to było możliwe. Moon w pewnym momencie warknął gardłowo, a jego palce zdecydowanie gdzieś zniknęły. Starszy naprowadził mnie, bym uniósł biodra nad wodę, a ja sam zacisnąłem palce na brzegu wanny, przytrzymując się. Jedna ręka Jongupa owinęła się w okół moich bioder, kiedy przyciągnął mnie znacznie bliżej siebie. Doskwierały mi spierzchnięte wargi, które uchyliły się, gdy tylko poczułem, jak mężczyzna dotyka mnie w intymnym miejscu. Masował moje wejście swoim nawilżonym opuszkiem, robiąc to sprawnie i nienagannie. Rozluźnienie mięśni stało się niezaprzeczalnie przyjemne, choć Jongup starał się działać szybko. Jego palce jeden po drugim znajdowały się we mnie, a ja starałem się nie tak mocno ściskać go swoimi mięśniami. Co można było poradzić, kiedy Koreańczyk dotykał mnie w ten zupełnie inny sposób? Docierał do miejsc, których nie udostępniało się byle komu.
Oddychałem przez lekko zaciśnięte usta, między nienaturalnym drganiem ciała, a utkwieniem na granicy wariactwa. Gorączkowo przycisnąłem policzek do jego obojczyka, czując nieznane mi dotąd uczucie dyskomfortu przecinającego się z rozpaleniem. Byłem podniecony, nie byłem w stanie zaprzeczyć, i być może chciałem, aby i on to czuł. - Jongup-ah.. powiedz mi, n-naghh, co mogę zrobić.. chcę by było ci dobrze, hyung.. ah! - niemalże krzyk wydostał się z mojego gardła, kiedy mężczyzna zgiął palce we mnie. Łapczywie nabrałem powietrza mając wrażenie, że kolana uginają się pode mną a na ustach Jongupa pojawił się niebezpieczny uśmiech, jednakże najbardziej uzależniający.
- Sprawisz mi wystarczającą przyjemność jedynie mi się oddając. - Mężczyzna mimo swoich słów złapał za jedną z moich dłoni. Poczułem, jak zanurzył moją rękę w wodzie, aż moje palce nie natrafiły na jego twardą męskość. Moon napawał się uzależniającym uczuciem zbliżenia, nie przyspieszając naszych wspólnych doznań. On przyspieszał jedynie wtedy, gdy balansował na granicy rozsądku, a zatracenia się w paraliżującym rozpaleniu. Drgnąłem spięty, ale i zafascynowany, kiedy mogłem dotknąć jego przyrodzenia. - Nie myśl o niczym. Rozluźnij się na tyle, bym mógł cały zmieścić się w tobie. Chyba potrafisz ocenić, że to cholerne wyzwanie.
Długie palce Jongupa dotykały wrażliwych miejsc, przysparzając mi jedynie zalążek uczucia, które miało być jednym z największych uniesień. Rozciągał mnie w taki sposób, jakiego nawet nie mogłem sobie wyobrażać. Wiedział co robić, a to dawało pewne odczucie bezpieczeństwa. Poznawanie dziewiczego ciała było dla niego fascynujące i nawet samo dotykanie mnie sprawiało Moon przyjemność. Jednocześnie chciał zatrzeć ten krok, który dzielił mężczyznę od odczucia tego, na co naprawdę czekał. Nie mógł czekać - wyciągnął wszystkie palce po kolei, opuszczając przygotowane na coś znacznie większego mięśnie. - Kurwa, zaraz zwariuję.
I naprawdę w tamtej chwili tego chciałem ; chciałem spełnić jego niemą prośbę, żeby móc zadziałać na niego, jednocześnie samemu pozwalając na zatraceniu się w nim, w tych hebanowych tęczówkach.
Główka twardej męskości otarła się o moje wejście, niepewnie dałem dłonie na brzeg wanny po obu stronach, nieuchronnie przeczuwając bolesny, zbliżający się początek. - Po prostu.. to zrób, nagh..
Nieco szybciej niż zamierzał, Jongup pchnął biodrami przez co wydusił ze mnie kilka głośniejszych stęknięć a jego penis znalazł się we mnie niemalże cały. Z trudem złapałem oddech, kiedy po chwili trwającej dla nas jak wieczność docisnął się głębiej, aż moje napięte pośladki zderzyły się z pachwinami mężczyzny.
Moon odchylił nachalnie głowę do tyłu, czując tak cholernie satysfakcjonujące go uczucie. Był chciwy, pragnąc więcej i więcej. Wiedziałem, że powstrzymywał się do tej pory, tylko dlatego, że ja byłem niedoświadczony. Mężczyzna zadbał o moją delikatność. Delikatność, na którą nie miałem wpływu. Myśli, przeróżne rzeczy zaprzątały nasze głowy, choć to Moon potrafił się z tego wyrwać, by w końcu pokazać mi na co go stać. Jego penis wbił się w moje wnętrze, lecz odczułem to dopiero kiedy biodra Jongupa poruszyły się pewnie. Z każdym wysunięciem jego pachwiny i tak przylegały do mojego tyłka. Na początku stykały się na długie sekundy, żeby później jedynie niewidocznie ocierały się o siebie. Chwilami Moon tracił zahamowania, uderzając swoimi wystającymi kościami biodrowymi o moje pośladki. - Nie opuszczaj bioder, lecz zdaj się jedynie na swój instynkt.. Cholera. Poczujesz kurewską przyjemność.
Oddech Jongupa zahaczał o mój kark, a jego nieobecny wzrok utkwił w mojej twarzy. Karmił swoje podniecenie każdą moją reakcją. Słysząc jego nierówny oddech, jak i chaotycznie rzucane przekleństwa, dawał mi do zrozumienia, że i on zatracił się w tym stosunku. I choć Moon zapragnął w tym momencie pieprzyć mnie z całych sił, tak ustąpił. Dał mi czas, by pokazać, co tak naprawdę powinno nazwać się seksem. Zadbał o to, bym nie żałował jednego z pierwszych takich doświadczeń, choć jednocześnie pokazał jakąś część swojego zachłannego charakteru.
Posłuchałem jego ostrych wskazówek, tym samym nie opuszczając bioder nawet jeśli chwilami, nie potrafiłem utrzymać równowagi przez zbyt mocne pchnięcia bioder mężczyzny. Czułem go w sobie namacalnie, jak rozrywał mnie od środka, a mi podobała się ta przyjemność, która nastąpiła tuż zaraz po paraliżującym bólu rozciągania. Nabierałem łapczywie powietrza, mokre palce ześlizgiwały się z brzegów wanny, a ja sam traciłem kontrolę nad własnym ciałem. W dodatku jego usta co chwilę zahaczały o płatek mojego ucha, dreszcze przebiegły wzdłuż mojego kręgosłupa, a oddech stał się cięższy. Szeptał niemalże drżącym głosem, bym nie powstrzymywał tych wszystkich odgłosów przyjemności, bym pokazał mu jak bardzo mi się to podoba, jak bardzo podoba mi się, kiedy jest we mnie.
Odchyliłem gwałtownie głowę do tyłu, a urywane jęki i pojedyncze stęknięcia wydostały się spomiędzy moich uchylonych warg, mimowolnie sam naparłem na jego twardego penisa. Moje biodra poruszały się wraz z rytmem jego pchnięć, lecz nie opuściłem ich, chłonąc całym sobą rozkosz, rozkosz i torturę zapowiadającą coś, czego nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Z Moon Jongupem, mężczyzną, który zamącił mi w głowie tworząc jeden wielki mętlik i chaos, niepoukładane myśli plączące się i utrudniające mi w logicznym wypowiadzeniu kolejnych słów. - Jongup, ja..
Zduszone jęki wypełniły pomieszczenie, w akompaniamencie rwącego oddechu Moon, kilku mokrych muśnięć w okolicy karku, chlupotu letniej już wody. To było niewyobrażalne uczucie nawet dla samego Jongupa, który nie mógł oprzeć się dalszym pchnięciom. Zęby mężczyzny zacisnęły się na moim płatku ucha, doprowadzając mnie do istnego szaleństwa. Moon wiedział, że moje pośladki zaczerwieniły się i szczypały od wielokrotnego uderzania w nie biodrami. W końcu był profesjonalistą, jak mogłem się przekonać pod każdym względem. - Zelo.. Nie powstrzymuj się.
Czułem, jak jego dłoń wtargnęła na moje pachwiny, będąc tak blisko intymnych miejsc. Złapał zdecydowanie mojego członka, a jego silne palce niemal boleśnie dotknęły spragnionej części ciała. Nie wiedziałem, że silne podniecenie będzie sprawiało ból, który był jednocześnie zalążkiem przyjemności. Kciuk Moon natarczywie naparł na czubek mojego przyrodzenia, które nie mogło się równać z jego sporym rozmiarem. Mężczyzna wiedział co robić, by zadawać z sekundy na sekundę, jeszcze bardziej zatracające doznania. Warknięcia Jongupa były jedynie dowodem na to, że nie tylko ja mogłem to poczuć.
Koreańczyk wepchnął swojego penisa po raz kolejny w ciasne wejście, a jego główka odnalazła wcześniej nieznane czułe miejsce. Moon umyślnie uderzał w moją prostatę, a gromadzące się uczucia sprawiły mi pierwsze prawdziwe spełnienie. On mógł usłyszeć jedynie bezwstydne jęki, których nie dało się skontrolować w czasie tak silnej dawki błogostanu. Moje nasienie ściekło po palcach Jongupa, lecz ten nie zatrzymał swoich pchnięć, dążąc ku własnej przyjemności. I choć było to możliwie samolubne, to mężczyzna wykonywał nachalne ruchy tak długo, aż moje mięśnie nie ścisnęły go wystarczająco mocno. Wiedziałem, że osiągnął orgazm, ponieważ lepka sperma Moon zapełniła moje wnętrze. Spuścił się we mnie tak intensywnie, że nadmiar nasienia zaczął ściekać po moich udach.
Oddech Jongupa w pewnym momencie przestał drażnić moją skórę
Pokusa uchwycenia tego momentu stała się dla mnie pewnym priorytetem, dlatego też między rozszalałym uspokojeniem własnego oddechu, bezceremonialnie wpatrywałem się w niego. Zmarszczka między brwiami Jongupa pogłębiła się w momencie, kiedy jego spojrzenie skrzyżowało się z moim. Najwyraźniej doskonale zdawał sobie sprawę, że go obserwuję. Powoli opuszczając biodra do chłodnej już wody, zagryzłem wargi czując, jak moje ciało drętwieje z wyczerpania.
Jongup nie odezwał się już, jedynie patrzył i analizował, a jego wyraz twarzy zdawał się powrócić do pierwostanu. Chłodne rysy i delikatnie zaciśnięte usta, następnie ciche westchnienie wypuszczane spomiędzy jego warg. Możliwie zdawał sobie sprawę jak daleko pozwolił sprawie się rozwinąć, jednak z całą pewnością Moon nie należał do osób odczuwających wyrzuty sumienia, wiedziałem o tym nawet ja.
Lecz nic nie potrafiłem zaradzić temu, że w dalszym ciągu nie mogłem oprzeć się tajemniczemu mężczyźnie.


Tej nocy nie byłem już z pełna rozumu, a moja świadomość uleciała gdzieś bardzo szybko. Mężczyzna zajął się całą sprawą, bo nawet nie wiedzieć kiedy moje nagie ciało znalazło się na wygodnym posłaniu. Jongup dopilnował, bym znalazł się w łóżku, samemu mnie do niego zanosząc, a jego arogancki uśmiech był niemal wyczuwalny na chłodnej skórze. Moon po raz ostatni przesunął palcami po moim boku w towarzyszącym temu półmroku.
Jongup stał przed oknem, z którego padały jedynie łuny księżyca. Jego twarz oświetlił jedynie ekran telefonu, a kolejno wybrany numer, miał zostać zwieńczeniem jego wieczoru. Komórka znalazła się przy uchu Moon, kiedy uniesione w górę kąciki ust ani na moment nie opadły. Sygnał nie urywał się, do momentu aż połączenie zostało zatwierdzone. Oddech mężczyzny był głośniejszy od tego dźwięku.
- To jeszcze nie czas na sen. Mam dużo planów do przeanalizowania w swoim biurze.


Była dziesiąta późnym wieczorem, gdy Himchan zarządził zakończenie wyciskającego siódme poty treningu. Bardzo nie na rękę, szczególnie jeśli dzień wcześniej przeżyło się tak intensywny, pierwszy raz z jednym z członków Matoki przez co na treningu pokazało się swoją bezwartościowość. Jakkolwiek beznadziejnie przebiegły ćwiczenia - Himchan nie skomentował tego. Tylko patrzył. A ja miałem wrażenie, że spalę się ze wstydu przez wypalające moje ciało spojrzenie ciemnych oczu.
Ćwiczenia odbyły się w innym miejscu niż w hangarze, parę kilometrów wgłąb miasta, miejscu wynajętym przez Yongguka, niekoniecznie bezpiecznym. W czasie, gdy ja kulałem, będąc całkowicie wyczerpanym, Himchan i Daehyun mknęli przodem. Czułem coraz większy ból, który nasilał się z gwałtowniejszym krokiem. A dwójka Koreańczyków zdawała się przeczuwać, że coś jest nie tak od samego początku.
- W takim tempie dotarłbym do hangaru dopiero w przyszłym tygodniu. - Komentarz Himchana nie był głośny, lecz to i tak wystarczyło, by dało się to usłyszeć. - Powinieneś stawiać obowiązki ponad przyjemności.
Daehyun w tym momencie potrząsnął głową, rozglądając się dokoła. Dopiero wtedy spostrzegł, że jestem gdzieś daleko za nimi, nie bardzo radząc sobie z utrzymaniem odpowiedniego tempa. Głos Jung był przepełniony zmartwieniem, a świecące tęczówki prześledziły moją sylwetkę. - Zelo, poradzisz sobie? Pomogę ci, żebyśmy szybciej znaleźli się na miejscu.
Spojrzałem z wdzięcznością na Daehyuna, kiedy ten zwolnił i objął mnie ramieniem, ale wtedy coś mignęło przed nami. Z obawą patrzyłem w tamto miejsce, aż Himchan nie zatrzymał się i gwałtownie nie obrócił głowy. Wyczuł to równie szybko.
- Himchan - Jung chciał coś powiedzieć, jednak pierwszy z napastników zaatakował. Kim otworzył szerzej oczy, wtedy pojawiło się dwóch następnych. W ostatniej chwili zrobiłem zamaszysty krok w tył przez co potknąłem się i upadłem na beton z jękiem bólu. Daehyun został obezwładniony od tyłu, natomiast Himchan wymierzył butem w goleń zamaskowanego Azjaty, by ten runął na trawnik.
Szybko sięgnąłem dłonią, kiedy drugi chciał pomóc przy przytrzymaniu szarpiącego się Jung, po czym wbiłem paznokcie w jego kostkę, a ten z gniewnym sykiem przewrócił się tuż przy mnie. Wtedy spluwa została przeze mnie przyłożona do jego skroni.
Daehyun wyswobodził swoje ręce z uścisku napastnika, a palce obu dłoni zacisnął na jego przedramieniu. Był szybki, ponieważ z sprawnością przerzucił mężczyznę przez swoje ramię, tak aż ten uderzył całym swoim ciałem o ziemię. Kiedy każdy mógł zająć się jednym zagrażającym osobnikiem, to szanse były wyrównane.
Azjata, którym zajął się Himchan starał się zaatakować, wyciągając nóż. Kim był szybszy, ponieważ uderzył tyłem pistoletu w szczękę przeciwnika. Ten wydał z siebie zbolały krzyk, lecz Himchan i tak działał dalej. Złapał za jego kark, niemal go skręcając, pozbawiając tym bezwartościowego życia. Trzeba było zadziałać o wiele szybciej, niż wrogo nastawieni szpiedzy. Nie wiadomo, czy zwycięstwo nad nimi to sprawka zwykłego szczęścia, czy może profesjonalności grupy.

Kolejny jęk zwiastujący ból, przepełnił cały hangar, gdy tylko związane ciało zostało rzucone do stóp Yongguka. Przywódca Matoki patrzył, jak Himchan przyniósł mu coś na kształt zakładnika; skrępowany mężczyzna okazał się dowodzić w niewielkiej pokonanej grupce. Był to napastnik, którego zgodzili się nie zabić, a raczej zrobić sobie z niego małe trofeum. Drwił z tego, że ktokolwiek chciał się z nimi mierzyć.
Bang zmarszczył lekko czoło, unosząc jedną brew ku górze. Głos Koreańczyka był przepełniony kpiną, a cień arogancji wkradł się na jego twarz. - Co to ma znaczyć?
Kim uśmiechnął się nikle na to retoryczne pytanie lidera grupy, butem dotykając obezwładnionego ciała. Daehyun znalazł się tuż przy nich, wymieniając z mężczyznami pojedyncze spojrzenia. - Nie wiemy, jak długo nas obserwowali. Czy to możliwe, że śledzili nas od początku?
- Biorąc pod uwagę bezszelestność mogli nie być zwykłymi nieudacznikami. - sprostował Kim, przenosząc powoli wzrok na mnie co spowodowało, że cofnąłem się o krok, obolały. Sygnalizował coś? - Pojawili się znikąd, jednocześnie wiedząc, gdzie będziemy.
Yongguk zaczął przemierzać hangar nerwowym krokiem. - Sprawa zdaje się być poważna.
- To nie są żarty. - odezwał się Daehyun, patrząc na obu młodych mężczyzn. Wątpliwość w jego oczach wcale nie dziwiła ich, znali jego zdanie na ten burzliwy temat. - Naprawdę ktoś nam zagraża. Najpierw porwanie Youngjae, potem atak na mnie i Zelo, teraz to. Jeśli nie dowiemy się kto stoi za tymi atakami kto wie ile jeszcze wytrzymamy?
Czułem się gorzej, niż parę godzin temu, kiedy to przez ból nie potrafiłem przejść przez trening. Oni naprawdę starali się temu zapobiec, lecz wciąż pojawiał się ktoś, kto był o krok przed nami. I między tym całym szaleństwem Jongup ponownie zdawał się wyparować.
Kroki roznoszące się echem w całym wielkim pomieszczeniu, praktycznie od razu przykuły uwagę wszystkich. Trzech mężczyzn, prowadzących żywą dyskusję, jak i rzucających dość pobłażliwe komentarze, umilkło, gdy zobaczyli znajomego Koreańczyka. Granatowowłosy przemierzał hangar, zmierzając właśnie w ich stronę. Możliwe, że starałbym się to zignorować, gdyby nie fakt, że Moon posłał mi długie, jak i przesycone jego własnymi myślami spojrzenie. Jego tęczówki wywierały presję, przypominając każde wczorajszą chwilę. Mężczyzna wiedział, że to zadziała, a każdym takim kolejnym ruchem przypominał mi o sobie samym. To był ten sam Jongup, który był przyczyną dzisiejszego bólu. Ten sam Jongup z poprzedniej nocy.
Tak samo szybko opuściło mnie dziwne uczucie jego niemalże czarnych tęczówek na sobie. Moon wyciągnął niewielki nóż, a jego ciało nachyliło się nad zakładnikiem. Ostrze przecięło wszystkie sznury, jakimi był związany mężczyzna - wyswobodził jego nadgarstki i kostki.
Daehyun otworzył usta, Himchan zrobił krok w stronę Jongupa, jak gdyby obawiając się czegoś, a twarz Yongguka pozostawała nieugięta. Tylko ja nie rozumiałem, co starszy zamierzał, bo jego postawa zdawała się być niepozorna.
- Jongup-ah..
Ale on nie zaszczycił mnie już ani jednym spojrzeniem. Wydawało mi się przez moment, że napastnik uznał to za swoją szansę, bo w momencie zaczął się czołgać, nieświadomie w moją stronę, a ja mimowolnie zadrżałem.
Moon nie pozwolił zakładnikowi dostać się gdziekolwiek dalej. Usilnie przygniótł ciało mężczyzny ciężkim butem, jakby chciał zrównać go z poziomem podłogi. Jednak to był dopiero początek, ponieważ Jongup szarpnął za ubrania Azjaty, podciągając go do góry. Napastnik klęczał, kiedy Moon nadal go przytrzymywał. Zrobił to boleśnie. Kopnął jeszcze przed chwilą skrępowanego w brzuch, aż ten zaczął się dusić. Jongup bił go po twarzy, przewracał na ziemię. Mężczyzna pluł krwią, lecz to nie powstrzymało Koreańczyka przed katowaniem go. Moon wykręcił mu ramię, uderzył bokiem pistoletu w czaszkę torturowanego, a dziwnym było, że ten nie stracił przytomności. Gdy mężczyzna nie miał już siły, żeby się podnieść Jongup zaczął bić go swoją pięścią bez opamiętania. Jego spojrzenie było nieobecne, a dźwięk złamanej kości nie mógł brzmieć paskudniej od tego. Nie mówiąc już o tym, że każda dawka bólu sprawiała, że napastnik najzwyczajniej krzyczał, jednocześnie dławiąc się powietrzem.
Moje oczy rozszerzyły się w oczywistym przerażeniu, a pisk, który wydostał się z moich ust od razu zasygnalizował pozostałej trójce, by otrząsnąć się z szoku. Daehyun drgnął a spomiędzy jego warg dało się słyszeć szept, na który przytaknął tylko Himchan.
Poturbowane ciało wydawało się bezwładne, a Jongup wbił swój niewielki nóż obok jego głowy. Nie wyglądało na to, żeby ten mężczyzna miał jakiekolwiek szanse, by to przeżyć. Koreańczyk i tak, gdy tylko podniósł się do pionu, kopnął po raz kolejny zmasakrowaną sylwetkę.
Wpadłem na niewielki stolik, łapiąc z trudem oddech ; wargi wykrzywiły się z obrzydzenia i strachu, długo nie potrafiłem zebrać się, by cokolwiek powiedzieć, powstrzymać szalonego mężczyznę. Himchan podszedł do Jongupa, z nadzwyczajną surowością w tonie głosu cedząc. - Dosyć.
Obłąkany wzrok Moon rozmył się wraz z moim przymknięciem oczu, w hangarze rozbrzmiała cisza przerywana jedynie głośnym oddechem granatowowłosego.
Wkrótce po tym mężczyzna opuścił pomieszczenie, a Yonggukowi przypadło pozbycie się niemal nieżyjącego, konającego napastnika. Byłem pewien, że coś stało za tak innym zachowaniem Moon Jongupa.
Niepokoiła mnie ta świadomość coraz bardziej.


Wraz z minionym stresującym dniem, nie trudno było zgadnąć, że mężczyzna, o którym nie mogłem przestać myśleć, z łatwością mnie unikał. Nie pojawiał się w mieszkaniu, wpadał na parę chwil zamykając się w gabinecie, gdy brałem prysznic. Ból dolnych partii ustępował, co dało mi odczuć, że wraz z jego odejściem, moje wspomnienia dotyczące stosunku namacalnie znikną. Nie chciałem o tym zapomnieć, a to, że Jongup nawet na mnie nie spojrzał wcale nie ułatwiało całej tej absurdalnej sytuacji.
Kiedy uważałem, że pomiędzy poruszeniem w hangarze będę w stanie w końcu porozmawiać z mężczyzną, ubiegł mnie w tym Himchan. Przynajmniej Jongup był spokojniejszy.
Mężczyzna stał na przeciwko Kim, mając opanowany wyraz twarzy. Nie robił zbyt wielkiego zamieszania w okół siebie, jednak, coś sprowokowało Himchana, by do niego podejść. Czarnowłosy był profesjonalistą; nie ukazywał emocji, choć ostatnio kpiący ton głosu nie opuszczał go na krok. Tak samo było i tym razem.
- No proszę, Moon Jongup. - Kąciki ust Kim drgnęły tylko delikatnie ku górze, gdy ten obserwował Koreańczyka o granatowych włosach. - Wygląda na to, że się uspokoiłeś. Wystarczyło do tego, jedynie zaliczenie niewinnego dzieciaka? Nie próżnujesz. Ilu jeszcze masz zamiar dołączyć do swojej kolekcji?
- Odważ się na jeszcze jedno słowo. - Moon warknął, podrywając się z miejsca. Znalazł się naprawdę blisko Himchana, wyciągając zza pleców nóż. Ostrze zostało niemalże przywarte do krtani mężczyzny, a oczy Jongupa cały czas utrzymywały swój kontakt wzrokowy. To była groźba; Koreańczyk nigdy nie żartował. Zbłąkany uśmiech nawet wtedy nie schodził z warg Moon, uwielbiał ten przedsmak.
Kim nie wykonał już żadnego ruchu, co Koreańczyk o granatowych włosach uznał za małe zwycięstwo. Po kilku dłużących się sekundach, odsunął ostre narzędzie od szyi Himchana, a jego ciało zwinnie się odsunęło. Jongup machnął jedynie ręką chowając tym samym nóż i odchodząc w przeciwnym kierunku. Wzrok czarnowłosego śledził oddalającą się sylwetkę. Spojrzał przez ramię na Moon, do momentu aż ten naprawdę nie zniknął z jego pola widzenia.
Daehyun rozsiadł się wygodnie na kanapie, będąc świadkiem całego zajścia. Wywrócił oczami, widząc takie zachowanie Jongupa. Być może właśnie relaksowałby się dalej, co skończyłoby się na zwyczajowym sięgnięciu po alkohol, lecz coś odwróciło jego uwagę. Był bezradny, a wibracja w jego kieszeni wcale w tym nie pomogła.
Szybkie zerknięcie na ekran komórki. Podgląd wiadomości zaszokował Jung bardziej, niż samo odczytanie jej. Numer zablokowany. Kolejne słowa plątały mu się w głowie, a ich sens rozbrzmiewał niemalże echem. Jego umysł nawet nie chciał tego przyswoić i jego umysł nawet nie dopuścił takiej myśli, że to mógłby być kolejny fałszywy alarm. Daehyun nie pomyślał, że to wszystko było zbyt nagłe. Niemalże od razu zerwał się na równe nogi, a jego oczy rozszerzyły się. Denerwował się.
Drżące palce Jung prawie wypuściły telefon z dłoni, a na podświetlonym fragmencie była jedna wyraźna wskazówka. Nie zagłębiał się w szczegóły. Liczyła się dla niego jedynie podana w wiadomości godzina i zdjęcie Youngjae. Zdjęcie, które mówiło mu, gdzie ten mógł się właśnie znajdować. Nie czekał, bo tak naprawdę nie mógł przepuścić okazji odnalezienia ukochanej osoby. Daehyun najzwyczajniej wybiegł z hangaru, tak szybko, jak tylko pozwalały mu siły. Nie potrafił zmarnować czasu.
W chwili, kiedy chciałem pójść za Jongupem i wyjaśnić całe zaistniałe nieporozumienie, skonfrontować z unikaniem mnie świadomie dostrzegłem, jak Daehyun bez żadnego słowa biegnie w kierunku wyjścia. Nie rozumiałem co się dzieje, ani skąd ten pośpiech odbił się w jego tęczówkach. Wszystko było niepewne, nawet impulsywne podążenie za nim. Obawa tliła się gdzieś w moim umyśle a drżąca dłoń sięgnęła po broń oraz niewielki nóż, który towarzyszył mi niemal od początku. Obawiałem się przede wszystkim pułapki, tego, że obaj możemy w każdej chwili paść ofiarami zasadzki.
Dogoniłem go i przystanąłem, ulica była mi całkiem obca, lecz Daehyun poruszał się po niej, jakby znał ją na pamięć.
Jung skręcił w jeszcze jedną ciasną uliczkę, tak samo w kolejną i kolejną. Ta droga wydawała się nie mieć dla niego końca, aż nie znalazł się tam.
Otwarty kontener nie był przypadkowy. Dokoła walały się śmieci, przepełnione worki. Nikt tak naprawdę nie zaglądałby do tego miejsca. W środku wielkiego blaszanego pojemnika na samym dnie - on tam naprawdę był. Daehyun wydusił z siebie zbolały szloch, ponieważ nie potrafił szczerze opisać uczuć na widok Youngjae. Natychmiastowo wyciągnął wycieńczone i zbolałe ciało z kontenera, w rozpaczy przyciskając go do swojej piersi. Yoo żył, a ta informacja wystarczyła, by Daehyun pozwolił łzom swobodnie spływać po jego policzkach. Nie myślał wtedy o niczym innym, jak wtulenie Youngjae w siebie i zabranie go w bezpieczne miejsce. Trzymając w ramionach osłabione ciało ukochanego, Jung ruszył przed siebie, by jak najszybciej znaleźć się w hangarze. Z dala od kogoś, kto tak naprawdę odebrał mu Yoo na niewyobrażalnie długi czas.
Ten moment przyprawił mnie o nieznane emocje, nieprzyjemne dreszcze biegnące po plecach. Wciąż nie mogłem uwierzyć w to, że Daehyun właśnie odnalazł żyjącego chłopaka, jak gdyby nigdy nic. Czy przyczyniła się do tego wiadomość, którą otrzymał krótko przed wybiegnięciem z hangaru? Czy ktoś znów bawił się jego słabą psychiką i uczuciami, po tak wielu próbach odszukania Yoo zwyczajnie podstawiając mu go pod nos?
Znacząco drgnąłem, gdy odrętwienie wprawiło mnie w stan poddenerwowania i narastającego lęku. Być może tego przyczyną okazała się być ciemna sylwetka zmierzająca przeciwnym zaułkiem, lecz spokojnym krokiem, jak gdyby niemo nawołująca do śledzenia go. Nie miałem żadnych wątpliwości, kim okazał się być mężczyzna ubrany w skórzaną kurtkę.
Co Himchan tutaj robił? Czy był zamieszany w tą całą sprawę? Z chwilą, kiedy niepewnie podążyłem za nim, zacząłem szczerze wątpić w jego szczere intencje. Nie wiedziałem co mną kierowało, by snuć takie przypuszczenia, w dodatku, gdyby reszta Matoki to usłyszała.. co mogliby sobie o nim pomyśleć? Tak wiele pytań kłębiących się w głowie naprawdę niczego nie ułatwiała, namnażały się tylko kolejne pytania i wątpliwości. Upychając w swój pas pistolet, a nóż przechowując w swoim rękawku, dogoniłem go. Odnosiłem w pewnym momencie nawet wrażenie, że Kim Himchan zdawał sobie sprawę z mojej obecności, bezczelnej próby oskarżenia i śledzenia go bez żadnego dowodu. Gdy przechylił głowę, niewyraźnie dostrzegłem poprzez mrok, jak kącik jego ust unosi się ku górze, a następnie zniknął za najbliższą alejką.
Zdezorientowany i zmieszany znalazłem się tam, nerwowo rozglądając, lecz nie było ani śladu po mężczyźnie; tylko unoszący się w powietrzu zapach silnych perfum wydawał się alarmować mnie, że był tu jeszcze przed ulotną chwilą.
Zrobiłem krok w głąb alejki, lecz to nie było dobre posunięcie. Za moimi plecami stanął mężczyzna, który sprawnie przyparł mnie do muru. Moja klatka piersiowa nacisnęła na ścianę budynku, kiedy Himchan obezwładnił mnie. Trzymał w jednej dłoni pistolet, tak jakby chciał mi nim zagrozić. Silny uścisk mężczyzny był odczuwalny na moim nadgarstku, który został przyciśnięty do twardej powierzchni. To było uczucie jakbym po raz kolejny miał przystawioną lufę do skroni. Kim był sprytniejszy, potrafiąc mnie unieruchomić. A może miał taki zamiar od samego początku? - Czego się spodziewałeś, Zelo?
Kropelki potu pojawiły się na moim czole, gdy z trudem obróciłem głowę w bok i zwyczajnie czekałem, nie opierając się silnemu uściskowi ramion i palców. Mając tą cichą nadzieję, że to zły sen, a członek Matoki wcale nie mierzy we mnie bronią jak w najgorszego wroga. Zacisnąłem lekko powieki. - Nie jestem.. w stanie odpowiedzieć ci na to pytanie, sam nie wiem czego szukałem.
Dłoń mężczyzny wsunęła się pod moją koszulkę, by wyciągnąć umieszczony w pasie pistolet. Przez moment poczułem jego chłodne palce na skórze. Himchan zabrał mi broń, przeszukując nadal; czy przypadkiem nie mam więcej uzbrojenia. Zacząłem się stresować, myśląc, że Kim poszukuje noża, który był ostatnim, co posiadałem. Sprawdzał tak długo moje kieszenie, aż w końcu ustąpił. Odsunął się, najwyraźniej osiągając swój cel.
Mój wzrok padł na jednego z członków grupy, mierząc całą jego sylwetkę. Himchan oddalił się zwinnie i szybko, tonąc w mroku i chowając się w cieniu, tak by przemknąć niezauważonym. Kompletnie zniknął, jakby potrafił rozpłynąć się w powietrzu.
Wtedy odetchnąłem, dziwnie poruszony zaistniałą sytuacją, a nóż jak na zawołanie pojawił się w mojej dłoni. Czułem bezsilność i zatrważająco zdałem sobie sprawę, że szykuje się coś wielkiego, czego nikt nie jest w stanie zatrzymać.
Oprzytomniałem jedynie w momencie, kiedy zbyt mocno zacisnąłem dłoń na ostrym nożu i pokaleczyłem sobie wierzch oraz palce, a kilka kropel krwi skapnęło na beton.