piątek, 26 maja 2017

Le noir : And you disappeared [8]




8/10

Oczywiście, że rozmowa z Daehyunem w jakimś aspekcie wsparła mnie na duchu. Może tego potrzebowałem, sprowadzenia na ziemię, kilka znaczących słów, chwil słabości i spojrzeń. Zapewnienia, że przecież Jongup jest osobą bez skazy, że on nie może okazać się zdrajcą dla własnych przyjaciół. Przyjaciół. Czy tak powinienem określić ich zażyłość? Wciąż odczuwałem namiastki tego, że jestem w tym wszystkim całkowicie nowy, jednocześnie potrafiąc tak wiele.
Więc może tak naprawdę.. czułem jedynie zdezorientowanie? Jakby między młotem, a kowadłem, ulotna chwila, kiedy prawdopodobnie będę musiał podjąć właściwszą decyzję. Miałem wątpliwości, te cholerne szkodniki gnieżdżące się gdzieś w moim umyśle i sercu.
Jedynie myśli o Moon Jongupie, jak o mężczyźnie, którego mógłbym pragnąć stwarzały pewne możliwości, te całkiem przyjemne kłujące uczucie w środku. Westchnąłem cicho, we frustracji szorując swoje ciało szybciej, gdy woda zaczynała powoli się ostudzać. Ostatnie wydarzenia wpłynęły na to, że nie miałem zbyt wielu okazji na chociażby porozmawianie z młodym Koreańczykiem. A może niewiele z tego pamiętałem?
Możliwe, że z myśli wyrwała mnie sama ich przyczyna. W końcu nie mogłem nie zauważyć Jongupa, który, jak gdyby nigdy nic przeszedł przez próg prowadzący do pomieszczenia. Chłodne powietrze wpadające zza uchylonych drzwi owinęło moje ciało, powodując dreszcze. Tak samo, jak wzrok mężczyzny, który zaraz po tym został utkwiony w wielkim i nieco zaparowanym lustrze. Przetarł dłonią gładką powierzchnię, w międzyczasie przyglądając się samemu sobie. - Zelo uwierz, że jestem pamiętliwym człowiekiem i nie uznaję bezceremonialnych obietnic.
Czułem, jakby jego tęczówki odbijające się w sporym zwierciadle, wlepione zostały w prost w moje ciało.
Jeśli tylko wytrzeźwieję i stanę się mniej żałosny to pragnę.. pragnę iść z tobą do łóżka, Jongup-ah.
Zdrętwiałem, w pewnym momencie nawet dłoń zanurzyła się w letniej wodzie pozostawiając mnie w osłupieniu i zażenowaniu, szybkiego bicia serca. Może właśnie w tej chwili mężczyzna stał się moją odpowiedzią na zadaną zagadkę sprzed chwili? Objąłem się szybko ramionami, czując jak łaskotanie w brzuchu staje się bezlitosne. Rzecz jasna, to były tylko i wyłącznie moje słowa. I.. chciałem tego, może impuls pchnął mnie w tym kierunku gwałtowniej.
Nie zorientowałem się, kiedy Moon zaczął otwierać się przede mną coraz bardziej, nieświadomie (lub świadomie) zbliżając się do mnie, mamiąc moje szczenięce serce.
Nie odpowiedziałem, zbyt długo zajęło mi podniesienie dolnej szczęki z powrotem na swoje miejsce, patrzyłem jedynie na niego, sprawiając wrażenie roztargnionego.
Jongup odwrócił się przodem do mnie, a jego spojrzenie zabłądziło gdzieś na mojej twarzy. Była to kwestia tylko kilku sekund, aż Koreańczyk znalazł się przy wysokiej wannie, opierając na jej brzegu swoją dłoń. To było jak nużąca się tortura, która nie mogła skończyć się w jednej krótkiej chwili. - Nawet jeśli nie powinienem sam się o to dopominać, to nalegam. Nalegam byś spełnił swoje słowa i oddał się w moje ręce.
Zachowanie mężczyzny było jednocześnie tak pasujące do jego postawy, a z drugiej strony odmienione. Jongup wyglądał, jakby wcześniej walczył z samym sobą, a teraz widziałem pewien błysk w jego oczach. Był to pewien impuls, który nadawał Moon innego charakteru. Tęczówki granatowłosego były nasiąknięte pożądliwością, skierowaną właśnie we mnie.
I nawet jeżeli moje ciche pragnienie oddania się mu tliło się gdzieś w moim umyśle, tak teraz pojawiła się obawa. Nie baw się mną. Zauważ mnie. Doceń. - Chcę tego. Byś dzisiejszego wieczoru zajął się mną, hyung. - i każdego innego. - Być może okaże się, że nie jestem taki bezużyteczny, ja.. szybko się uczę, dlatego.. daj mi szansę.
Mój lęk wzrósł do maksimum, kiedy spostrzegłem, że Moon bez słowa nachyla się i odkręca wodę, by napuścić gorącej. Może zauważył, że trzęsłem się pod wpływem ostygłej już wody?
Szum wody zagłuszył szybszy oddech Jongupa, który i tak wyczułem na własnej skórze. Ciało mężczyzny wydawało się opanowane, lecz w jego oczach cały czas widziałem szaleństwo. Jego nagła prośba świadczyła tylko o determinacji, choć może to tylko silne męskie podniecenie nie dawało mu spokoju? W tej chwili to nie wydawało się tak ważne, bo Moon dotknął palcami mojej młodzieńczej szczęki. Odkręcenie wody było tylko pretekstem, by znaleźć się bliżej mnie.
- Więc, czego nauczyłeś się do teraz? Wydaje mi się, że nadal jesteś jedynie chłopcem. - Choć mogłem przewidzieć jego zamiary, tak nagłym ruchem stało się dociśnięcie szorstkich warg mężczyzny do moich. Jongup patrzył na mnie, lecz to był tylko zalążek jego żądzy. Chaotycznie mnie całował, jakby to było coś, czego szczerze nie mógł dostać.
Uniosłem się nieco, niemal odrobinę wraz z towarzyszącym pluskiem wody. Mokrymi dłońmi przesunąłem po plecach mężczyzny, delektując się pewną wilgotnością jego warg. Sapnięcie powoli uciekło spomiędzy moich ust, gdy pomiędzy mokrym pocałunkiem wyszeptałem. - N-nauczyłem się między innymi doceniać każdy twój dotyk, bo obdarowałeś mnie nim naprawdę niewiele razy, hyung.
Błyszczące się czystą ciekawością i oczekiwaniem na więcej ciemne tęczówki uważnie śledziły każde otarcie naszych spragnionych ust. Niepewnie złapałem za guziki pomiętej koszuli Moon, dając mu tym wskazówkę, ukazując szczere chęci. - Proszę.. pozwól mi.
Byłem tylko chłopcem, który dłużej nie chciał nim być wraz ze sprawnym odpięciem większości guzików. Drżącą dłonią pociągnąłem mocniej za rąbek, urywając tym kilka ostatnich.
- Nawet nie pytaj o pozwolenie, Zelo. Powinieneś wiedzieć, że śmiało musisz sięgać po to, czego pragniesz. - Krtań mężczyzny zadrżała z zachrypniętego głosu, a gdzieś pomiędzy odrywaniem się ust od siebie, przemknął mi obraz mężczyzny. Od obojczyków ciągnęły się subtelne i drobne tatuaże, lecz tak naprawdę to zapowiedź obficie ozdobionej szyi. Do Moon pasowały tatuaże, które nie miały żadnego koloru; były czarne, aby kontrastowały z jego jasną skórą. Każdy z kolejnych wzorów miał osobną historię, a to wszystko nadawało tajemniczości mężczyźnie. Choć mogłem go dotknąć, to tak naprawdę nie dane mi było poznać go. Wraz z zsuwającą się koszulą z ramion, odkrywałem kolejne tatuaże, którym wcześniej nie przyglądałem się dokładnie. Ciemne linie ciągnęły się, aż po dłonie i palce Jongupa, które śmiało dotknęły mojej mokrej skóry. Usta Moon przesunęły się na moją niezarysowaną szczękę, jak i szyję. Wargi starszego kontrastowały z moim młodym ciałem, a każdy jego dotyk przepełniała fascynacja. Delektował się innym doznaniem, bo w końcu przekroczył wcześniejszą granicę. Umięśniona sylwetka Moon cała drżała i była moim kompletnym przeciwieństwem. Brzuch mężczyzny skrywały mięśnie, tak samo mocno odznaczające się biodra i pachwiny, których widok urywał się zaraz na brzegu spodni.
Przełknąłem z trudem w momencie, kiedy jego miękki język zawędrował po zgięciu mojej szyi a ja sam, gwałtownie wciągnąłem powietrze, czując rozchodzące się dreszcze. Stres przejął nade mną kontrolę, kiedy szczupłymi palcami odpiąłem zamek jego spodni a on, pośpiesznie zacisnął dłoń na moich dygoczących palcach i zsunął swoje spodnie. Przez jego nagły pośpiech również i bielizna opadła do kostek, a uwolniona erekcja wywołała na twarzy spazmy wstydu.
- H-hyung.. będzie bolało, prawda? Prawda, że będzie bolało..? - w panice pozwoliłem na dociśnięcie ust do skóry na mojej szyi, jakby w uspokajającym geście. Byłem niedoświadczony i głupi, co ja mogłem wiedzieć o intymnych kwestiach łóżkowych? Ratowała mnie jedynie szybka nauka, w końcu dość łatwo chwytałem pewne rzeczy, uczyłem się, co pozwoliło mi do tej pory przetrwać u boku Matoki.
Potrząsając nagle głową, odgoniłem stado niepowołanych myśli, blokujących mnie przed jakimkolwiek ruchem. Gorąca woda chwilę temu wypełniła wannę, a Jongup niezdarnie zakręcił kran mierząc mnie spojrzeniem. Byłem pewien, że przez ułamek sekundy było to zimne spojrzenie, dlatego strach szybko wprawił moje ciało w drganie.
Moon sam niechętnie odstąpił od mojego ciała, by wyplątać się z leżących u jego stóp spodni, a następnie pozbawić się ostatniej części garderoby - skarpetek. Wiedziałem, że Jongup sam siebie wprowadza w cholerną torturę. Nie miałem okazji długo patrzeć na niego w całej okazałości, bo przed moimi oczami uda mężczyzny zanurzały się w powierzchni wody. Przejrzysta ciecz mimo wszystko zaburzała widoczność pewnych partii ciała. Moon nie kłopotał się tym, kiedy jego smukłe palce zacisnęły się na moich kostkach. Rozszalałe spojrzenie Koreańczyka pożerało każdy fragment mojej nagiej skóry, gdy on sam pokonał odległość między nami. Moje łydki znalazły się na udach mężczyzny, a jego dłoń przesunęła od mojej stopy przez całą nogę, aż po samo biodro. Jongup wiedział, że jest o krok od moich intymnych miejsc, a co za tym szło - pośladków, które nie ukrywając najbardziej go interesowały.
- Czy gdyby naprawdę bolało, to tak wiele osób bez skrupułów pieprzyłoby się cały czas, chłopcze? Skup się na tym, co najistotniejsze. - Moon nie kpił z tego, że jestem niedoświadczonym nastolatkiem. Mężczyzna jedynie wziął pod uwagę tą niewinność. Najzwyklejszą dziecięcą niewinność, która nie odstręczyła go, ale zachęciła, by posiąść ją. Rozpalała go myśl, że zniszczy coś nieodwrotnie; poplami swoimi zabrudzonymi łapskami. Dotykał czegoś świeżego; zabierał to dla siebie. Wprowadzał mnie w świat, w który mimo wszystko sam się wepchałem. Pierwszym ruchem Jongupa w tą stronę było ściśnięcie mojego pośladka. Przez jego myśli przemknęło, że nie mógł porównać młodej i jędrnej skóry z niczym innym. Podniecenie nim władało, nawet gdy jedynie dotykał mojego zgrabnego tyłka. Spierzchnięte usta Moon zacisnęły się, a kąciki ust uniosły w charakterystycznym geście, jakby pragnął onieśmielić mnie znacznie bardziej.
Rumieniec wkradł się na moje policzki, aż całą twarz zdobiła rozkoszna purpura. Nie oczekiwałem niczego delikatnego, nie, już od samego początku mogłem dostrzec prawdziwą naturę Moon. Tą część krzyczącą 'nie zbliżaj się do mnie', a ja i tak brnąłem w to głębiej, naiwnie się zakochując.
Pomimo tego wszystkiego, kiedy plecami przylgnąłem do twardego torsu granatowowłosego, skutecznie odczułem, że jego dłonie, choć w surowy sposób błądzące tak ukazujące mi pewną subtelność. - Hyung.. - rozgrzany oparłem głowę o zgłębienie jego szyi aż gorący oddech łaskotał policzek Jongupa. - Czy ty.. powstrzymujesz się?
Gdy przez kolejną wieczność torturował językiem jak i zębami moją szyję i łopatkę doprowadzając tym samym nas obu do szaleństwa, zorientowałem się, że nie uzyskałem odpowiedzi, a właściwie starszy zignorował skierowane do niego nieme pytanie. Moje biodra poderwały się, a ciche błagania i westchnienia powodowały, że Jongup wariował.
Trudno było ominąć twarde przyrodzenie mężczyzny, które uwierało dół moich pleców, choć zaczynałem myśleć, że Moon robił to specjalnie. Koreańczyk chciał doprowadzić mnie do takich samych rozszalałych odczuć, jakie i on odczuwał w tym momencie. Wiedziałem, że cały czas patrzy na mnie kątem oka, nawet kiedy jego usta były zajęte kolejnym naznaczaniem mojej krtani. Czułem, jak jego jabłko adama poruszyło się tuż przy moim uchu, a przełknięcie śliny było głośniejsze niż jakikolwiek dźwięk w pomieszczeniu. Silna dłoń Jongupa złapała za mój podbródek, odchyliła do tyłu całą głowę. Palce mężczyzny, na których dumnie widniały tatuaże, natrafiły na moją brodę, powolnie wędrując do dolnej wargi. - Ssij, najmocniej jak potrafisz.
Surowy ton przedarł się do świadomości, kiedy smukłe knykcie Moon były obejmowane moimi wargami. On chciał tego, wydawał jasne wskazówki, które przeradzały się w rozkazy. Jongup mógł poczuć, że sprawuje nade mną kontrolę i właśnie to napędzało go, by naprawdę działać dalej. Niemalże czarne oczy Moon błyszczały w pożądaniu. Wiedziałem, że w jego głowie znajduje się mnóstwo brudnych fantazji, gdy tylko widzi moje niewielkie usta zaciskające się na jego palcach. Skóra mężczyzny wręcz płonęła z rozgrzania, kiedy śledził każdy mój najdrobniejszy ruch. Jeszcze bardziej uzależniające było uczucie ssania, które Jongup wolałby zdecydowanie poczuć gdzie indziej.
Moje policzki momentalnie zapiekły i poczerwieniały, jeśli jeszcze bardziej to było możliwe. Moon w pewnym momencie warknął gardłowo, a jego palce zdecydowanie gdzieś zniknęły. Starszy naprowadził mnie, bym uniósł biodra nad wodę, a ja sam zacisnąłem palce na brzegu wanny, przytrzymując się. Jedna ręka Jongupa owinęła się w okół moich bioder, kiedy przyciągnął mnie znacznie bliżej siebie. Doskwierały mi spierzchnięte wargi, które uchyliły się, gdy tylko poczułem, jak mężczyzna dotyka mnie w intymnym miejscu. Masował moje wejście swoim nawilżonym opuszkiem, robiąc to sprawnie i nienagannie. Rozluźnienie mięśni stało się niezaprzeczalnie przyjemne, choć Jongup starał się działać szybko. Jego palce jeden po drugim znajdowały się we mnie, a ja starałem się nie tak mocno ściskać go swoimi mięśniami. Co można było poradzić, kiedy Koreańczyk dotykał mnie w ten zupełnie inny sposób? Docierał do miejsc, których nie udostępniało się byle komu.
Oddychałem przez lekko zaciśnięte usta, między nienaturalnym drganiem ciała, a utkwieniem na granicy wariactwa. Gorączkowo przycisnąłem policzek do jego obojczyka, czując nieznane mi dotąd uczucie dyskomfortu przecinającego się z rozpaleniem. Byłem podniecony, nie byłem w stanie zaprzeczyć, i być może chciałem, aby i on to czuł. - Jongup-ah.. powiedz mi, n-naghh, co mogę zrobić.. chcę by było ci dobrze, hyung.. ah! - niemalże krzyk wydostał się z mojego gardła, kiedy mężczyzna zgiął palce we mnie. Łapczywie nabrałem powietrza mając wrażenie, że kolana uginają się pode mną a na ustach Jongupa pojawił się niebezpieczny uśmiech, jednakże najbardziej uzależniający.
- Sprawisz mi wystarczającą przyjemność jedynie mi się oddając. - Mężczyzna mimo swoich słów złapał za jedną z moich dłoni. Poczułem, jak zanurzył moją rękę w wodzie, aż moje palce nie natrafiły na jego twardą męskość. Moon napawał się uzależniającym uczuciem zbliżenia, nie przyspieszając naszych wspólnych doznań. On przyspieszał jedynie wtedy, gdy balansował na granicy rozsądku, a zatracenia się w paraliżującym rozpaleniu. Drgnąłem spięty, ale i zafascynowany, kiedy mogłem dotknąć jego przyrodzenia. - Nie myśl o niczym. Rozluźnij się na tyle, bym mógł cały zmieścić się w tobie. Chyba potrafisz ocenić, że to cholerne wyzwanie.
Długie palce Jongupa dotykały wrażliwych miejsc, przysparzając mi jedynie zalążek uczucia, które miało być jednym z największych uniesień. Rozciągał mnie w taki sposób, jakiego nawet nie mogłem sobie wyobrażać. Wiedział co robić, a to dawało pewne odczucie bezpieczeństwa. Poznawanie dziewiczego ciała było dla niego fascynujące i nawet samo dotykanie mnie sprawiało Moon przyjemność. Jednocześnie chciał zatrzeć ten krok, który dzielił mężczyznę od odczucia tego, na co naprawdę czekał. Nie mógł czekać - wyciągnął wszystkie palce po kolei, opuszczając przygotowane na coś znacznie większego mięśnie. - Kurwa, zaraz zwariuję.
I naprawdę w tamtej chwili tego chciałem ; chciałem spełnić jego niemą prośbę, żeby móc zadziałać na niego, jednocześnie samemu pozwalając na zatraceniu się w nim, w tych hebanowych tęczówkach.
Główka twardej męskości otarła się o moje wejście, niepewnie dałem dłonie na brzeg wanny po obu stronach, nieuchronnie przeczuwając bolesny, zbliżający się początek. - Po prostu.. to zrób, nagh..
Nieco szybciej niż zamierzał, Jongup pchnął biodrami przez co wydusił ze mnie kilka głośniejszych stęknięć a jego penis znalazł się we mnie niemalże cały. Z trudem złapałem oddech, kiedy po chwili trwającej dla nas jak wieczność docisnął się głębiej, aż moje napięte pośladki zderzyły się z pachwinami mężczyzny.
Moon odchylił nachalnie głowę do tyłu, czując tak cholernie satysfakcjonujące go uczucie. Był chciwy, pragnąc więcej i więcej. Wiedziałem, że powstrzymywał się do tej pory, tylko dlatego, że ja byłem niedoświadczony. Mężczyzna zadbał o moją delikatność. Delikatność, na którą nie miałem wpływu. Myśli, przeróżne rzeczy zaprzątały nasze głowy, choć to Moon potrafił się z tego wyrwać, by w końcu pokazać mi na co go stać. Jego penis wbił się w moje wnętrze, lecz odczułem to dopiero kiedy biodra Jongupa poruszyły się pewnie. Z każdym wysunięciem jego pachwiny i tak przylegały do mojego tyłka. Na początku stykały się na długie sekundy, żeby później jedynie niewidocznie ocierały się o siebie. Chwilami Moon tracił zahamowania, uderzając swoimi wystającymi kościami biodrowymi o moje pośladki. - Nie opuszczaj bioder, lecz zdaj się jedynie na swój instynkt.. Cholera. Poczujesz kurewską przyjemność.
Oddech Jongupa zahaczał o mój kark, a jego nieobecny wzrok utkwił w mojej twarzy. Karmił swoje podniecenie każdą moją reakcją. Słysząc jego nierówny oddech, jak i chaotycznie rzucane przekleństwa, dawał mi do zrozumienia, że i on zatracił się w tym stosunku. I choć Moon zapragnął w tym momencie pieprzyć mnie z całych sił, tak ustąpił. Dał mi czas, by pokazać, co tak naprawdę powinno nazwać się seksem. Zadbał o to, bym nie żałował jednego z pierwszych takich doświadczeń, choć jednocześnie pokazał jakąś część swojego zachłannego charakteru.
Posłuchałem jego ostrych wskazówek, tym samym nie opuszczając bioder nawet jeśli chwilami, nie potrafiłem utrzymać równowagi przez zbyt mocne pchnięcia bioder mężczyzny. Czułem go w sobie namacalnie, jak rozrywał mnie od środka, a mi podobała się ta przyjemność, która nastąpiła tuż zaraz po paraliżującym bólu rozciągania. Nabierałem łapczywie powietrza, mokre palce ześlizgiwały się z brzegów wanny, a ja sam traciłem kontrolę nad własnym ciałem. W dodatku jego usta co chwilę zahaczały o płatek mojego ucha, dreszcze przebiegły wzdłuż mojego kręgosłupa, a oddech stał się cięższy. Szeptał niemalże drżącym głosem, bym nie powstrzymywał tych wszystkich odgłosów przyjemności, bym pokazał mu jak bardzo mi się to podoba, jak bardzo podoba mi się, kiedy jest we mnie.
Odchyliłem gwałtownie głowę do tyłu, a urywane jęki i pojedyncze stęknięcia wydostały się spomiędzy moich uchylonych warg, mimowolnie sam naparłem na jego twardego penisa. Moje biodra poruszały się wraz z rytmem jego pchnięć, lecz nie opuściłem ich, chłonąc całym sobą rozkosz, rozkosz i torturę zapowiadającą coś, czego nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Z Moon Jongupem, mężczyzną, który zamącił mi w głowie tworząc jeden wielki mętlik i chaos, niepoukładane myśli plączące się i utrudniające mi w logicznym wypowiadzeniu kolejnych słów. - Jongup, ja..
Zduszone jęki wypełniły pomieszczenie, w akompaniamencie rwącego oddechu Moon, kilku mokrych muśnięć w okolicy karku, chlupotu letniej już wody. To było niewyobrażalne uczucie nawet dla samego Jongupa, który nie mógł oprzeć się dalszym pchnięciom. Zęby mężczyzny zacisnęły się na moim płatku ucha, doprowadzając mnie do istnego szaleństwa. Moon wiedział, że moje pośladki zaczerwieniły się i szczypały od wielokrotnego uderzania w nie biodrami. W końcu był profesjonalistą, jak mogłem się przekonać pod każdym względem. - Zelo.. Nie powstrzymuj się.
Czułem, jak jego dłoń wtargnęła na moje pachwiny, będąc tak blisko intymnych miejsc. Złapał zdecydowanie mojego członka, a jego silne palce niemal boleśnie dotknęły spragnionej części ciała. Nie wiedziałem, że silne podniecenie będzie sprawiało ból, który był jednocześnie zalążkiem przyjemności. Kciuk Moon natarczywie naparł na czubek mojego przyrodzenia, które nie mogło się równać z jego sporym rozmiarem. Mężczyzna wiedział co robić, by zadawać z sekundy na sekundę, jeszcze bardziej zatracające doznania. Warknięcia Jongupa były jedynie dowodem na to, że nie tylko ja mogłem to poczuć.
Koreańczyk wepchnął swojego penisa po raz kolejny w ciasne wejście, a jego główka odnalazła wcześniej nieznane czułe miejsce. Moon umyślnie uderzał w moją prostatę, a gromadzące się uczucia sprawiły mi pierwsze prawdziwe spełnienie. On mógł usłyszeć jedynie bezwstydne jęki, których nie dało się skontrolować w czasie tak silnej dawki błogostanu. Moje nasienie ściekło po palcach Jongupa, lecz ten nie zatrzymał swoich pchnięć, dążąc ku własnej przyjemności. I choć było to możliwie samolubne, to mężczyzna wykonywał nachalne ruchy tak długo, aż moje mięśnie nie ścisnęły go wystarczająco mocno. Wiedziałem, że osiągnął orgazm, ponieważ lepka sperma Moon zapełniła moje wnętrze. Spuścił się we mnie tak intensywnie, że nadmiar nasienia zaczął ściekać po moich udach.
Oddech Jongupa w pewnym momencie przestał drażnić moją skórę
Pokusa uchwycenia tego momentu stała się dla mnie pewnym priorytetem, dlatego też między rozszalałym uspokojeniem własnego oddechu, bezceremonialnie wpatrywałem się w niego. Zmarszczka między brwiami Jongupa pogłębiła się w momencie, kiedy jego spojrzenie skrzyżowało się z moim. Najwyraźniej doskonale zdawał sobie sprawę, że go obserwuję. Powoli opuszczając biodra do chłodnej już wody, zagryzłem wargi czując, jak moje ciało drętwieje z wyczerpania.
Jongup nie odezwał się już, jedynie patrzył i analizował, a jego wyraz twarzy zdawał się powrócić do pierwostanu. Chłodne rysy i delikatnie zaciśnięte usta, następnie ciche westchnienie wypuszczane spomiędzy jego warg. Możliwie zdawał sobie sprawę jak daleko pozwolił sprawie się rozwinąć, jednak z całą pewnością Moon nie należał do osób odczuwających wyrzuty sumienia, wiedziałem o tym nawet ja.
Lecz nic nie potrafiłem zaradzić temu, że w dalszym ciągu nie mogłem oprzeć się tajemniczemu mężczyźnie.


Tej nocy nie byłem już z pełna rozumu, a moja świadomość uleciała gdzieś bardzo szybko. Mężczyzna zajął się całą sprawą, bo nawet nie wiedzieć kiedy moje nagie ciało znalazło się na wygodnym posłaniu. Jongup dopilnował, bym znalazł się w łóżku, samemu mnie do niego zanosząc, a jego arogancki uśmiech był niemal wyczuwalny na chłodnej skórze. Moon po raz ostatni przesunął palcami po moim boku w towarzyszącym temu półmroku.
Jongup stał przed oknem, z którego padały jedynie łuny księżyca. Jego twarz oświetlił jedynie ekran telefonu, a kolejno wybrany numer, miał zostać zwieńczeniem jego wieczoru. Komórka znalazła się przy uchu Moon, kiedy uniesione w górę kąciki ust ani na moment nie opadły. Sygnał nie urywał się, do momentu aż połączenie zostało zatwierdzone. Oddech mężczyzny był głośniejszy od tego dźwięku.
- To jeszcze nie czas na sen. Mam dużo planów do przeanalizowania w swoim biurze.


Była dziesiąta późnym wieczorem, gdy Himchan zarządził zakończenie wyciskającego siódme poty treningu. Bardzo nie na rękę, szczególnie jeśli dzień wcześniej przeżyło się tak intensywny, pierwszy raz z jednym z członków Matoki przez co na treningu pokazało się swoją bezwartościowość. Jakkolwiek beznadziejnie przebiegły ćwiczenia - Himchan nie skomentował tego. Tylko patrzył. A ja miałem wrażenie, że spalę się ze wstydu przez wypalające moje ciało spojrzenie ciemnych oczu.
Ćwiczenia odbyły się w innym miejscu niż w hangarze, parę kilometrów wgłąb miasta, miejscu wynajętym przez Yongguka, niekoniecznie bezpiecznym. W czasie, gdy ja kulałem, będąc całkowicie wyczerpanym, Himchan i Daehyun mknęli przodem. Czułem coraz większy ból, który nasilał się z gwałtowniejszym krokiem. A dwójka Koreańczyków zdawała się przeczuwać, że coś jest nie tak od samego początku.
- W takim tempie dotarłbym do hangaru dopiero w przyszłym tygodniu. - Komentarz Himchana nie był głośny, lecz to i tak wystarczyło, by dało się to usłyszeć. - Powinieneś stawiać obowiązki ponad przyjemności.
Daehyun w tym momencie potrząsnął głową, rozglądając się dokoła. Dopiero wtedy spostrzegł, że jestem gdzieś daleko za nimi, nie bardzo radząc sobie z utrzymaniem odpowiedniego tempa. Głos Jung był przepełniony zmartwieniem, a świecące tęczówki prześledziły moją sylwetkę. - Zelo, poradzisz sobie? Pomogę ci, żebyśmy szybciej znaleźli się na miejscu.
Spojrzałem z wdzięcznością na Daehyuna, kiedy ten zwolnił i objął mnie ramieniem, ale wtedy coś mignęło przed nami. Z obawą patrzyłem w tamto miejsce, aż Himchan nie zatrzymał się i gwałtownie nie obrócił głowy. Wyczuł to równie szybko.
- Himchan - Jung chciał coś powiedzieć, jednak pierwszy z napastników zaatakował. Kim otworzył szerzej oczy, wtedy pojawiło się dwóch następnych. W ostatniej chwili zrobiłem zamaszysty krok w tył przez co potknąłem się i upadłem na beton z jękiem bólu. Daehyun został obezwładniony od tyłu, natomiast Himchan wymierzył butem w goleń zamaskowanego Azjaty, by ten runął na trawnik.
Szybko sięgnąłem dłonią, kiedy drugi chciał pomóc przy przytrzymaniu szarpiącego się Jung, po czym wbiłem paznokcie w jego kostkę, a ten z gniewnym sykiem przewrócił się tuż przy mnie. Wtedy spluwa została przeze mnie przyłożona do jego skroni.
Daehyun wyswobodził swoje ręce z uścisku napastnika, a palce obu dłoni zacisnął na jego przedramieniu. Był szybki, ponieważ z sprawnością przerzucił mężczyznę przez swoje ramię, tak aż ten uderzył całym swoim ciałem o ziemię. Kiedy każdy mógł zająć się jednym zagrażającym osobnikiem, to szanse były wyrównane.
Azjata, którym zajął się Himchan starał się zaatakować, wyciągając nóż. Kim był szybszy, ponieważ uderzył tyłem pistoletu w szczękę przeciwnika. Ten wydał z siebie zbolały krzyk, lecz Himchan i tak działał dalej. Złapał za jego kark, niemal go skręcając, pozbawiając tym bezwartościowego życia. Trzeba było zadziałać o wiele szybciej, niż wrogo nastawieni szpiedzy. Nie wiadomo, czy zwycięstwo nad nimi to sprawka zwykłego szczęścia, czy może profesjonalności grupy.

Kolejny jęk zwiastujący ból, przepełnił cały hangar, gdy tylko związane ciało zostało rzucone do stóp Yongguka. Przywódca Matoki patrzył, jak Himchan przyniósł mu coś na kształt zakładnika; skrępowany mężczyzna okazał się dowodzić w niewielkiej pokonanej grupce. Był to napastnik, którego zgodzili się nie zabić, a raczej zrobić sobie z niego małe trofeum. Drwił z tego, że ktokolwiek chciał się z nimi mierzyć.
Bang zmarszczył lekko czoło, unosząc jedną brew ku górze. Głos Koreańczyka był przepełniony kpiną, a cień arogancji wkradł się na jego twarz. - Co to ma znaczyć?
Kim uśmiechnął się nikle na to retoryczne pytanie lidera grupy, butem dotykając obezwładnionego ciała. Daehyun znalazł się tuż przy nich, wymieniając z mężczyznami pojedyncze spojrzenia. - Nie wiemy, jak długo nas obserwowali. Czy to możliwe, że śledzili nas od początku?
- Biorąc pod uwagę bezszelestność mogli nie być zwykłymi nieudacznikami. - sprostował Kim, przenosząc powoli wzrok na mnie co spowodowało, że cofnąłem się o krok, obolały. Sygnalizował coś? - Pojawili się znikąd, jednocześnie wiedząc, gdzie będziemy.
Yongguk zaczął przemierzać hangar nerwowym krokiem. - Sprawa zdaje się być poważna.
- To nie są żarty. - odezwał się Daehyun, patrząc na obu młodych mężczyzn. Wątpliwość w jego oczach wcale nie dziwiła ich, znali jego zdanie na ten burzliwy temat. - Naprawdę ktoś nam zagraża. Najpierw porwanie Youngjae, potem atak na mnie i Zelo, teraz to. Jeśli nie dowiemy się kto stoi za tymi atakami kto wie ile jeszcze wytrzymamy?
Czułem się gorzej, niż parę godzin temu, kiedy to przez ból nie potrafiłem przejść przez trening. Oni naprawdę starali się temu zapobiec, lecz wciąż pojawiał się ktoś, kto był o krok przed nami. I między tym całym szaleństwem Jongup ponownie zdawał się wyparować.
Kroki roznoszące się echem w całym wielkim pomieszczeniu, praktycznie od razu przykuły uwagę wszystkich. Trzech mężczyzn, prowadzących żywą dyskusję, jak i rzucających dość pobłażliwe komentarze, umilkło, gdy zobaczyli znajomego Koreańczyka. Granatowowłosy przemierzał hangar, zmierzając właśnie w ich stronę. Możliwe, że starałbym się to zignorować, gdyby nie fakt, że Moon posłał mi długie, jak i przesycone jego własnymi myślami spojrzenie. Jego tęczówki wywierały presję, przypominając każde wczorajszą chwilę. Mężczyzna wiedział, że to zadziała, a każdym takim kolejnym ruchem przypominał mi o sobie samym. To był ten sam Jongup, który był przyczyną dzisiejszego bólu. Ten sam Jongup z poprzedniej nocy.
Tak samo szybko opuściło mnie dziwne uczucie jego niemalże czarnych tęczówek na sobie. Moon wyciągnął niewielki nóż, a jego ciało nachyliło się nad zakładnikiem. Ostrze przecięło wszystkie sznury, jakimi był związany mężczyzna - wyswobodził jego nadgarstki i kostki.
Daehyun otworzył usta, Himchan zrobił krok w stronę Jongupa, jak gdyby obawiając się czegoś, a twarz Yongguka pozostawała nieugięta. Tylko ja nie rozumiałem, co starszy zamierzał, bo jego postawa zdawała się być niepozorna.
- Jongup-ah..
Ale on nie zaszczycił mnie już ani jednym spojrzeniem. Wydawało mi się przez moment, że napastnik uznał to za swoją szansę, bo w momencie zaczął się czołgać, nieświadomie w moją stronę, a ja mimowolnie zadrżałem.
Moon nie pozwolił zakładnikowi dostać się gdziekolwiek dalej. Usilnie przygniótł ciało mężczyzny ciężkim butem, jakby chciał zrównać go z poziomem podłogi. Jednak to był dopiero początek, ponieważ Jongup szarpnął za ubrania Azjaty, podciągając go do góry. Napastnik klęczał, kiedy Moon nadal go przytrzymywał. Zrobił to boleśnie. Kopnął jeszcze przed chwilą skrępowanego w brzuch, aż ten zaczął się dusić. Jongup bił go po twarzy, przewracał na ziemię. Mężczyzna pluł krwią, lecz to nie powstrzymało Koreańczyka przed katowaniem go. Moon wykręcił mu ramię, uderzył bokiem pistoletu w czaszkę torturowanego, a dziwnym było, że ten nie stracił przytomności. Gdy mężczyzna nie miał już siły, żeby się podnieść Jongup zaczął bić go swoją pięścią bez opamiętania. Jego spojrzenie było nieobecne, a dźwięk złamanej kości nie mógł brzmieć paskudniej od tego. Nie mówiąc już o tym, że każda dawka bólu sprawiała, że napastnik najzwyczajniej krzyczał, jednocześnie dławiąc się powietrzem.
Moje oczy rozszerzyły się w oczywistym przerażeniu, a pisk, który wydostał się z moich ust od razu zasygnalizował pozostałej trójce, by otrząsnąć się z szoku. Daehyun drgnął a spomiędzy jego warg dało się słyszeć szept, na który przytaknął tylko Himchan.
Poturbowane ciało wydawało się bezwładne, a Jongup wbił swój niewielki nóż obok jego głowy. Nie wyglądało na to, żeby ten mężczyzna miał jakiekolwiek szanse, by to przeżyć. Koreańczyk i tak, gdy tylko podniósł się do pionu, kopnął po raz kolejny zmasakrowaną sylwetkę.
Wpadłem na niewielki stolik, łapiąc z trudem oddech ; wargi wykrzywiły się z obrzydzenia i strachu, długo nie potrafiłem zebrać się, by cokolwiek powiedzieć, powstrzymać szalonego mężczyznę. Himchan podszedł do Jongupa, z nadzwyczajną surowością w tonie głosu cedząc. - Dosyć.
Obłąkany wzrok Moon rozmył się wraz z moim przymknięciem oczu, w hangarze rozbrzmiała cisza przerywana jedynie głośnym oddechem granatowowłosego.
Wkrótce po tym mężczyzna opuścił pomieszczenie, a Yonggukowi przypadło pozbycie się niemal nieżyjącego, konającego napastnika. Byłem pewien, że coś stało za tak innym zachowaniem Moon Jongupa.
Niepokoiła mnie ta świadomość coraz bardziej.


Wraz z minionym stresującym dniem, nie trudno było zgadnąć, że mężczyzna, o którym nie mogłem przestać myśleć, z łatwością mnie unikał. Nie pojawiał się w mieszkaniu, wpadał na parę chwil zamykając się w gabinecie, gdy brałem prysznic. Ból dolnych partii ustępował, co dało mi odczuć, że wraz z jego odejściem, moje wspomnienia dotyczące stosunku namacalnie znikną. Nie chciałem o tym zapomnieć, a to, że Jongup nawet na mnie nie spojrzał wcale nie ułatwiało całej tej absurdalnej sytuacji.
Kiedy uważałem, że pomiędzy poruszeniem w hangarze będę w stanie w końcu porozmawiać z mężczyzną, ubiegł mnie w tym Himchan. Przynajmniej Jongup był spokojniejszy.
Mężczyzna stał na przeciwko Kim, mając opanowany wyraz twarzy. Nie robił zbyt wielkiego zamieszania w okół siebie, jednak, coś sprowokowało Himchana, by do niego podejść. Czarnowłosy był profesjonalistą; nie ukazywał emocji, choć ostatnio kpiący ton głosu nie opuszczał go na krok. Tak samo było i tym razem.
- No proszę, Moon Jongup. - Kąciki ust Kim drgnęły tylko delikatnie ku górze, gdy ten obserwował Koreańczyka o granatowych włosach. - Wygląda na to, że się uspokoiłeś. Wystarczyło do tego, jedynie zaliczenie niewinnego dzieciaka? Nie próżnujesz. Ilu jeszcze masz zamiar dołączyć do swojej kolekcji?
- Odważ się na jeszcze jedno słowo. - Moon warknął, podrywając się z miejsca. Znalazł się naprawdę blisko Himchana, wyciągając zza pleców nóż. Ostrze zostało niemalże przywarte do krtani mężczyzny, a oczy Jongupa cały czas utrzymywały swój kontakt wzrokowy. To była groźba; Koreańczyk nigdy nie żartował. Zbłąkany uśmiech nawet wtedy nie schodził z warg Moon, uwielbiał ten przedsmak.
Kim nie wykonał już żadnego ruchu, co Koreańczyk o granatowych włosach uznał za małe zwycięstwo. Po kilku dłużących się sekundach, odsunął ostre narzędzie od szyi Himchana, a jego ciało zwinnie się odsunęło. Jongup machnął jedynie ręką chowając tym samym nóż i odchodząc w przeciwnym kierunku. Wzrok czarnowłosego śledził oddalającą się sylwetkę. Spojrzał przez ramię na Moon, do momentu aż ten naprawdę nie zniknął z jego pola widzenia.
Daehyun rozsiadł się wygodnie na kanapie, będąc świadkiem całego zajścia. Wywrócił oczami, widząc takie zachowanie Jongupa. Być może właśnie relaksowałby się dalej, co skończyłoby się na zwyczajowym sięgnięciu po alkohol, lecz coś odwróciło jego uwagę. Był bezradny, a wibracja w jego kieszeni wcale w tym nie pomogła.
Szybkie zerknięcie na ekran komórki. Podgląd wiadomości zaszokował Jung bardziej, niż samo odczytanie jej. Numer zablokowany. Kolejne słowa plątały mu się w głowie, a ich sens rozbrzmiewał niemalże echem. Jego umysł nawet nie chciał tego przyswoić i jego umysł nawet nie dopuścił takiej myśli, że to mógłby być kolejny fałszywy alarm. Daehyun nie pomyślał, że to wszystko było zbyt nagłe. Niemalże od razu zerwał się na równe nogi, a jego oczy rozszerzyły się. Denerwował się.
Drżące palce Jung prawie wypuściły telefon z dłoni, a na podświetlonym fragmencie była jedna wyraźna wskazówka. Nie zagłębiał się w szczegóły. Liczyła się dla niego jedynie podana w wiadomości godzina i zdjęcie Youngjae. Zdjęcie, które mówiło mu, gdzie ten mógł się właśnie znajdować. Nie czekał, bo tak naprawdę nie mógł przepuścić okazji odnalezienia ukochanej osoby. Daehyun najzwyczajniej wybiegł z hangaru, tak szybko, jak tylko pozwalały mu siły. Nie potrafił zmarnować czasu.
W chwili, kiedy chciałem pójść za Jongupem i wyjaśnić całe zaistniałe nieporozumienie, skonfrontować z unikaniem mnie świadomie dostrzegłem, jak Daehyun bez żadnego słowa biegnie w kierunku wyjścia. Nie rozumiałem co się dzieje, ani skąd ten pośpiech odbił się w jego tęczówkach. Wszystko było niepewne, nawet impulsywne podążenie za nim. Obawa tliła się gdzieś w moim umyśle a drżąca dłoń sięgnęła po broń oraz niewielki nóż, który towarzyszył mi niemal od początku. Obawiałem się przede wszystkim pułapki, tego, że obaj możemy w każdej chwili paść ofiarami zasadzki.
Dogoniłem go i przystanąłem, ulica była mi całkiem obca, lecz Daehyun poruszał się po niej, jakby znał ją na pamięć.
Jung skręcił w jeszcze jedną ciasną uliczkę, tak samo w kolejną i kolejną. Ta droga wydawała się nie mieć dla niego końca, aż nie znalazł się tam.
Otwarty kontener nie był przypadkowy. Dokoła walały się śmieci, przepełnione worki. Nikt tak naprawdę nie zaglądałby do tego miejsca. W środku wielkiego blaszanego pojemnika na samym dnie - on tam naprawdę był. Daehyun wydusił z siebie zbolały szloch, ponieważ nie potrafił szczerze opisać uczuć na widok Youngjae. Natychmiastowo wyciągnął wycieńczone i zbolałe ciało z kontenera, w rozpaczy przyciskając go do swojej piersi. Yoo żył, a ta informacja wystarczyła, by Daehyun pozwolił łzom swobodnie spływać po jego policzkach. Nie myślał wtedy o niczym innym, jak wtulenie Youngjae w siebie i zabranie go w bezpieczne miejsce. Trzymając w ramionach osłabione ciało ukochanego, Jung ruszył przed siebie, by jak najszybciej znaleźć się w hangarze. Z dala od kogoś, kto tak naprawdę odebrał mu Yoo na niewyobrażalnie długi czas.
Ten moment przyprawił mnie o nieznane emocje, nieprzyjemne dreszcze biegnące po plecach. Wciąż nie mogłem uwierzyć w to, że Daehyun właśnie odnalazł żyjącego chłopaka, jak gdyby nigdy nic. Czy przyczyniła się do tego wiadomość, którą otrzymał krótko przed wybiegnięciem z hangaru? Czy ktoś znów bawił się jego słabą psychiką i uczuciami, po tak wielu próbach odszukania Yoo zwyczajnie podstawiając mu go pod nos?
Znacząco drgnąłem, gdy odrętwienie wprawiło mnie w stan poddenerwowania i narastającego lęku. Być może tego przyczyną okazała się być ciemna sylwetka zmierzająca przeciwnym zaułkiem, lecz spokojnym krokiem, jak gdyby niemo nawołująca do śledzenia go. Nie miałem żadnych wątpliwości, kim okazał się być mężczyzna ubrany w skórzaną kurtkę.
Co Himchan tutaj robił? Czy był zamieszany w tą całą sprawę? Z chwilą, kiedy niepewnie podążyłem za nim, zacząłem szczerze wątpić w jego szczere intencje. Nie wiedziałem co mną kierowało, by snuć takie przypuszczenia, w dodatku, gdyby reszta Matoki to usłyszała.. co mogliby sobie o nim pomyśleć? Tak wiele pytań kłębiących się w głowie naprawdę niczego nie ułatwiała, namnażały się tylko kolejne pytania i wątpliwości. Upychając w swój pas pistolet, a nóż przechowując w swoim rękawku, dogoniłem go. Odnosiłem w pewnym momencie nawet wrażenie, że Kim Himchan zdawał sobie sprawę z mojej obecności, bezczelnej próby oskarżenia i śledzenia go bez żadnego dowodu. Gdy przechylił głowę, niewyraźnie dostrzegłem poprzez mrok, jak kącik jego ust unosi się ku górze, a następnie zniknął za najbliższą alejką.
Zdezorientowany i zmieszany znalazłem się tam, nerwowo rozglądając, lecz nie było ani śladu po mężczyźnie; tylko unoszący się w powietrzu zapach silnych perfum wydawał się alarmować mnie, że był tu jeszcze przed ulotną chwilą.
Zrobiłem krok w głąb alejki, lecz to nie było dobre posunięcie. Za moimi plecami stanął mężczyzna, który sprawnie przyparł mnie do muru. Moja klatka piersiowa nacisnęła na ścianę budynku, kiedy Himchan obezwładnił mnie. Trzymał w jednej dłoni pistolet, tak jakby chciał mi nim zagrozić. Silny uścisk mężczyzny był odczuwalny na moim nadgarstku, który został przyciśnięty do twardej powierzchni. To było uczucie jakbym po raz kolejny miał przystawioną lufę do skroni. Kim był sprytniejszy, potrafiąc mnie unieruchomić. A może miał taki zamiar od samego początku? - Czego się spodziewałeś, Zelo?
Kropelki potu pojawiły się na moim czole, gdy z trudem obróciłem głowę w bok i zwyczajnie czekałem, nie opierając się silnemu uściskowi ramion i palców. Mając tą cichą nadzieję, że to zły sen, a członek Matoki wcale nie mierzy we mnie bronią jak w najgorszego wroga. Zacisnąłem lekko powieki. - Nie jestem.. w stanie odpowiedzieć ci na to pytanie, sam nie wiem czego szukałem.
Dłoń mężczyzny wsunęła się pod moją koszulkę, by wyciągnąć umieszczony w pasie pistolet. Przez moment poczułem jego chłodne palce na skórze. Himchan zabrał mi broń, przeszukując nadal; czy przypadkiem nie mam więcej uzbrojenia. Zacząłem się stresować, myśląc, że Kim poszukuje noża, który był ostatnim, co posiadałem. Sprawdzał tak długo moje kieszenie, aż w końcu ustąpił. Odsunął się, najwyraźniej osiągając swój cel.
Mój wzrok padł na jednego z członków grupy, mierząc całą jego sylwetkę. Himchan oddalił się zwinnie i szybko, tonąc w mroku i chowając się w cieniu, tak by przemknąć niezauważonym. Kompletnie zniknął, jakby potrafił rozpłynąć się w powietrzu.
Wtedy odetchnąłem, dziwnie poruszony zaistniałą sytuacją, a nóż jak na zawołanie pojawił się w mojej dłoni. Czułem bezsilność i zatrważająco zdałem sobie sprawę, że szykuje się coś wielkiego, czego nikt nie jest w stanie zatrzymać.
Oprzytomniałem jedynie w momencie, kiedy zbyt mocno zacisnąłem dłoń na ostrym nożu i pokaleczyłem sobie wierzch oraz palce, a kilka kropel krwi skapnęło na beton.


niedziela, 21 maja 2017

Le noir : Whenever it rains, i feel so free [7]



7/10

Zbyt dużo informacji. Wszystko się ze sobą miesza, nic nie ma sensu.
Przetarłem pot z czoła, wzdychając w nagłym przypływie złości. Od bitych dwóch godzin stałem przy wielkiej tablicy, na której naklejone były zdjęcia, notatki i inne dowody zaczerpnięte z zewnątrz, dotyczące Youngjae analizując wszystko. Próbowałem się skupić, mając jednak wrażenie, że zwyczajnie rozpraszałem się za każdym razem. Nie wiedziałem już co o tym myśleć, zupełnie jakbym pomijał pewien ważny szczegół.
Zawsze ktoś za mną pojawiał się jak cień. Cisza towarzyszyła mi, by pomóc mi skupić się na własnych myślach, więc swoją obecność zwiastowały jedynie ciche kroki. Czarnowłosy Koreańczyk, stanął obok mojej niższej sylwetki, przyglądając się z zaciekawieniem temu, co robiłem. Minęło kilka sekund aż zauważyłem, że ktokolwiek mnie obserwuje z odległości.
Bang Yoonguk patrzył na moje starania, lecz zaraz po tym poczułem dużą dłoń na sobie. Jego palce przesunęły po moim kręgosłupie, a jego dotyk stał się dość opiekuńczy. Nieme wsparcie mężczyzny faktycznie mogło stać się małą motywacją.
- Nie potrafię czegoś zrozumieć, hyung. - odezwałem się, nie odrywając wzroku od tablicy. Zagryzając lekko wargi, kontynuowałem. - Ilekolwiek bym nad tym nie myślał i tak dochodzę do tego samego wniosku. Dlaczego? Dlaczego tamtej nocy nie pozbyliście się mnie? Sprawiam tylko kłopot, widzę to. Jestem niedoświadczony, z pewnością daleko mi będzie do waszych umiejętności, mieliście w tym jakiś cel?
Czarnowłosy, skrzyżował ręce na swoim torsie, przysuwając się znacznie bliżej mnie.
- Każdy z nas nie potrafi dostrzec brakującego elementu. Ten fakt nie znaczy, że jesteś bezużyteczny.  - Nie zauważyłem nawet kiedy Yongguk nachylił się do mojego ucha, a cichy szept był wręcz wyczuwalny na mojej skórze. - Widziałem w tobie potencjał od początku i nadal twierdzę, że jesteś bardzo istotny w naszej grupie. Pozbycie się ciebie byłoby beznadziejnym błędem.
Przełknąwszy ślinę, odważyłem się w końcu na niego spojrzeć, czego w pewnym sensie pożałowałem. Wyobrażając sobie na jego miejscu Jongupa, kompletnie oszalałem. 'Jesteś wyjątkowy' odbijało się echem w mojej głowie. Z chwilą, gdy serce zaczęło nienaturalnie szybko bić uświadomiłem sobie, że bardzo chciałbym usłyszeć te słowa z ust Moon Jongupa.


Charakterystyczny i drażniący zapach nie był w tamtym momencie dla mnie tak bardzo istotny. Czas mijał mi naprawdę szybko, chcąc pozbyć się nieudolnie mętliku w głowie. Daehyun po raz kolejny był szczęśliwy jedynie po spożyciu mocnego alkoholu, choć wiedziałem, że jego śmiech nie był tym prawdziwym samopoczuciem. Młody mężczyzna siedział ze mną przy większym stole, podsuwając pod mój nos szklankę z alkoholem.
- Zelo napij się, poczujesz się o wiele lepiej. Przecież widzę, że coś cię gnębi. - Jung przysunął się w moją stronę, a ja nerwowo wcisnąłem niewielki kawałek papieru między swoje nogi. Palce ściskały poniszczone zdjęcie Youngjae, które tak naprawdę miało trafić wprost do Daehyuna. Czułem wyrzuty sumienia, że nie podarowałem mu namiastki nadziei lub motywacji. Przynajmniej tak to dla mnie wyglądało.
Zdezorientowany spojrzałem na trunek, zaraz po tym biorąc spory łyk. Napój piekł moje gardło, lecz nie było to tak uciążliwe jak za pierwszym razem.

Przemierzałem hangar, odnajdując wzrokiem stojącego przed wielką tablicą Daehyuna. Koreańczyk patrzył na plany, po raz kolejny. Wyglądał na zdesperowanego, a ja po raz pierwszy widziałem go po całej sytuacji w mieszkaniu Daehyuna. Chciałem w końcu oddać mu wybłagane zdjęcie, dla którego praktycznie zmniejszyłem swoje szanse na przeżycie. Jung nie miał więcej fotografii ukochanego, więc najzwyczajniej poczułem, że muszę działać empatycznie. Wiedziałem, że starszy zrobiłby dla mnie to samo.
Poczułem silną dłoń na swoim ramieniu, która szarpnęła mną nachalnie w tył. Jongup nie wyglądał na zadowolonego, a na jego twarz po raz kolejny wpłynął niewytłumaczalny gniew. Moon pociągnął mnie poza zasięg wzroku Daehyuna, popychając moje plecy na jedną ze ścian.
- Oszalałeś doszczętnie? Masz zamiar dać mu wspomaganie, które po raz kolejny osłabi jego i nas wszystkich? Bezsilność Daehyuna wcale nie pomoże nam odnaleźć Youngjae. - Mężczyzna skarcił mnie wzrokiem, kiedy na obronę wstrzymałem oddech.

Na moich ustach pojawiły się ostatki gorzkiego uśmiechu, balansując na granicy tego co mógłbym zrobić dla Daehyuna jednocześnie mając na uwadze świadomość, że mogę znacznie osłabić młodego mężczyznę. Jongup, pomimo mnóstwa sprzeczności miał rację, ale nie zamierzałem go słuchać. Jeszcze nie teraz.
- Daehyun-ah.. - brunet spojrzał na mnie, uśmiechając się z cichym pijackim pomrukiem. Odważyłem się zapytać po cichym przełknięciu śliny i opadnięciu obok, ramię w ramię. - Jaki jest Youngjae? Gdyby stał teraz przed tobą.. co byś powiedział?
Daehyun pozornie promieniał. - Youngjae jest wyjątkowy. Nie dało się prosto do niego dotrzeć i nawet jeżeli był specyficzny, to idealnie dopełniał naszą grupę. Doceniam jego zadziorny charakter. To daje mi pewność, że sobie poradzi. Był i nadal jest moim ideałem.
Mężczyzna zacisnął palce na szklance, upijając kolejny łyk alkoholu. Ciągle pił wiele, tak jakby to było jego lekarstwo. Widać było każdą emocję na jego twarzy, tak samo słychać tęsknotę w głosie Jung. - Co mógłbym do niego powiedzieć? Porozumiałbym się bez słów, a jeżeli byłaby taka konieczność.. Powiedziałbym, że pomimo upływu miesięcy nadal nie przestałem o nim myśleć. Nie było dnia, żebym go nie szukał, ponieważ kompletnie straciłem do niego głowę. Uczucia osłabiły moje umiejętności, jednak były tego warte. Żadne doskonalenie siebie nie wynagrodzi mi Youngjae. Pamiętaj o tym, Zelo. Nie dawaj ponieść się swoim uczuciom, póki nie będziesz pewny. Jeszcze się uczysz, a to jeszcze bardziej na ciebie wpłynie.
Patrzyłem, jak jego ciało drży, obarczone bezsilnością i beznadziejnością swojego położenia. Czy ja tęskniłbym za pewnym granatowowłosym Koreańczykiem tak bardzo jak Daehyun za zaginionym od dwóch miesięcy Youngjae? Wiedziałem, że moje uczucia równie mnie gubiły, szczenięca nadzieja na to, że Jongup mnie dostrzeże w ten konkretny sposób.
I w czasie, kiedy sam dopiłem swoją szklankę whiskey, w ciszy analizowałem postawę Jung.
Z tamtego wieczoru zapamiętałem jedynie ten szczególny moment, gdy nachyliłem się do niego, a nasz kontakt wzrokowy złapał się niemal od razu. Zsynchronizowany, bez pomocy słów. Zrobiłem coś, wbrew rozkazowi Moon, lecz nie żałowałem. Wciśnięcie w dłoń starszego nadszarpanego zdjęcia jego ukochanego wywołało w Jung niepohamowany szloch.

Ostrożnie zdjąłem tenisówki, obijając się przy tym ramieniem o ścianę. Nie potrafiłem być ciszej, nie skupiałem się na tym, że moje ruchy są niepewne, jak gdyby bezwładne. Jeszcze nigdy w życiu się nie upiłem, a jednak nie czułem z tego powodu wyrzutów sumienia, to było dla mnie coś całkiem nowego.
- Pieprzony Moon Jongup i jego tajemnice.
Zawroty głowy pojawiły się wtedy, gdy nieudolnie usiłowałem dotrzeć do kuchni a hałas, jaki rozchodził się po mnie z całą pewnością rozniósł się po apartamencie. - Czy mnie usłyszał? Czy wreszcie oderwał ten pieprzony wzrok od tego samego planu budynku? Może wciąż nie słyszy? Może wciąż nie słyszy prośby o pomoc? Pierdolony Moon Jongup.
Wraz z chwilą, kiedy trzymana przeze mnie szklanka z wodą stłukła się w drobny mak tuż przed moimi bosymi stopami, w progu zauważyłem sylwetkę granatowowłosego Koreańczyka.
Mężczyzna wpatrywał się we mnie, analizując podwójnie moje zachowanie. Brwi Jongupa zmarszczyły się delikatnie, a jego dolna warga drgnęła ku dołowi, jakby powstrzymał się, żeby otworzyć lekko usta. Możliwe, że ktoś uważny dopatrywałby się tak drobnych szczegółów w jego mimice twarzy, lecz dla mnie - kogoś, kto oglądał go w półmroku, jak i o nieświadomych zmysłach, nie robiło to kompletnej różnicy od normy.
- Jongup-ah.. - ciche, niemalże zbolałe stęknięcie wydostało się spomiędzy moich warg na widok znajomego mi i upragnionego od samego początku mężczyzny. Wyglądałem żałośnie a pomimo półmroku byłem przekonany, że starszy doskonale mnie widział. Moje włosy rozczochrały się przez wiatr, zaś policzki rozgrzały się pod wpływem alkoholu, jednocześnie czerwieniąc się przez seksowne spojrzenie czarnych tęczówek Moon. Bluza, którą oddał mi Daehyun wisiała na mnie jak na wieszaku, natomiast fakt, że nie umiałem utrzymać się na nogach kompromitował mnie znacznie bardziej. - Powiedz mi, że jestem wyjątkowy, hyung. C-chciałbym wreszcie usłyszeć to z twoich ust, nie chcę by mówił to ktokolwiek inny.
Moon widział dokładnie, że byłem pijany, lecz to nie był fakt, który rozdrażnił jego myśli. On nie pozwalał, by jakakolwiek informacja mu umknęła. Irytował się bardziej, gdy tylko usłyszał słowa 'ktokolwiek inny'. - Gdzie spędziłeś tak dużo czasu? Mów. I tak dowiem się, kto doprowadził cię do takiego stanu.
Jongup czuł zazdrość, nie wiedząc tak naprawdę, co się ze mną działo i z kim spędziłem czas. Moje zachowanie mąciło mu w głowie, a on sam chwilami zachowywał się, jakby chciał zgarnąć mnie tylko dla siebie. Oczywiście, tak działo się jedynie w ostatecznych sytuacjach. Mężczyzna odsunął się od framugi drzwi, jednak nie zbliżył się w moją stronę. Nie podszedł ani na krok, pozostawiając między nami sporą odległość.
- Nie uciekniesz od tego, hyung. - cichy szept przebił całą tą frustrację mężczyzny, która w mgnieniu oka zdołała się ulotnić wraz z uśmiechem pojawiającym się na moich ustach. A ja nie rozumiałem, że powinienem był przystopować, bo właśnie w tym momencie nie miałem żadnych hamulców. Między pijackim chichotem a pewną zalotnością, którą demonstrowałem przed Koreańczykiem - w duchu nastawiłem się jedynie na sukces.
Zrobiłem kilka kroków w jego stronę, a odłamek szkła, który z każdym krokiem wbijał się w moją stopę coraz to mocniej, dał o sobie znać, gdy straciłem równowagę i wpadłem na jego silny tors. Nie zrobił nic, by mnie asekurować, jego ciało nawet nie drgnęło a ręce zwisały wzdłuż ciała, jak gdyby znieruchomiał. To mnie nie zniechęcało do dalszych działań i czerpania z tego zabawy, namiastki przyjemności. - Pokaż mi, że ja, nic nie warty dzieciak potrafię na ciebie zadziałać jak nikt inny..
Powoli zwilżając wargi językiem, spojrzałem na niego, oczywiście żałując tego niemal od razu - jego przeszywające spojrzenie spowodowało, że moje policzki oblał krwisty rumieniec. Zaciągnąłem się głęboko powietrzem, a moja dłoń niekontrolowanie znalazła się na jego karku, przez co nasze nosy niemalże się ze sobą zderzyły. Dawka gorąca, jaka zakotłowała się we mnie, niemożliwie dawała o sobie znać, uporczywie dobijała do podświadomości. Pragnę go jak nikt inny, darzę go uczuciem o jakim nawet nie zdołałby pomyśleć.
Jongup jedynie czuł, jak każde moje słowo wbijało mu się nieubłaganie w jego podświadomość. Mój dotyk wywierał na ciele mężczyzny nieznajome mu dreszcze, a każde drgnięcie jego ciała przemawiało do dolnych partii ciała mężczyzny. Moon mógłby się nazwać płytkim, lecz naprawdę podniecenie działało na jego przyrodzenie. Stawał się twardy. - O oczywistych rzeczach się nie mówi Zelo. Możesz najzwyczajniej przestać być ślepy. Przestać, bo w innym wypadku zrobię z twoim ciałem coś niedobrego.
Starszy zacisnął dłonie w pięści, cały czas zamykając wszystko w sobie. Ciało Jongupa mogło być zdradliwe, nawet jeśli mnie nie dotknął.
Moje zamglone podnieceniem tęczówki śledziły te jego, w czasie, gdy dłoń słabo zacisnęła się na skrawku rozpiętej koszuli starszego Koreańczyka. Szalałem, a emocje jakie mi towarzyszyły były dokładnym odzwierciedleniem mnie samego - chaotycznego, żądnego jego niewłaściwego dotyku.
- Jongup-ah.. - szeptałem wprost do jego ucha, czując jak erotyczna atmosfera zawisa w powietrzu, wywołując stado motyli w moim brzuchu. - Jeśli tylko wytrzeźwieję i stanę się mniej żałosny to pragnę.. pragnę iść z tobą do łóżka, Jongup-ah..
Poczułem ramiona Moon w okół swojej talii, gdy moje ciało chwilami stawało się zbyt bezwładne. Jego twardy tors był dla mnie mocnym oparciem, którego miałem zamiar się trzymać. Gorące ciało Jongupa zdradzało to, że starszy naprawdę jest rozpalony. Rozpalony, ponieważ to właśnie moje słowa wzbudziły w nim żądze i fantazje. On tylko czekał, by zaznać młodego ciała ; niewinnego chłopaka.
Mężczyzna o granatowych włosach, uniósł moje ciało minimalnie do góry, tak by moje stopy nie napierały na odłamki szkła, które i tak usilnie wbiły się w skórę. To nie miało większego znaczenia, ponieważ ciężkie powietrze nawet zabraniało mi oddychać. Czułem pod opuszkami palców ciężko bijące serce Moon, a pragnienie w jego oczach padało w prost na mnie. Dawało mi to do zrozumienia, że Jongup naprawdę traci nad sobą kontrolę, wybierając swoje ludzkie potrzeby. Oddziaływanie na tego mężczyznę było zarazem istnym wyzwaniem, ponieważ on sam był nieobliczalny. Nieważnym było, że Moon pragnął jedynie jednego.
- Trzymam cię za słowo. W końcu nie składa się obietnic, których nie można spełnić, Zelo.


Jedyną rzeczą jaką ceniłem w apartamencie Jongupa zważywszy na moment samotności był balkon. Nie przebywałem na nim często, zdarzało się, że sam Moon palił na balkonie a ja przyglądałem się temu z jego sypialni.
Koreańczyk wyszedł parę godzin temu, prawdopodobnie pomóc Yonggukowi. To dało mi ten czas, by w chwili ciszy przerywanej jedynie powiewem chłodnego wiatru zastanowić się nad tym wszystkim, przeanalizować ostatnie wydarzenia. Byłem zagubiony, zagubiony również w słowach mężczyzny, który dawał mi tylko kolejne powody do podejrzeń. Oczywiście, czułem, że coś tu nie grało, że Youngjae nie mógł tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu, chyba, że już tak naprawdę nie żył. Daehyun zabiłby mnie za taką wątpliwość. Potrząsnąłem głową, trzymając się zmarzniętymi dłońmi poręczy i wychylając się, mając doskonały widok na przyciemnione uliczki.

Nie mogłem wykonać żadnego ruchu, bo w każdej kolejnej sekundzie czułem się obserwowany. Każdy kolejny ruch, był wychwytywany przez czujne oczy Jongupa, który stał w pewnej odległości ode mnie.
- Zelo, skup się. Wszyscy musimy przygotować się do zadania. - Bang próbował odwrócić moją uwagę, tłumacząc kolejne plany. Moje spojrzenie i tak uciekało do mężczyzny, który wręcz natarczywie wbił we mnie swoje czarne tęczówki. Moon wyglądał na stanowczego, a jego spojrzenie miało wywołać na mnie presję, która przypominała o własnych słowach. Jongup miał ochotę na moje ciało, myśląc o tym, co powiedziałem do niego tamtego wieczoru. Koreańczyk cały czas pamiętał, w głowie mając jedynie wizję dobrania się do młodszego ciała. Możliwe, że z zewnątrz naprawdę nie było tego widać, lecz jego myśli były niespokojne. To wytrącało go z równowagi i precyzji działania. Nie myślał o obawie, że przeze mnie mógł przestać osiągać swoje wyznaczone cele. Tym razem potrzeby wygrały nad jego zmienną naturą, a ja jedynie mogłem wyczuć jego niemą prośbę. Jongup sprawił, że atmosfera stała się cięższa, mając w sobie pewną część erotyki. Miałem cichą nadzieję, że w końcu przestanie się we mnie wpatrywać, bo w końcu robił to na oczach wszystkich.

Wzdrygnąłem się, gdzieś pomiędzy pamiętając o ostatnich słowach pokonanego mężczyzny. Pamiętając tą złowrogą aurę, przeczucie, że wydarzy się coś na co nie będziemy mieli wpływu. Przygryzłem usta nerwowo zapominając o dopiero co gojącej się rozciętej wardze, uporczywie trzymałem się barierki. Nicość i pustka, tylko to czułem.

Nie bałem się. Pamiętam każde uderzenie i unik, kolejny cios. To, jak schyliłem się, unikając przy tym potężnego uderzenia z pięści w twarz. Owijając dłonie wokół grubego brzucha faceta, ścisnąłem go, chcąc jakkolwiek go otumanić. Pamiętam syknięcie, potem te, które wyciekło spomiędzy moich ust, gdy szarpnął za moje włosy. Rzucił mną o beton, następnie już szykując się do kolejnego ataku, jednak przeturlałem się w bok, co sprawiło, że chybił, warcząc. Wyciągnąłem niewielki nóż, obracając go w dłoni, wtedy on podniósł mnie za ubranie i wymierzył w twarz, rozcinając przy tym boleśnie wargę. Syknąłem, starając się utrzymać równowagę, lecz on zaatakował ponownie. Zasłaniałem się ramieniem przy kolejnych uderzeniach, cofałem i unikałem, w pewnej chwili przydusił mnie dużymi dłońmi. Wtedy, patrząc mu w oczy oraz wykorzystując jego nieuwagę, pewność, że ma nade mną przewagę - wbiłem nóż w jego pierś, a ten przeraźliwie krzyknął, puszczając mnie. Opadłem na beton, płytko oddychałem, nabierając niemal hausty powietrza w czasie, gdy mężczyzna powoli umierał, trzymając się za zranione miejsce. Nie miał szans, stopniowo się wykrwawiał, lecz ja nie chciałem pozwolić mu tak po prostu umrzeć, nawet jeśli właśnie wygrałem własne życie.
Pamiętałem jego ostatnie słowa, gdy z trudem podnosiłem się z ziemi, a on między cięższym oddechem, mówił tak szybko, jak gdyby chciał oczyścić swoje sumienie, jednocześnie ostrzegając mnie.
- Widziałem go. Widziałem wszystko! Powiadali, że to zawodowiec z chorobą psychiczną, diabeł! Zakapturzony mężczyzna wynosił bezwładne i wątłe ciało chłopca, był odurzony, o tak, na pewno. Uprowadził go ze sławnego klubu, niosąc jedną z najniebezpieczniejszych uliczek Seulu, drogi samochód. Przysięgałem milczeć, ale gówniarzu uważaj! To robota zawodowca, którego tożsamości nikt nie zna, jednakże...n-nagh uliczne gangi doskonale zdają sobie sprawę z poziomu zagrożenia. Szykuje się coś dużego, to dopiero początek..

Wstrzymałem oddech, serce dudniło w mojej piersi a umysł wariował od natłoku informacji. Czy to było w ogóle możliwe? Jaki zawodowiec mógł jakkolwiek cierpieć na chorobę psychiczną, wywołując tym samym panikę w Seulu?
Brałem pod uwagę każdą ewentualność, głowa parowała od coraz to nowszych pomysłów, nowych strategii i podejrzeń o własną grupę. Jak mogłem wątpić w ludzi, którzy ocalili mi życie? Uderzyłem zaciśniętą pięścią w barierkę, wydając z siebie zrezygnowane syknięcie. Nawet jeśli pokonałem faceta silniejszego i cięższego od siebie wcale nie czułem się jak zwycięzca, raczej jak ktoś żałosny, niedoinformowany zupełnie zagubiony. Ktoś pogrywał sobie z nami, szczególnie biorąc pod lupę Daehyuna. Wiedziałem o tajemniczych kartkach, okrutnych zdjęciach mających zastraszyć, zaszantażować jak i złamać młodego mężczyznę. Wiedziałem też o sms-ach, pewnego rodzaju wskazówkach i groźbach. Daehyun był słaby, nie mógł okazać się zdrajcą. Więc kto? Kto mógłby być wtyką lub czy w ogóle którykolwiek z członków grupy? Co jeśli to tak naprawdę człowiek z zewnątrz, cholernie niebezpieczny?
Bang Yongguk.. myślałem dalej. On.. opiekuje się nami, zwłaszcza mną, jest zawsze dokładny w tym co robi. Tak samo jak Himchan. Niewiele mówiący, skryty, jednocześnie obejmując bezpiecznym ramieniem.
Ale Jongup.. Oparłem czoło o zimną barierkę, starając uspokoić rozszalałe myśli. Na pewno nie jest złym człowiekiem, na pewno nie byłby w stanie z zimną krwią zamordować człowieka. W końcu.. po co byłoby mu to wszystko? Ta cała intryga za plecami własnej grupy? Czy miałby jakiś ukryty motyw?
Rozkojarzenie i skupienie się na własnym wnętrzu, sprawiło, że po raz kolejny ominąłem pewien fakt. Fakt, że ktoś zaszedł mnie cichymi krokami od tyłu. Wzdrygnąłem się, lecz kątem oka dostrzegłem Daehyuna, który na pewno zauważył, że biję się z własnymi myślami. Młody mężczyzna pociągnął zaczepnie za kilka kosmyków moich włosów, przez co odchyliłem głowę do tyłu. Znalazł się zaraz przy mnie, opierając się o barierkę. Ramiona wystawił poza balustradę, ściskając w jednej dłoni butelkę z tanim, lecz mocnym piwem. Jung posłał w moją stronę uśmiech, zaraz po tym spoglądając w niebo. Chłód wieczornego powietrza wywoływał na mojej skórze gęsią skórkę. - Masz jakieś wątpliwości, co do grupy? Czy jest ktoś komu nie byłeś w stanie zaufać wcześniej, Zelo?
Spojrzałem na niego. Doszukiwałem się pułapki, ukrytej w jego pytaniu, długo zastanawiałem nad odpowiedzią jak gdyby od tego zależało moje życie.
Odetchnąłem, starając się odgonić stres, który niechciany zagnieździł się w moim ciele. Zdecydowanie za bardzo skupiłem się na poczynaniach grupy, tym samym snując błędne wnioski. Takie o których nawet Daehyun nie mógł wiedzieć. - Dobrze wiesz, że nie mam prawa decydować. Yongguk powiedziałby mi, że nie pozwala mi na to mój wiek i pozycja, natomiast Himchan kazał ciężko na to pracować. I nawet jeśli w tym wszystkim pojawią się w mojej głowie wątpliwości, tak zaufałem od samego początku.
Zaufałem Moon Jongupowi, jednocześnie siejąc mnóstwo 'ale' wokół niego.
- Może reszta grupy tak uważa, jednak teraz jestem tu tylko ja. Myślę, że osoba, która dopiero co wczuła się w to towarzystwo zauważy coś, czego my naprawdę nie potrafimy. - Jung przysunął gwint butelki pod swoje usta, zaraz po tym nabierając spory łyk alkoholu. - Dobrze wiesz, że możesz mieć wątpliwości. Ja nawet jeśli chciałbym pomóc to..za bardzo postradałem zmysły.
Daehyun spojrzał na mnie badawczo, jako chciał odgadnąć moje myśli lub znaleźć gdzieś odpowiedzi na wszystkie pytania.
- Nie postradałeś zmysłów ty po prostu.. - próbowałem zaprotestować, lecz urwałem, odwzajemniając przeszywające spojrzenie bruneta. - Ty cierpisz Daehyun. Być może kogoś trwale straciłeś. Być może oni nie przeżyli tego co ty.
Bzdura. Ich grupa trzymała się mocno między innymi dzięki wspólnie dzielonym przeżyciom, okrutnej przeszłości, łączyła ich więź.  Prawdopodobnie taka, do której ja nie miałem wstępu.
- Nieważne - odwróciłem się plecami, by nabrać powietrza, ukoić nerwy chłodną temperaturą panującą na zewnątrz, ukoić widokiem iskrzących się gwiazd na granatowym niebie. - Już wystarczająco się wtrąciłem. To dlatego mam wątpliwości. Znaczy.. zaczynam je mieć. Od początku byłem zbyt pewny, że czegoś osiągnę, ambicja przysłoniła mi rzeczywistość..
- Twój świeży umysł może sprawić, że moje cierpienie się skończy. Każdy pomysł jest ważny, w końcu ciągle przez ostatnie miesiące stoimy w miejscu. - Młody mężczyzna ułożył jedną dłoń na moim ramieniu, gładząc skórę opuszkami palców. Jung zadał mi czuły gest, przysuwając się do mnie znacznie bliżej. Czułem, jak opiera swoją klatkę piersiową o moje plecy, odkładając gdzieś na bok butelkę z napojem. - Nasza grupa może nie jest idealna. Youngjae oszukiwał i manipulował ludźmi. Jego charakter mógł być uważany za paskudny i podły, a mimo to obiecał, że przyjmie mnie do siebie. Nawet jeśli to ja chciałem się nim zaopiekować.
Podążając wzrokiem za Daehyunem, w kierunku nieba miałem dobre parę chwil by wszystko sobie dokładnie przetworzyć.


Le noir : Rainy mood [6]



6/10

W hangarze dnia następnego był ruch.
Yongguk i Himchan spierali się o nowo nabyte informacje, Jongup pochylał się nad stołem zawzięcie rysując kolejne plany budynków, natomiast Daehyun analizował ślimaczo dokumenty, popijając pomiędzy tym whiskey z lodem. Sytuacja ani trochę się nie zmieniła ; Jung nadal pozostał nieobecny, a kolejny miniony dzień stał się dla niego tym gorszym. Zauważyłem jego niezdarność i rozkojarzenie, jakby natarczywie atakowały go myśli czy też wspomnienia, martwiłem się. Nurtowała mnie jego postać, chciałem dowiedzieć się na własną rękę czegoś więcej niż tylko parę istotnych szczegółów nie zaspokajających do końca wiedzy.
W pewnym momencie Yongguk poprosił mnie o pomoc, a ja pochłonąłem się tym tak bardzo, że nie dostrzegłem, iż w tym czasie Daehyun zniknął.
Po skończeniu swojego zadania szybko znalazłem się przy Moon, od razu chwytając go za łokieć by móc okręcić go w swoją stronę. - Hyung, gdzie mieszka Daehyun?
Nie zwróciłem uwagi na to, że jego powściągliwa twarz zdradzała zniecierpliwienie choć jeszcze wieczór temu szeptał do mojego ucha te wszystkie czułe słówka. Przełknąłem cicho ślinę, powoli puszczając jego łokieć. Teraz znów był sobą, nie powstrzymałbym tego.

- Daehyun?
Uchyliwszy klamkę bez przeszkód wszedłem do wnętrza mieszkania, które pozostawione było w kompletnym chaosie i bałaganie. Nie przejmowałem się, że jeszcze chwilę temu Jongup miał duże wątpliwości co do podania mi tego adresu. Nie wiedziałem tylko czy chodziło o mnie, czy też odseparowanie nas obu. Nie zawracając sobie tym głowy rozejrzałem się, później robiąc krok w stronę salonu. Stolik był pęknięty, jak gdyby od uderzenia pięścią, natomiast butelki po pustym soju i whiskey walały się na podłodze. Firanki ciężko zostały zasłonięte na tyle, by żaden promień słońca nie wdzierał się do środka. W powietrzu dało się wyczuć trunek, a napady duszności nie zaatakowały tylko mnie.
Daehyun siedział nieprzytomny na dywanie, opierając plecy o dość sporą kanapę. Przekląłem pod nosem, szybko przykucając przy niewiele starszym mężczyźnie.
 - Dae-ah.. - Ten tylko podniósł ciężko powieki, patrząc na mnie wzrokiem pustym, bez wyrazu, jak gdyby sens jego życia gdzieś momentalnie przepadł bez możliwości odwrotu.
- Nie możesz tu zostać, zabieram cię ze sobą. - Oznajmiłem, chwytając pewnie za jego przedramiona, żeby pomóc mu się podnieść. Jung uległ, dał się mi poprowadzić, być może zaufał? Pozwolił sobie na wyciągnięcie do niego pomocnej dłoni przez dzieciaka.
I być może w jednej chwili udałoby nam się wyjść, gdyby nie nagły trzask drzwi frontowych, który sprawił, że moje serce na moment stanęło w miejscu. Spanikowałem, gdy kilku nieznanych mi mężczyzn z hukiem zaczęło rozglądać się po mieszkaniu. Wiedziałem, że to nikt z nas, że zwyczajnie musimy natychmiast uciekać. Pośpiesznie wciągnąłem powietrze i zaciągnąłem niemalże bezwładne ciało Dae do najbliższej szafy. Gdy Daehyun mruczał coś pod nosem, zakryłem jego usta dłonią i z szybko bijącym sercem zamknąłem się wraz z nim w szafie.
Wtedy mężczyźni znaleźli się w salonie, a dźwięki roznoszące się po całym pomieszczeniu były nie do zniesienia. Mogłem wszystko zobaczyć przez niewielką szparę między drzwiczkami szafy. Jeden z Azjatów warknął coś niezrozumiałego dla mnie pod nosem. To nie był żaden z Koreańskich dialektów, a wraz z kolejnymi słowami mężczyzn śmiało mogłem stwierdzić, że porozumiewali się po chińsku. Brak zrozumienia każdej z ich wypowiedzi wprawiał mnie w jeszcze większy stres.
Jeden z nich kopnął drewniane krzesło, które wpadło z hukiem na jedną z szafek, przewracając wszystko, co się na niej znajdowało. Najzwyczajniej zdemolowali mieszkanie Daehyuna, tak jakby pozornie czegoś poszukiwali. Przez mężczyzn został przewrócony również stół, a kilka rzeczy z pojedynczych szuflad zostały wyrzucone na środek pokoju. Hałas dochodził również z kuchni i możliwe, że nie tylko. Słyszałem dźwięk tłuczonych przedmiotów, a każdy głośniejszy poirytowany krzyk sprawił, że zaciskałem dłoń na ustach Jung znacznie mocniej. Azjaci podarli kilka dokumentów znajdujących się w komodzie, nachalnie przewracając kolejne meble.
- Zelo.. co jest nie tak.. - wymamrotał pod nosem Daehyun drżąc nieznacznie, a ja w tamtej chwili zacisnąłem usta, patrząc z zawiścią na demolujących mieszkanie mężczyzn.
- Nie martw się o to. Poradzę sobie. - szepnąłem, nieświadomie zaciskając palce na broni. To był ten moment, kiedy przechytrzyłem samego Moon Jongupa kradnąc spluwę z jego tylnej kieszeni dżinsów.
Jung spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem. - Co zamierzasz..
Bałem się. Byłem tylko niedoświadczonym dzieciakiem, a nasze życie po raz drugi było zagrożone, wystawione na próbę przetrwania. Co innego mogłem zrobić jak przechytrzenie nie tylko Jongupa, ale też wszystkich wokół? Najlepszą obroną wciąż pozostaje atak.
- Nie ruszaj się stąd. - Ścisnąłem jego dłoń, nim przełknąłem ślinę i bez zastanowienia wyskoczyłem z szafy, rzucając się na pierwszego z brzegu. Uderzając w jego przysłonięty maską nos, rozejrzałem się w pośpiechu i nim zdołałem spostrzec obaj przewróciliśmy się na dywan. Moje ciało opadło na twardą podłogę, a zaraz obok mnie znalazła się postać napastnika. Chciałem podnieść się na łokciach, zaciskając w dłoni broń, by ta mi się nie wysunęła. Jednak nagle stanął nade mną mężczyzna, który wycelował we mnie z swojego pistoletu. Już słyszałem, jak naciskał na spust. Musiałem reagować szybko.
Głośny huk wystrzału. Przeturlałem się w bok, zasłaniając się ciałem leżącego na podłodze mężczyzny. Pocisk trafił wprost w klatkę piersiową napastnika, którego krzyk zawtórował po głośnym i nieprzyjemnym dźwięku. Zacisnąłem powieki, lecz zaraz po tym wstałem zwinnym ruchem - tak jak nauczyłem się na treningach. W moich dłoniach widniał dość spory pistolet, który dawał mi jakiekolwiek szanse. Nie mogłem skupić się na emocjach, jednocześnie pozwalając, by adrenalina nade mną zawładnęła. Lufa mojego pistoletu była skierowana w drugiego mężczyznę.
- Zejdź mi z drogi dzieciaku. Nie jesteś nam do niczego potrzebny, nie szukamy ciebie. - Napastnik trzymający broń, warknął w moją stronę w ojczystym chińskim dialekcie. W mojej głowie zaświeciła się pewna lampka, która rozwiała wszystkie moje myśli. Niektóre słowa były mi znajome, przez co sens zdania mogłem wywnioskować sam. Moja rodzina posiadała korzenie w tamtych stronach, więc w rodzinnym domu nie raz ten język obił mi się o uszy. Przynajmniej to mogło mi się na coś przydać.
Jednak kogo mogli szukać? Poza mną i Daehyunem nie było w tym mieszkaniu nikogo, ani niczego, czego mężczyźni mogliby chcieć. Przynajmniej tak uważałem, a to w jaki sposób się zachowywali i mówili naprowadzał mnie na pewien trop. Napastnicy wyglądali, jakby ktoś wynajął ich w jasnym celu. To wszystko jednak nie było jasne dla mnie.
Stałbym tak w bezruchu, omamiony zapewne w nieskończoność, lecz ciemno szary dym wręcz zakrył moje pole widzenia. Kiedy jeden z Azjatów zajął mój czas, reszta z nich oblała benzyną poszczególne miejsca w pomieszczeniu. Wystarczyła chwila, by wszystko zajęło się ogniem. To wpędziło mnie w jeszcze większy stres, a moje drżące ciało nie potrafiło poruszyć się do przodu.
Mężczyzna, którego broń została już opuszczona w dół, podbiegł do mnie. Szarpnął za moje ramię, chcąc wyciągnąć mnie ku wyjściu z mieszkania. Nie mogłem zapomnieć o Jung uwięzionym w szafie.
Szamotałem się, usiłowałem zrobić wszystko, żeby tylko móc uciec razem z Daehyunem. Nie wyobrażałem sobie w tamtym momencie, że mogłoby być inaczej, nie obchodzili mnie ci mężczyźni.
- Dae-ah! - wyjęczałem zbolałym tonem, otwierając przy tym drzwiczki i pośpiesznie wyciągając go z szafy. Wynajęci Azjaci zdołali dawno uciec w popłochu, natomiast Jung wydawał się być głuchy na moje prośby. Nie zareagował nawet na moje zadrapania na twarzy czy też gromadzące się łzy, najzwyczajniej ze zwieszoną głową pozwolił mi na doczołganie się w stronę okna, a sam pobiegłem pędem do drzwi frontowych. Przysłaniając rękawem bluzy twarz, by nie wdychać notorycznie dymu sprawdziłem, czy drzwi były otwarte, jednak po ich ucieczce zostały zablokowane. Być może z premedytacją. Być może kłamali i tak naprawdę chcieli nas teraz spalić żywcem, pozbyć się dowodu.
Jung oparł się o parapet przy oknie, które jeszcze nie zajęło się ogniem. Skierowałem się z powrotem w stronę starszego, gdy zrozumiałem, że wszystkie drogi naszej ucieczki nieodwrotnie zostały zablokowane. Daehyun podniósł głowę, kiedy naprawdę część rzeczywistości zaczęła do niego docierać. Zbliżyłem się pośpiesznie do jego sylwetki, ponieważ musieliśmy działać szybko. Ogień pochłaniał całe mieszkanie w zawrotnym tempie. Mieliśmy minimalne szanse, by przeżyć.
- Gdzie one są do cholery? - Nagle dłonie Daehyuna zacisnęły się na moim ubraniu, przez co nachalnie szarpnął moim ciałem. - Muszę zabrać stąd jego zdjęcia! Tylko tak mogę zobaczyć swojego ukochanego. Nie zostawię tutaj Youngjae.
Jung warknął, lecz nie mogłem zobaczyć wyrazu jego twarzy przez dym, który trawił całe pomieszczenie. Koreańczyk najzwyczajniej nie chciał się uspokoić, pokazując swoją słabość. Mógł narazić swoje życie nawet za głupie wspomnienie.
- Wcale tak nie myślisz, nie oddałbyś życie za kawałek zdjęcia.. - Szeptałem panicznie, potrząsając jego ramionami jak gdyby to miało go przywrócić na ziemię. Bezskutecznie. Daehyun histeryzował między kilkoma głębszym kaszlnięciami a ja sam myślałem gorączkowo nad ucieczką, czując silne zawroty głowy.
- Wyważ okno Daehyun. - Klęknąłem na podłodze, szukając dłonią jakiegokolwiek zdjęcia zaginionego Koreańczyka. Sam zaczynałem panikować sięgając progu śmierci, jednak uparcie próbowałem coś dostrzec między zasłoną dymu. - Daehyun!
Zacisnąłem powieki i podniosłem się, w jednej chwili z towarzyszącym temu gniewem i instynktem przetrwania uderzając z pięści w okno, rozbijając je przy tym w drobny mak. Daehyun otworzył szeroko oczy, głośno oddychając po napadzie histerii, zaraz po tym uciekając rozbitym oknem. A ja balansowałem na krawędzi, z jednej strony moje myśli uciekały ku twarzy Jongupa, jego uśmiechowi, który sprawiał, że moje serce topniało. Z drugiej zastanawiałem się nad tym, czy ja też potrafiłbym poświęcić się dla Moon Jongupa.
I gdzieś pomiędzy sięgnąłem po nadpalone zdjęcie zakrwawioną od wbitych odłamków szkła dłonią, przedstawiające Youngjae. Wyskoczyłem oknem, z wyczerpaniem opadając na załamaną sylwetkę Daehyuna, wtedy mieszkanie Jung wybuchło z hukiem rozrywającym uszy.
Opadłem na ziemię wyczerpany, chcąc zaczerpnąć choć odrobinę świeżego powietrza. Budynek właśnie stanął w płomieniach tuż przed nami, kiedy w tęczówkach Daehyuna odbijał się pnący w górę ogień. Nie miałem kompletnie siły, by zebrać się psychicznie w sobie.
- Youngjae.. Nigdy go nie odnajdziemy, Zelo. - objąłem go swoim ramieniem. Jung wtulił się w moje ciało, a ja usłyszałem jedynie jego zbolały szloch. Daehyun naprawdę przestawał być sobą; opadał na dno z każdą chwilą, kiedy pozostawał samotny. Sam mogłem jedynie sobie wyobrazić jakie to uczucie i jak bardzo starszy cierpiał z tego powodu.
Kojąco gładziłem dłonią jego włosy, tak by Daehyun choć odrobinę poczuł się lepiej. - Znów nie mogłem ci pomóc.
Ciało starszego Koreańczyka niemal przyległo do mnie, kiedy jego cichy płacz nadal przerywał niespokojną ciszę. Mój wzrok jedynie pusto wbił się w żarzący budynek, który powolnie walił się do samych fundamentów. Szepnąłem jedynie cicho w stronę Jung, że wszystko w końcu będzie w porządku. Uspokajałem go swoim spokojnym tonem głosu, który był tylko niepewną obietnicą.



Dotarcie do hangaru zajęło nam mnóstwo czasu.
Trwałem w uporczywym zamyśleniu, nie przejmując się zupełnie cieknącą z ręki krwią czy tym, że obaj, poturbowani wyglądaliśmy jak po przejściu tornada. Jung zniósł wszystko znacznie gorzej. A może nie sam fakt o wznieceniu ognia w jego mieszkaniu tak bardzo na niego wpłynął a sama świadomość utraty ukochanego? To dało mi do myślenia w chwili, kiedy walczyliśmy o życie. Jego głowa była zwieszona, a ponieważ jego ciało zdawało się być naprawdę bezwładne tak niosłem za sobą ciężar nas obu, byłem skrajnie wykończony.
Wybawieniem okazał się Himchan, który niemal zderzył się z nami, kiedy wychodził z hangaru tylnym wyjściem. Zaskoczenie na jego twarzy oczywiście było czymś nowym ; rzadko ukazywał jakąkolwiek mimikę czy reakcję, opanowanie nie opuszczało go ani na krok. Ale teraz.. zmartwił się. Z pewnym zaniepokojeniem wziął pod ramię Daehyuna, nie pytając, nie odzywając słowem. Jedynie spojrzał na mnie, jak gdyby niemo pytając o mój stan. Nie wyglądałem lepiej od Jung, choć może psychicznie nie było ze mną tak źle jak z nim.
Poprowadził nas do wnętrza budynku, aż z mroku wyłoniła się reszta Koreańczyków. Nie mogłem skontrolować jak oczy zachodzą mi łzami a ciało jak gdyby wiotczeje, ruchy stały się powolniejsze powodując tym mój upadek. Broń wylądowała z gruchotem na ziemię.
Głośny huk, który roznosił się echem po dużym pomieszczeniu nie musiał zwracać uwagi Jongupa. Nie musiał, ponieważ mężczyzna zauważył mnie od razu, gdy znalazłem się w środku. Nie wiedział właściwie, co jest nie tak, dlatego w oszołomieniu patrzył na moją sylwetkę. Usta mężczyzny uchyliły się w lekkim szoku, kiedy moje ciało opadało w dół. Starszy dostrzegł moją zakrwawioną dłoń, a sam na siebie przeklinał w myślach. Mógł tak naprawdę nie puścić mnie nigdzie, nie podając mi adresu. Twierdził, że znajdowałem się w nieodpowiedniej porze i czasie. Tak samo było i teraz, kiedy uporczywie posyłał w moją stronę, jak i Daehyuna wzrok. Nie mogłem całkowicie wyłapać jego reakcji, lecz nie wiedziałem skąd wzięło się jego zachowanie. Tęczówki Moon pociemniały, a zdziwienie powoli znikało z jego twarzy.
Yongguk w pewnej chwili był zbyt oszołomiony, by zrobić w moją stronę chociażby krok. Himchan z pewną łatwością podtrzymywał Daehyuna, a Jongup skrzyżował ręce na torsie ze zniecierpliwieniem w oczach, patrząc na mnie.
- To było.. to było zaplanowane oni.. zaatakowali nas, chcieli zabić.. jestem pewien, że ktoś ich wynajął, Chińczycy.. - zakaszlałem, kiedy w moich tęczówkach odbijała się rozpacz przepleciona z obawą, że właśnie wtedy los brutalnie mógł zakpić sobie ze mnie paląc żywcem.
Daehyun zareagował, bolesny wyraz twarzy był tylko dopełnieniem nieszczęścia i tego, że gdyby nie zwykły fart moglibyśmy zginąć.
Widziałem, jak Bang ruszył w moją stronę, by jakkolwiek zareagować na mój niestabilny stan, ponieważ Himchan już zajął się roztrzęsionym Jung. Jednak przywódcę wyprzedził Jongup, przepychając się przez jego wysoką sylwetkę. Mężczyzna z niemym gniewem na twarzy nachylił się do mnie, by wsunąć silne ramię pod moje nogi, a drugim objąć mnie w talii. Podniósł mnie do góry i nim spostrzegłem się Jongup ruszył ku wyjściu z hangaru bez żadnego słowa.
- Moon Jongup zatrzymaj się natychmiast. - Słyszałem za nami głos Yongguka, lecz Koreańczyk o granatowych włosach wcale nie zareagował. Robił swoje, wychodząc z jednego budynku, by skierować się do swojego mieszkania. Apartament znajdował się naprawdę blisko, więc nim spostrzegłem się, poirytowany Moon wnosił mnie do znajomego miejsca. Nie wiedziałem, dlaczego ten mężczyzna tak szybko dawał wyprowadzić się z równowagi. Nawet nim zdążyłem się odezwać to kolejne słowa padały z ust Jongupa.
- Ostrzegałem cię. Dlaczego pchasz się ciągle w jakieś kłopoty, będąc kompletnie niedoświadczonym dzieckiem. Po raz kolejny wpakowałeś się w coś, gdzie wcale nie powinno cię być. - Moon podniósł nieco swój ton głosu, kiedy już wypuścił mnie z swoich ramion. Jego słowa brzmiały, jakby wcale nie chodziło mu o moje bezpieczeństwo. Nie wiedziałem jaki miał cel w tym wszystkim. Choć może chciał jedynie pozbyć się kłopotu? - Jeszcze nie potrafisz tyle, żeby sam siebie obronić.
- Może i nie potrafię! - równie podniosłem głos, przekrzykując go niemalże. W obronnym geście skrzyżowałem ręce na torsie, z frustracją i roztrzęsieniem tupiąc nogą. - Może i nie potrafię i co z tego Moon Jongup! Jak każdego dnia zwodzisz mnie, jak za każdym razem mówisz co innego powodując tym samym, że twoje słowa są równie sprzeczne! Co z tego, że nie potrafię o tobie nie pomyśleć choć na chwilę i co z tego, że cholernie angażuję się w każde twoje słowo uparcie dążąc do tego by być przy tobie!
Łzy stanęły w moich oczach, a cichy szloch niekontrolowanie targnął moim kruchym ciałem. Nie wytrzymałem, mimo wewnętrznego bólu nadal patrzyłem mu w oczy reagując impulsywnie. Impulsywnie niczym buzujący hormonami na prawo i lewo nastolatek.
- Powiedz mi wreszcie ile dla ciebie znaczę, hyung. Proszę, ten jeden raz nie mieszaj mi w głowie, po prostu.. - bezwładnie opuściłem ręce wzdłuż ciała, zwieszając w geście rezygnacji głowę. - Kim dla ciebie jestem, hyung.
Mężczyzna patrzył na mnie cały czas, jednak jego wzrok zmieniał się. Zastygnął jakby w ułamku sekundy, dzierżąc w sobie to jedno pytanie. Pytanie lub raczej niemą prośbę, by w końcu wyciągnął swoje myśli na wierzch. Starszy wyglądał jakby negatywne emocje go opuściły, nawet jeżeli był sprowokowany, by mówić wszystko jawnie i wprost. Nawet jeżeli jego dłonie zacisnęły się w pięści, to odezwał się. Przyznał sam przed sobą.
- Od kiedy tu jesteś, od kiedy przyjąłem cię pod swój własny dach, to najzwyczajniej jesteś wszędzie. Nie mogę myśleć o nikim, ani niczym innym, rozumiesz? Rozpraszasz mnie, kiedy muszę osiągnąć swój cel. Moje myśli są przepełnione tobą, a twoja postać pozostaje w mojej głowie tym bardziej, kiedy chcę zostawić cię samego. Odpowiedz sobie. - Jongup przerwał, wypuszczając spomiędzy warg poirytowane westchnienie.
Chwyciłem go za dłoń ; zaschnięta krew nie odstręczyła go, wręcz przeciwnie - zacisnął palce na moim nadgarstku, jakby w niemej potrzebie, w czasie, gdy ja upajałem umysł jego słowami. Być może mu zależało. Być może nie potrafi przestać się o mnie troszczyć. Być może tamtego dnia nie potrafił mnie zabić z zimną krwią. Przygryzłem delikatnie wargę, po czym zacisnąwszy powieki wtuliłem się w plecy granatowowłosego mężczyzny, odczuwając gdzieś pomiędzy tą intymność.
- Obiecałeś, że mnie nie zostawisz. - szepnąłem miękko, czując jak starszy mężczyzna drży pod wpływem mojego dotyku.
Uważałem, że ślepo wierzyłem w niewinną miłość, w uczucie pogłębiające się z każdą chwilą. Wierzyłem, że naprawdę pokochałem Moon Jongupa.
W czasie, kiedy jego gubiła jedynie słabość do mnie.



Wieczór spijał sen z moich powiek, ponieważ nie wiedzieć kiedy, leżąc tak beztrosko na sporym posłaniu, zasnąłem. To była jedynie drzemka; półsen, który regenerował moje myśli i siły. W czasie, gdy nie byłem tego kompletnie świadom, materac ugiął się pod ciężarem innego ciała.
Jongup znalazł się w pomieszczeniu, widząc moje zastygnięte w spokoju ciało. Miał zamiar jedynie ułożyć się obok mnie bezszelestnie; gest, który sprawiał, że razem znajdowaliśmy się w łóżku. Moon przysunął się bardzo blisko mnie, a ja nie musiałem go widzieć, by wiedzieć, że był obok. Jego wzrok było odczuwalny, nawet przez sen. Tak jakby mężczyzna badawczo przyglądał się mojej postaci, która była teraz w zupełnie innym świecie. Tęczówki Jongupa błądziły po mojej twarzy, widząc jedynie opanowanie. Sam fakt obudzenia się przy tym mężczyźnie był czymś satysfakcjonującym.
Długo wpatrywałem się w jego oczy chcąc dostrzec i zrozumieć ich głębię. I mógłbym przysiąc, że ta chwila, wydawała się być tak kurewsko szczera i beztroska, bez towarzyszących temu lęków czy niepewności. A Jongup w tym wszystkim uśmiechał się, gładząc nieco szorstką dłonią moje włosy, co mogłem uznać za cholernie przyjemne.
Rzeczywistość jednak uderzyła we mnie niemal ze zdwojoną siłą, kiedy przed moimi oczami pojawił się obraz półnagiego Jongupa w dniu, gdy teoretycznie się poznaliśmy. Przenikliwy i nieufny wzrok. Strach o własne kruche życie. Cień niepewności i ryzyko. Blizny. Blizny na ciele pięknego mężczyzny.
- Chcę wiedzieć coś na temat tych blizn, hyung. - spomiędzy moich warg uciekła śmiała prośba. - Plecy i biodro. Ale to nie wszystko. Opowiedz mi również o swoich tatuażach Jongup-ah, zajmują naprawdę wiele twojego ciała. Intryguje mnie to, chciałbym poznać tą namiastkę ciebie.
Niemalże czarne oczy mężczyzny zaświeciły się w zainteresowaniu, kiedy sypialnię ogarnął ton mojego głosu. Jongup przewrócił się na plecy, podpierając swoją głowę dłońmi. Spojrzał w sufit zamyślony, tak jakby układał wszystko w swojej głowie.
- Każdy dorastał na swoim. Nie miałem lekko, właściwie od małego trenując to, co teraz potrafię najlepiej. Nóż nie był mi obcy i przede wszystkim stąd on naznaczył moje ciało. - Moon zaśmiał się dość złośliwie, posyłając mi krótkie spojrzenie. - Byłem niedoświadczony, a pierwsza akcja, kiedy musiałem stawić się komuś o wiele silniejszemu, zostawiła bliznę na moim biodrze. Jakiś wielki i napakowany mężczyzna wbił mi ostrze dość głęboko. Pamiętam jeszcze, jak Yongguk mnie opatrywał.
Moon obrócił się w moją stronę, podwijając swoją koszulkę do góry tak, by odkryła dość spory kawałek skóry, na którym znajdowała się wspomniana blizna. - Plecy zostały oszpecone nieco wcześniej. Sam dobrze tego nie pamiętam. Miałem głębokie rany, tym razem nie zadane ostrym narzędziem. W końcu proste cięcia goją się o wiele szybciej. Nie przywiązałem do tego większej wagi, bo w końcu blizny to jedynie wspomnienia po kolejnych misjach. Niektóre z nich zasłoniłem tatuażami, w końcu wszystko nadawało mi charakter. A co znaczą? Po za tymi "upiększającymi" jeden znalazł się na mojej dłoni, na rzecz wykonania misji. Znak miał symbolizować przynależenie do pewnej, innej grupy, a ja i tak po tym zostawiłem go na sobie. Jak widzisz, większość mojego życia łączy się tylko z tym, co robię aktualnie. Nie ma szczególnych odskoczni..
Moon przerwał, zaciskając lekko swoje wargi, na znak tego, że skończył wylewać z siebie kolejne historie. Nie mógł otworzyć się za bardzo, najzwyczajniej wiele pozostawiał w tajemnicy.
Nie zarejestrowałem, kiedy gdzieś pomiędzy leżeliśmy twarzą do siebie, patrząc na siebie w pewnym skupieniu. Wiedziałem, że równie był kimś, kto przeżył w swoim życiu upadki, ale spostrzegłem też, że tak naprawdę on musiał być bardzo samotny. Samotny i zagubiony.
Miałem po prostu głęboką nadzieję na to, że ja okazałbym się być tym, który jego pustkę zapełni.